Remis na St. James’ Park w 1/8 finału Ligi Mistrzów nie zmienia faworyta do awansu do ćwierćfinału. Przed rewanżem na Camp Nou nadal jest nim Barcelona. Remis w wyjazdowym spotkaniu przed startem spotkania przez kibiców Dumy Katalonii zostałby raczej przyjęty z niedosytem, natomiast na podstawie przebiegu meczu oraz wyrównania po rzucie karnym w ostatniej akcji meczu piłkarze Hansiego Flicka mogą czuć ulgę, że nie skończyło się gorzej. Barcelona przekonała się, jak to jest grać w Premier League.
Rywal symbolizujący trendy w Premier League
Newcastle jest jednym z zespołów, które najlepiej oddają obecnie panujące trendy w Premier League. Ich sposób gry oparty jest na bardzo dużej intensywności. Chcą grać wysokim pressingiem i wówczas podchodzą jeden na jednego na całym boisku. Są zespołem o bardzo dobrych warunkach fizycznych – środkowi obrońcy dobrze grają w powietrzu oraz w kontakcie z rywalem, a środek pola jest nie tylko dobry fizycznie, ale również wybiegany. Z przodu mają dynamicznych zawodników, nastawionych na atakowanie przestrzeni, przez co są bardzo groźni w szybkich atakach. Nie przykładają wagi do utrzymywania się przy piłce, a chcą grać bezpośrednio i w krótkim czasie przenosić futbolówkę pod bramkę przeciwnika. Ponadto mają bardzo dobrze dopracowane stałe fragmenty gry (choć wczoraj akurat tego nie wykorzystali). Grają w standardowym stylu dla zespołów Premier League spoza czołówki, z tym że mają mocniejszą kadrę. Są typową angielską drużyną, tyle że na sterydach.
Nawet jeśli w Newcastle można znaleźć cechy, które nie do końca współgrają z tymi wyżej opisywanymi, Eddie Howe przeciwko Barcelonie nastawił zespół na grę, która idealnie oddaje, czym stała się Premier League. Sroki chciały mistrzów Hiszpanii zabiegać, wykorzystać przewagę fizyczną oraz szukać jak najwięcej zagrań za linię obrony, którą zespół Hansiego Flicka ustawia ekstremalnie wysoko. Symbolem nastawienia Newcastle były wybory personalne Eddiego Howe’a w linii ataku. Yoanne Wissa oraz Nick Woltemade – napastnicy sprowadzeni łącznie za około 120 mln funtów – nie pojawili się na boisku nawet na minutę. Eddie Howe z przodu chciał zawodników gwarantujących intensywność, szybkość oraz ciągłe startowanie do podań za linię obrony. Dlatego też na 9-tce mecz rozpoczął William Osula, a kończył – Anthony Gordon. Na skrzydłach w wyjściowym składzie znaleźli się Harvey Barnes oraz Anthony Elanga. Z ławki wszedł natomiast Jacob Murphy i – już pod sam koniec, w 90. minucie – Joe Willock.
Barcelona nie potrafiła przejąć kontroli
Dla Barcelony w obecnym sezonie był to już drugi wyjazd na St. James’ Park. W 1. kolejce fazy ligowej Champions League Newcastle wyszło na mecz z bardzo podobnym nastawieniem. Wówczas goście początkowo mieli problemy, ale przetrwali bardzo intensywny początek gospodarzy, z czasem uspokoili tempo meczu, objęli prowadzenie i zabrali Newcastle zabawki, chowając piłkę do sejfu.
Podczas drugiej wizyty w Newcastle tak łatwo już jednak nie było. Barcelonie nie udało się narzucić własnych warunków gry, a musieli w pewien sposób dostosować się do rywali. Przy wysokim pressingu Srok często decydowali się na dalekie podania w stronę ofensywnych zawodników, co często kończyło się zebraniem drugiej piłki przez piłkarzy Eddiego Howe’a. Według portalu Fotmob – ponad połowa podań Joana Garcii (20 z 37) została zakwalifikowana w statystykach jako zagrania na dalszą odległość. Taki sposób gry prowadził natomiast także do niskich wskażników – jak na Barcelonę – posiadania piłki (54%) oraz celności zagrań (81%). Brak umiejętności utrzymania piłki miał bezpośrednie przełożenie na liczbę kreowanych sytuacji przez rywali. Newcastle oddało 16 strzałów i zanotowało aż 39 kontaktów z piłką w polu karnym. Oba wyniki są prawie dwukrotnie wyższe od osiągnięć Barcelony (9 uderzeń, 20 dotknięć futbolówki w szesnastce).
O tym jak skutecznie Barcelona została zneutralizowana przez Newcastle świadczą również statystyki Lamine’a Yamala
Zawodnik, który ma największą zdolność do tworzenia indywidualnej przewagi w ekipie Hansiego Flicka:
- Z gry oddał tylko jeden strzał;
- Nie wykreował żadnej sytuacji (co w obecnym sezonie La Liga zdarzyło mu się tylko w jednym meczu);
- Zanotował 3 kontakty z piłką w polu karnym rywala;
- Nie podjął żadnej próby dryblingu (po raz pierwszy w występach w Lidze Mistrzów).
Trudno przypomnieć sobie mecz, w którym Lamine Yamal miał mniejszy wpływ na ofensywną grę Barcelony niż wtorkowe spotkanie z Newcastle. 18-latek niemal zawsze jest liderem w w/w statystykach (może poza liczbą strzałów), natomiast na St. James’ Park został odcięty od gry. Nie wynikało to jednak wyłącznie z dyspozycji Hiszpana, a przede wszystkim z funkcjonowania całego zespołu, który nie stworzył mu komfortowych warunków do korzystania ze swoich wyjątkowych umiejętności. Nie otrzymywał podań w sytuacjach, w których mógłby rozpędzić atak oraz rzadko dostawał wsparcie od Ronalda Araujo, grającego w tym meczu na prawej obronie.
Barcelona, a czołówka Premier League
Występ Barcelony przeciwko Newcastle dal nam również odpowiedź, dlaczego Premier League obecnie wygląda tak, jak wygląda. Czołowe zespoły, aby przeciwstawić się zespołom grającym tak, jak Sroki doszły do wniosku, że muszą być jak najbardziej kompleksowe. Potrzebują mieć rozwiązania na wysoki i agresywny pressing w postaci dalekiego podania w stronę napastnika, który będzie potrafił utrzymać piłkę. Niezbędna jest intensywność. Potrzebują coraz więcej fizyczności w zespole, aby nie zostać na tym polu zdominowanym przez przeciwnika. Zwrot w kierunku piłkarzy-atletów doprowadził z kolei, że zespoły są mocne w powietrzu, więc przewagi zaczęli również szukać w dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry. Starcie Newcastle z Barceloną było okazją do sprawdzenia, jak na tle obecnej Premier League wypadałyby zespoły budowane stricte pod grę w piłkę, co jeszcze kilka lat temu było powszechne w całej Europie.
Spotkanie na St. James’ Park nie ułożyło się po myśli Barcelony. Można postawić tezę, że zespół Hansiego Flicka nie jest zbudowany, aby przeciwstawić się skutecznie realiom Premier League, ale… poczekajmy jeszcze na rewanż na Camp Nou. Niewykluczone, że przewaga techniczna, jaką posiada Barcelona nad Newcastle na obiekcie mistrzów Hiszpanii, będzie niemożliwa do zniwelowania dla Srok. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie około pół godziny wrześniowego meczu pomiędzy tymi zespołami, gdy Newcastle bezradnie biegało za piłką, a angielscy pundici byli zachwyceni gracją i mądrością z jaką grali de Jong oraz Pedri.
Główna różnica pomiędzy Barceloną, a czołowymi zespołami z Premier League leży w strefie komfortu. Blaugrana ma ją o wiele węższą, ale jeśli rywale nie wyciągną jej poza nią – szanse na zwycięstwo są niewielkie. Newcastle w pierwszym meczu udało się narzucić własne warunki. Za tydzień muszą zrobić to samo, aby liczyć na awans. A zadanie – ze względu na miejsce rozgrywania spotkania – będzie o wiele trudniejsze.
