Bayern poległ w Moguncji! Rozładowane akumulatory piłkarzy Kompany’ego

Bayern Monachium w tym roku rozegrał już dwa spotkania przeciwko 1.FSV Mainz 05. Bawarczycy wygrali oba, strzelając w nich aż 12 bramek. Szkoleniowiec drużyny z Moguncji — Bo Henriksen mógł jednak wierzyć, że grudniowy mecz potoczy się korzystniej dla jego drużyny. Bayern od początku sezonu ligowego nie zaznał co prawda porażki, a na przestrzeni minionego tygodnia rozprawił się z Heidenheim oraz Szachtarem Donieck. Trudno nie odnieść wrażenia, że część zawodników nie jest w najwyższej formie, a brak Harry’ego Kane’a ogranicza możliwości belgijskiego szkoleniowca.

Opisując mecze Bawarczyków, zazwyczaj zachwycamy się statystykami zespołu z Monachium. Bayern nie musi wygrywać znaczną różnicą bramek, jednak notuje wysokie współczynniki goli oczekiwanych (xG) oraz oddawanych strzałów. Die Roten w meczu przeciwko Mainz schodzili na przerwę z gorszym bilansem xG niż ich rywal, a na pierwszy celny strzał musieli czekać niemalże do doliczonego czasu.

REKLAMA

Początek spotkania mógł jednak dawać nadzieję, że goście przepchną wygraną niskim nakładem sił. Już w 6. minucie Michael Olise trafił bowiem w słupek. Bawarczycy próbowali atakować prawą stroną, jednak niewiele z tego wynikało. Mainz nie pozwalało Bayernowi na oddawanie strzałów i cierpliwie czekało na swoje momenty. Nie przeszkodziła w tym nawet kontuzja kapitana Jonathana Burkardt, który opuścił murawę po ledwie kwadransie gry. Zmienił go Amrindo Sieb – 21-latek wypożyczony z… Bayernu Monachium.

To właśnie Sieb w 41. minucie wyprowadził kontrę, którą wykończył Jae-sung Lee. Kim i Olise niespecjalnie przyłożyli się do zatrzymania Koreańczyka, który z bliska pokonał Daniela Peretza. Bayern Monachium był bezradny w ofensywie, a także bezradny w defensywie. Schodząc na przerwę, gospodarze z pewnością nie obawiali się, że po zmianie stron rywal rzuci się na nich i spróbuje szybko odrobić straty. Czuć było, że Bayern, który przyjechał do Moguncji, nie jest tym Bayernem, którego można się bać.

Vincent Kompany próbował reagować

Na murawie w drugiej połowie pojawili się Sacha Boey oraz Leon Goretzka. Nie dało to jednak wiele, bowiem chwilę po ich wejściu na boisko drugiego gola strzelił Jae-sung Lee. Tym razem asysta już oficjalnie poszła na konto Sieba. Moguncja rosła z każdą minutą. Kompany zaczął zdawać sobie sprawę, że zdobycie punktu będzie cudem. Nie przy takiej formie piłkarzy i bez lidera, który mógłby dać sygnał do ataku. Nie był to bowiem mecz Jamala Musiali, który ostatnio ratował Bawarczyków od wpadek. Bayern ustępował rywalowi pod względem fizyczności, agresywności, piłkarzom ewidentnie brakowało sił. Inna kwestia, że Vincent Kompany od początku sezonu stawiał na wąskie grono graczy, więc nie dziwne, że w pewnym momencie zmęczenie osiągnęło swój limit.

Warto pochwalić gospodarzy, którzy niepostrzeżenie przebili się na 6. miejsce w ligowej tabeli (przynajmniej do czasu spotkań Borussii Dortmund i VfB Stuttgart). Bądźmy jednak uczciwi — normalnie dysponowany Bayern Monachium nie miałby większych problemów, by pokonać Mainz. W 87. minucie gola honorowego strzelił zresztą Leroy Sane, a Bawarczycy z rozładowanymi akumulatorami i tak próbowali powalczyć o remis. Przebudzenie nastąpiło zdecydowanie zbyt późno. Przewaga nad Bayerem Leverkusen topnieje do 4 punktów, a Kompany zaznał smaku pierwszej ligowej porażki w roli trenera FCB. Bawarczycy muszą zbierać siły, bowiem za tydzień czeka ich starcie z RB Lipsk, a przy takiej dyspozycji jak ta przeciwko Mainz, mogą mieć problemy, by odnieść zwycięstwo.

Mainz — Bayern Monachium 2:1 (Lee 41′, 60′- Sane 87′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,837FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ