Druga z rzędu kolejka, w której Arsenal powiększa przewagę nad goniącym go Manchesterem City. Kanonierzy mają 9 punktów przewagi, ale także jeden mecz rozegrany więcej. To duża przewaga, ale oba zespoły zagrają jeszcze bezpośredni mecz na Etihad Stadium. W podsumowaniu 30. kolejki Premier League pod lupę 5 tematów: 16-latek wyciąga Arsenal z kłopotów, zaufanie Guardioli do Cherkiego, historyczny sezon Bruno Fernandesa, pierwszy obiecujący występ Tottenhamu Tudora oraz przyszłość Tolu Arokodare.
Max Dowman jest cennym wzmocnieniem Arsenalu w walce o mistrzostwo Anglii
Arsenal rzutem na taśmę wyrwał zwycięstwo przeciwko Evertonowi (2:0) na Emirates Stadium, strzelając pierwszego gola w 89. minucie, a drugiego w ostatniej akcji meczu po kontrataku z rzutu rożnego rywali na pustą bramkę. Kluczowy w dopisaniu kolejnych trzech punktów okazał się 16-letni Max Dowman. Zawodnik urodzony w 2009 roku przy pierwszej bramce posłal dośrodkowanie w pole karne, które stało się asystą drugiego stopnia, a następnie zdobył bramkę zapisując się na kartach historii jako najmłodszy strzelec gola w erze Premier League.
Najbardziej mogła się podobać aktywność jaką Dowman prezentował na boisku. Rozegrał 16 minut (z doliczonym czasem przyjmijmy, że nieco ponad 20 minut). W tym czasie zanotował aż 28 kontaktów z piłką, oddał 2 strzały, wykreował 2 sytuacje, podjął 4 próby dryblingów i stoczył 8 pojedynków (w obu przypadkach wygrał połowę). 16-latek w końcowych minutach, gdy zespół potrzebował bramki był jego boiskowym liderem. Koledzy z zespołu mają świadomość jego nieprzeciętnych umiejętności, więc z pełnym zaufaniem oddawali mu piłkę, ponieważ wiedzieli, że on jest w stanie zrobić przewagę indywidualną. Do końca sezonu jego rola pewnie ograniczy się do ożywiania ofensywy w końcówkach spotkań, ale przy potencjale Dowmana i tak jest on wzmocnieniem Kanonierów w drodze po mistrzostwo Anglii.
Pep Guardiola nie wykorzystuje potencjału Rayana Cherkiego
Mecz z West Hamem (1:1) był trzecim z rzędu, którego Rayan Cherki nie rozpoczął w wyjściowym składzie. Decyzje Pepa Guardioli mogą dziwić o tyle, że w ostatnich meczach grali na rywali, którzy nastawili się na głęboką defensywę i Manchester City potrzebował kreatywnych zawodników, a Francuz w takich okolicznościach być może jest piłkarzem, który ma największy potencjał w tworzeniu sytuacji na całym świecie. Mierząc się z West Hamem nie trudno przewidzieć, że zespół prowadzony przez Nuno Espirito Santo ustawi się w niskim bloku, a na takie mecze Cherki jest zawodnikiem, który może zrobić kluczową różnicę.
22-latek pojawił się na boisku dopiero w 60. minucie. Obraz gry The Citizens rzeczywiście się zmienił, choć trzeba zaznaczyć, że Guardiola zmienił również ustawienie na 4-3-3, przesuwając na skrzydło Semenyo oraz wprowadzając na boisko także Jeremy’ego Doku. Bez Cherkiego zespół oddał 7 strzałów, z nim na placu gry – aż 17 i fakt, że nie udało się Obywatelom zdobyć bramki można tłumaczyć brakiem szczęścia oraz skuteczności. Pep Guardiola nie do końca wykorzystuje więc potencjał Rayana Cherkiego. Nie chodzi jednak o jego funkcję na boisku oraz to jaki ma wpływ na zespół, a zwyczajnie o czas gry reprezentanta Francji. Choć Cherki ma swoje defekty (intensywność, gra bez piłki, brak trzymania pozycji) to jest zbyt kreatywnym piłkarzem, aby częściej trzymać go na ławce niż na murawie. Pep Guardiola na konferencji prasowej po meczu z West Hamem sam przyznał się do błędu, jakim jego zdaniem był brak Cherkiego w wyjściowej jedenastce.
Bruno Fernandes rozgrywa historyczny sezon
Bruno Fernandes w meczu z Aston Villą (3:1) zanotował dwie asysty, powiększając tym samym swój dorobek do szesnastu w obecnym sezonie ligowym. Do wyrównania rekordu Premier League, należącego do Kevina De Bruyne oraz Thierry’ego Henry’ego brakuje mu czterech ostatnich podań, a więc wyczyn ten jest jak najbardziej w zasięgu Portugalczyka. Tym bardziej, że w ostatnich tygodniach jego forma tylko zwyżkuje. Bruno w obecnym sezonie Premier League ma oczywiście najwięcej asyst, ale także zdystansował konkurencję w liczbie stworzonych sytuacji, wykreowanych „dużych szans” (big chances), współczynniku asyst oczekiwanych (xA) oraz podaniach prostopadłych za linię obrony.
Bruno Fernandes jest w tak dobrej dyspozycji już od dłuższego czasu, że nie da się zneutralizować jego wpływu na zespół. Przykłady, gdy przeciwnik ograniczył jego liczbę kreowanych sytuacji zdarzają się naprawdę rzadko. W tym sezonie tylko raz (z Evertonem na wyjeździe) nie zanotował żadnego kluczowego podania (według serwisu Understat). Z ośmiu meczów w 2026 roku – czyli od momentu, gdy wrócił po drobnym urazie – w sześciu wykreował kolegom minimum 4 sytuacje. Nawet, jeśli rywal znajdzie sposób, aby utrudnić mu grę to nie może być pewny, że 31-latek za niedługo nie zrobi kluczowej różnicy, ponieważ taką szansę dają mu też stałe fragmenty gry, które wykonuje znakomicie. Bruno Fernandes pracuje na to, aby być jednym z głównych kandydatów do zdobycia nagrody dla najlepszego piłkarza tego sezonu Premier League.
Tottenham chce się utrzymać najprostszymi środkami
Podstawowym zadaniem Igora Tudora, gdy obejmował Tottenham w bardzo trudnym momencie było ustabilizowanie zespołu oraz wpojenie piłkarzom wiary, aby zespół szybko zażegnał od siebie wizję walki o utrzymanie. To się nie udało. Chorwat zaczął od ustawienia drużyny w swoim ulubionym systemie 3-4-3, ale przy fatalnej sytuacji kadrowej zespołu często musiał ustawiać zawodników na swoich nienaturalnych pozycjach. Widząc, że to nie działa, Tudor zaczął szukać innych rozwiązań, co wprowadziło jeszcze większy chaos do zespołu oraz jeszcze bardziej zabiło pewność siebie u piłkarzy.
Na mecz z Liverpoolem (1:1) Igor Tudor znowu wymyślił coś nowego, maksymalnie upraszczając grę. System 4-4-2 nastawiony na obronę niską oraz dalekie podania w stronę dwóch napastników. W ten sposób Koguty rozegrały najlepszy mecz za kadencji Tudora, który daje kibicom długo wyczekiwaną nadzieję w walce o utrzymanie. Liverpool nie stworzył wielu okazji, strzelił tylko jednego gola, a przecież występy indywidualne bloku defensywnego Spurs nie były dobre:
- Guglielmo Vicario powinien zachować się lepiej przy bramce Szoboszlaia z rzutu wolnego.
- Pedro Porro był objeżdżany przez Rio Ngumohę, został 6 razy przedryblowany.
- Nie było podstawowego duetu stoperów (Romero i van de Vena), a ciężko powiedzieć, że Dragusin i Danso zagrali dobry mecz.
Zasłużony punkt wywalczony na Anfield to światełko w tunelu dla Tottenhamu. Wydaje się, że kontynuując grę w systemie 4-4-2, przy wzmocnieniach kadrowych, Tottenham odbije się od dna. Ale czy to wystarczy do utrzymania? Ciężko powiedzieć.
Nie zdziwimy się jeśli Toru Arokodare zostanie w Premier League
Sezon pomału zbliża się ku końcowi, więc powoli można zastanawiać się których piłkarzy z zespołów, które są zamieszane w walkę o utrzymanie powinny wyciągnąć kluby Premier League. W Wolverhampton takim nieoczywistym kandydatem jest Tolu Arokodare. Nieoczywistym, ponieważ o 25-latku nie można nawet powiedzieć, że jest pełnoprawnym zawodnikiem podstawowego składu. W obecnym sezonie ligowym rozegrał tylko 49% możliwych minut, a w 42% meczów pojawiał się w wyjściowym składzie. Początkowo pierwszym wyborem na środku ataku Wilków był Jorgen Strand Larsen. Norweg w zimie odszedł do Crystal Palace, zastąpił go Adam Armstrong i teraz to on najczęściej wychodzi od 1. minuty. W trzech ostatnich meczach ligowych Arokodare ani razu nie znalazł się w wyjściowym składzie.
Niemniej jednak, trudno nie odnieść wrażenia, że gdy Nigeryjczyk jest na boisku gra zespołu jest bardziej efektywna. Wczoraj w starciu z Brentford (2:2) po wejściu z ławki uratował zespołowi punkt trafiając do siatki, a do zwycięskiego gola zabrakło centymetrów, ponieważ trafił w poprzeczkę. Arokodare ma 197 cm wzrostu i jest piekielnie silny, przez co sprawia ogromne wyzwanie każdemu obrońcy. Gra w powietrzu i pojedynki fizyczne to cechy, które go wyróżniają i w których jest jednym z najlepszych napastników w lidze, a do tego ma łatwość w dochodzeniu do sytuacji strzeleckich. Jeśli więc któryś zespół z Premier League będzie szukał (najprędzej beniaminek) napastnika, na którego może grać dalekie podania oraz dośrodkowywać piłkę w pole karne to Tolu Arokodare jest bardzo dobrym kandydatem.
Co jeszcze wydarzyło się w 30. kolejce Premier League?
- Chelsea przegrała u siebie z Newcastle (0:1), co jest trzecią porażką w pięciu ostatnich meczach. The Blues pod wodzą Liama Roseniora nie dźwigają meczów z topowymi zespołami.
- Sunderland był najdłużej niepokonanym zespołem na własnym stadionie w Premier League, ale gdy już zaczął przegrywać to nie może przerwać serii. Porażka z Brighton (0:3) była trzecią z rzędu na Stadium of Light.
- Bournemouth nie przegrało w Premier League już od 10 meczów. Po 30. kolejce Premier League nie mogą być jednak zadowoleni, ponieważ zremisowali z Burnley (0:0), był to czwarty podział punktów z rzędu i oddalają się od szansy na europejskie puchary.
- To nie był jedyny bezbramkowy remis w tej kolejce. Dwa kolejne padły na Selhurst Park, gdzie Crystal Palace mierzyło się z Leeds oraz na City Ground, gdzie Nottingham podejmowało Fulham. Dla Daniela Farke oraz Vitora Pereiry punkt to cenna zdobycz w walce o utrzymanie.
