Bayern Monachium złapał ostatnio niewielką zadyszkę, czego efektami były porażki z Augsburgiem i remis z HSV. Hoffenheim mogło więc uwierzyć w szansę sprawienia niespodzianki. Bawarczycy pokazali jednak, że są drużyną, której nie można drażnić, bowiem w każdej chwili potrafi zamienić się w walec rozjeżdżający rywali.
Kluczowy moment nadszedł bardzo szybko. W 18. minucie Kevin Akpoguma sfaulował wychodzącego na pozycję Luisa Díaza i zobaczył czerwoną kartkę. Arbiter wskazał też na jedenasty metr. Do piłki podszedł Harry Kane i pewnym uderzeniem otworzył wynik spotkania. Kilkadziesiąt minut później Anglik powtórzył to samo – drugi rzut karny i drugi gol napastnika Bayernu. Paradoksalnie to nie był moment, w którym Hoffenheim się posypało. Grający w dziesiątkę goście potrafili odpowiedzieć i po błędzie Manuela Neuera wyrównał Andrej Kramarić. Przez chwilę zrobiło się nerwowo, a Bayern wyglądał jak zespół, który zbyt wcześnie uwierzył, że mecz wygra się sam.
Bayern wykorzystał grę w przewadze
Jeszcze przed przerwą gospodarze odzyskali jednak kontrolę. Luis Díaz zdobył pierwszą bramkę i Bayern schodził do szatni z prowadzeniem, które uspokajało sytuację. Po zmianie stron tempo spotkania wyraźnie spadło, ale tylko pozornie. Monachijczycy cierpliwie rozciągali rywala, zmuszając Hoffenheim do biegania w defensywie i czekając na moment, gdy przeciwnik fizycznie nie wytrzyma. Ten moment nadszedł w drugiej połowie. Díaz zdobył kolejne dwa gole, kompletując hat-tricka i zostając bohaterem wieczoru. Bayern wykorzystał przewagę jednego zawodnika w najbardziej klasyczny sposób – zmęczył przeciwnika posiadaniem piłki, a potem dobił go seriami szybkich akcji. Ostateczne 5:1 było efektem konsekwencji, a nie ciągłego oblężenia bramki. Hoffenheim długo broniło się dzielnie, a Oliver Baumann kilkukrotnie ratował zespół przed kolejnymi trafieniami. Jednak granie ponad 70 minut w osłabieniu przeciwko Bayernowi to zadanie niemal niewykonalne – nawet jeśli przez moment uda się utrzymać kontakt z rywalem.
Bayern Monachium utrzymał bezpieczną przewagę nad pościgiem i wysłał jasny sygnał – jeśli rywal daje mu przestrzeń, potrafi zamienić mecz w jednostronny pokaz jakości. 5,64 xG, 27 oddanych strzałów — ale „tylko” 55% posiadania piłki. To była zabójcza, bezwzględna wersja Bawarczyków, która po 21. kolejkach Bundesligi ma już 79 strzelonych goli. To o 15 trafień więcej niż dotychczasowy rekord na tym etapie sezonu.
