Po raz kolejny w tym sezonie Barcelona zderzyła się ze ścianą. Znów w wyjazdowym meczu z wielkim rywalem zespół Flicka został zmieciony z boiska. Czterobramkowa strata po pierwszym spotkaniu praktycznie zamyka Barcelonie drogę do obrony tytułu w Copa del Rey. Duma Katalonii potrzebuje cudu na Camp Nou, jeśli chce grać dalej.
Żenująca pierwsza połowa Barcelony
Od początku meczu w oczach zawodników Barcelony widoczny był strach. Gospodarze zgotowali prawdziwy kocioł na trybunach i raz po raz zagrzewali „Materacy” do walki o każdą piłkę. Przede wszystkim zawiódł środek pola. Po raz kolejny w starciu z mocnym rywalem Frenkie de Jong nie istniał. Brak Pedriego był bardziej widoczny niż w poprzednich spotkaniach, ponieważ w grze Barcelony brakowało tempa, dokładności i sprytu. Praktycznie każde podwojenie bądź potrojenie krycia Holendra kończyło się stratą piłki.
Jednak cały kataklizm Barcelony rozpoczął się od błędu Joana Garcíi w 6. minucie. Eric García podał piłkę w kierunku bramkarza Barcelony, a ten źle wyliczył siłę podania, minął się z piłką i w ten sposób gospodarze objęli prowadzenie.
Problemem Barcelony były z pewnością absencje oraz brak planu B. Barcelona źle weszła w mecz, a z upływem minut jej gra wyglądała coraz gorzej. Kozłem ofiarnym takiej wersji Barcelony okazał się Marc Casadó, który już w 37. minucie został zmieniony przez Roberta Lewandowskiego. Hiszpan od początku nie nadążał za dynamiką Marcosa Llorente, często był spóźniony przy odbiorze i miał już na koncie żółtą kartkę.
Największym problemem Barcelony była zdecydowanie lewa strona boiska. Alejandro Balde często musiał mierzyć się nawet z trzema przeciwnikami. Zazwyczaj, gdy zdrowy jest Raphinha, to właśnie on zabezpiecza stronę Balde, jednak przez kontuzję Brazylijczyka na lewym skrzydle musiał zagrać Dani Olmo. Hiszpan kompletnie nie poradził sobie na tej pozycji i w żaden sposób nie pomagał swojemu koledze.
Niestety, mimo ostatnio lepszej formy, ponownie zawiódł Lamine Yamal, który bardzo się starał, ale jego próby często były nieudane. Najjaśniejszą postacią bez dwóch zdań był Fermín López, który jako jedyny zawodnik Barçy realnie tworzył zagrożenie.
📊 Mecze FC Barcelony przegrane +4 bramkami do przerwy. [@LaLigaenDirecto]
— BarcaInfo (@_BarcaInfo) February 12, 2026
– 1931 Athletic Club (6-1)
– 1935 Real Madryt (5-1)
– 1943 Real Madryt (8-0)
– 1947 Sevillą FC (4-0)
– 1949 Atlético Madryt (4-0)
– 1951 RCD Espanyol (4-0)
– 1953 Real Madryt (4-0)
– 2026 Atletico Madryt…
Trzeba oddać cesarzowi co cesarskie
Cholo Simeone od jakiegoś czasu co roku jest przez kibiców „wyrzucany” z klubu. Mimo to Argentyńczyk zawsze znajduje argumenty, które pozwalają mu utrzymać stanowisko. Podobnie było wczoraj. W tym sezonie forma Atlético to prawdziwa sinusoida, jednak wczoraj zagrali jak z nut. Pod względem stylu był to prawdopodobnie najlepszy mecz przeciwko Barcelonie od wielu lat.
Po porażce z Betisem Cholo szybko skorygował ustawienie w środku pola. Po kontuzji Barriosa Argentyńczyk przekonał się, że to jeszcze za wcześnie, by Rodrigo Mendoza grał od pierwszej minuty w tak ważnych meczach. Kluczowe okazało się przesunięcie Marcosa Llorente do środka pola i ustawienie go obok Koke. To zrobiło gigantyczną różnicę. Llorente był niemal wszędzie — świetnie odbierał piłkę i momentalnie dynamizował akcje swojego zespołu. Hiszpan zanotował aż 9 odzyskanych piłek oraz 94% celności podań. Podobnie wypadł hiszpański weteran, który miał 8 odzysków i 80% celności podań.
Kolejnym kluczowym elementem zwycięstwa Atlético był bez dwóch zdań Giuliano Simeone. Argentyńczyk włożył mnóstwo sił w to spotkanie. Napędzał niemal każdą akcję Atleti, grał agresywnie i często wspomagał Molinę.
Warto też wspomnieć o Juliánie Álvarezie, Griezmannie oraz Ademoli Lookmanie. Dla Álvareza był to bardzo ważny mecz, bo długo czekał na przełamanie. Argentyńczyk popisał się piękną bramką i często był pod grą. Lookman notuje kapitalny początek w nowej drużynie — kolejny mecz w Copa del Rey zakończył z bramką i asystą. Natomiast Griezmann pokazał, że mimo wieku wciąż potrafi być bardzo cennym ogniwem w starciach z mocniejszymi rywalami. Francuz zdobył bramkę, świetnie rozgrywał i zarządzał atakiem „Materacy”.
Na koniec należy docenić także rezerwowego bramkarza Atleti, Juana Musso. Argentyńczyk rozegrał perfekcyjne spotkanie. Zanotował cztery znakomite interwencje, świetnie posyłał prostopadłe podania i zapewnił swojej drużynie większy spokój przed rewanżem.
𝐓𝐎 𝐉𝐄𝐒𝐓 𝐊𝐎! 🥊 DEMONTAŻ BARCELONY! 😱
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) February 12, 2026
To już nie jest tłusty, a lany czwartek! 😵 Kosmiczny mecz Atlético! 🧨 Julián Alvarez wreszcie się przełamał! 🔥 #lazabawa 🇪🇸 pic.twitter.com/rW455gZjTs
