Widzew Łódź pokonał Pogoń Szczecin 3:0 w 14. kolejce Ekstraklasy i zakończył serię dziesięciu ligowych spotkań bez zwycięstwa. Gospodarze po raz pierwszy w tym sezonie wygrali przed własną publicznością, a Mateusz Stolarski doczekał się premierowych trzech punktów w siódmym meczu na ławce łódzkiego zespołu. Wynik otworzył Karol Świderski, który trafił do siatki w trzeciej kolejnej kolejce, natomiast po przerwie bramki zdobyli środkowi obrońcy Steve Kapuadi i Przemysław Wiśniewski. Pogoń, która jeszcze niedawno imponowała wynikami i zajmowała miejsce w czołówce, przegrała drugi raz z rzędu. Co gorsza, Szczecinianie w trzech ostatnich spotkaniach stracili aż dziewięć goli.
Na kolejne ligowe zwycięstwo Widzewa kibice czekali od 9 sierpnia, kiedy Łodzianie pokonali na wyjeździe Jagiellonię Białystok 2:0. Od tamtej pory zespół zdążył zmienić trenera, kilkukrotnie wypuścić z rąk korzystne wyniki i osunąć się w okolice strefy spadkowej. W trzynastu kolejkach zdobył zaledwie jedenaście punktów, wygrywając tylko raz, a kolejne sześć spotkań pod wodzą Mateusza Stolarskiego nie przyniosło oczekiwanego przełamania. Trudno było więc o optymizm przed rywalizacją z Pogonią, która jeszcze niedawno wygrała pięć meczów z rzędu. Szczecinianie w poprzedniej kolejce przegrali wprawdzie 1:3 z Rakowem Częstochowa, ale nadal zajmowali czwarte miejsce w tabeli. Do Łodzi przyjechali dodatkowo z imponującym bilansem bezpośrednich spotkań. Od listopada 2013 roku nie przegrali z Widzewem żadnego meczu ligowego.
Przeciwko Pogoni Stolarski zdecydował się na trzy zmiany w podstawowym składzie względem przegranego 2:3 spotkania z GKS-em Katowice. Od pierwszej minuty zagrali Christopher Cheng, Fran Álvarez i Sebastian Bergier, natomiast na ławce znaleźli się między innymi Przemysław Wiśniewski oraz Emil Kornvig. Pogoń musiała radzić sobie bez zawieszonego za kartki Valentina Cojocaru, którego między słupkami zastąpił Nikolaos Botis. W jedenastce szczecinian pojawił się również Darko Czurlinow, a jego występ miał dodatkowy kontekst. Latem Macedończyk był bliski podpisania kontraktu z Widzewem, przeszedł nawet testy medyczne w Łodzi, lecz ostatecznie wybrał ofertę Pogoni. Transfer wywołał publiczną wymianę zdań między przedstawicielami obu klubów, dlatego sobotni powrót skrzydłowego na stadion Widzewa trudno było traktować jak zwykły mecz przeciwko ligowemu rywalowi.
Świderski strzela trzeci mecz z rzędu. Widzew wreszcie wykorzystał swoją okazję
Pierwsze pół godziny nie przyniosło wielu sytuacji podbramkowych. Widzew próbował wykorzystywać współpracę Sebastiana Bergiera z Karolem Świderskim, ale gospodarzom brakowało dokładności przy rozgrywaniu piłki w pobliżu pola karnego. Pogoń również nie potrafiła narzucić własnych warunków, choć dysponowała zawodnikami, którzy w poprzednich kolejkach regularnie zdobywali bramki. Szczecinianie mieli problemy z przedostawaniem się pod bramkę Bartłomieja Drągowskiego, a ich ataki kończyły się najczęściej niecelnymi podaniami lub stratami. Widzew nie dominował, ale wyglądał na zespół lepiej przygotowany do wykorzystywania błędów przeciwnika.
W 33. minucie Karol Świderski otrzymał podanie od Giannisa Papanikolaou i zdecydował się na strzał. Piłka odbiła się jeszcze od jednego z obrońców Pogoni, zmieniając kierunek lotu i zaskakując Botisa. Bramkarz gości nie zdążył odpowiednio zareagować, a Widzew objął prowadzenie. Dla reprezentanta Polski był to trzeci kolejny ligowy występ zakończony zdobyciem bramki. Wcześniej pokonywał bramkarzy Górnika Zabrze oraz GKS-u Katowice, choć żadnego z tych spotkań łodzianie nie wygrali. Tym razem jego trafienie pozwoliło drużynie zejść do szatni z jednobramkową przewagą. Pogoń musiała natomiast odrabiać straty, mimo że przed rozpoczęciem meczu to właśnie szczecinianie mogli pochwalić się znacznie lepszym bilansem ostatnich kolejek.
Po przerwie Widzew nie ograniczał się do obrony prowadzenia
Darian Maleš zdołał nawet skierować piłkę do siatki, ale trafienie nie zostało uznane z powodu spalonego. Niedługo później Sebastian Bergier otrzymał dobre podanie od Jusufa Gazibegovicia, lecz z dogodnej pozycji uderzył wysoko nad poprzeczką. Gospodarze mieli okazje do zdobycia drugiej bramki, a Pogoń coraz częściej pozwalała im na przedostawanie się w pobliże własnego pola karnego. Szczecinianie nie potrafili również odpowiedzieć skutecznym atakiem, dlatego z upływem czasu sytuacja coraz wyraźniej układała się po myśli zespołu Stolarskiego. W 63. minucie Widzew podwyższył prowadzenie po stałym fragmencie gry. Juljan Shehu zgrał piłkę, a Ricardo Visus uderzył głową w poprzeczkę. Do odbitej futbolówki dopadł Steve Kapuadi, który z bliskiej odległości pokonał Botisa. Dla 28-letniego obrońcy było to już trzecie trafienie w obecnym sezonie Ekstraklasy. Co ciekawe, Kapuadi zdobył bramkę także tydzień wcześniej przeciwko GKS-owi Katowice, kiedy Widzew próbował odrobić trzybramkową stratę. Wówczas jego gol rozpoczął spóźnioną pogoń za wynikiem, teraz pozwolił łodzianom odskoczyć rywalom na dwa trafienia. Stolarski chwilę później wprowadził Ioana Vermeșana i Stipe Biuka, zastępując Bergiera oraz Maleša.
Pogoń miała jeszcze ponad dwadzieścia minut, żeby spróbować wrócić do meczu, ale trudno było dostrzec w jej ofensywie pomysł na odrobienie strat. Trener Óscar García próbował reagować zmianami, jednak Portowcy nie byli w stanie skutecznie zagrozić bramce Drągowskiego. Tymczasem Stolarski w 76. minucie zdecydował się wprowadzić Przemysława Wiśniewskiego w miejsce Ricardo Visusa. Reprezentant Polski potrzebował zaledwie czterech minut, żeby wpisać się na listę strzelców. Po podaniu Jusufa Gazibegovicia pokonał Botisa uderzeniem głową i ustalił wynik spotkania na 3:0.
Widzew zakończył więc rywalizację z trzema zdobytymi bramkami, z czego dwie były dziełem środkowych obrońców. Kapuadi i Wiśniewski nie tylko pomogli zachować czyste konto, ale również wykonali znaczną część pracy w ofensywie. Dla Łodzian szczególnie istotne było to, że po raz pierwszy od wielu tygodni potrafili wykorzystać prowadzenie i nie dopuścili do nerwowej końcówki. Jeszcze w poprzedniej kolejce przeciwko GKS-owi Katowice sami musieli rozpaczliwie gonić wynik, przegrywając już 0:3. Teraz to oni zdobyli trzy bramki i nie pozwolili rywalom na odpowiedź.
Dziewięć straconych goli w trzech meczach. Pogoń ma problem
Sobotnia porażka jest dla Pogoni szczególnie niepokojąca w kontekście poprzednich występów. Jeszcze w październiku Szczecinianie potrafili regularnie wygrywać i utrzymywać miejsce w czołówce Ekstraklasy. W ostatnich trzech kolejkach ich defensywa zaczęła jednak popełniać coraz więcej błędów. Najpierw Portowcy wygrali z Radomiakiem 4:3, następnie przegrali z Rakowem Częstochowa 1:3, a teraz dali sobie strzelić trzy bramki Widzewowi. Łącznie stracili dziewięć goli w trzech spotkaniach. Szczególnie wymowne jest to, że Łodzianie przed sobotnią rywalizacją mieli na koncie zaledwie jedno zwycięstwo w całym sezonie, a mimo to potrafili trzykrotnie pokonać bramkarza Pogoni.
Nie można oczywiście sprowadzać odpowiedzialności za porażkę wyłącznie do defensywy. Szczecinianie mieli również ogromne problemy z tworzeniem okazji i po raz pierwszy od kilku tygodni nie zdobyli bramki. Darko Czurlinow nie odegrał większej roli przeciwko klubowi, do którego był bliski przenosin latem, a pozostali ofensywni zawodnicy także nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowanych gospodarzy. Pogoń zakończyła spotkanie z drugą kolejną porażką i dorobkiem 24 punktów, co stawia pod znakiem zapytania formę drużyny, która jeszcze niedawno imponowała regularnością.
Dla Widzewa to przede wszystkim długo oczekiwane przełamanie. Po dziesięciu spotkaniach bez zwycięstwa Łodzianie wreszcie zdobyli komplet punktów, a Stolarski odniósł pierwszą ligową wygraną jako szkoleniowiec klubu. Gospodarze awansowali na trzynaste miejsce i mają obecnie 14 punktów. Zakończyli również wieloletnią serię bez ligowego zwycięstwa nad Pogonią. Trzybramkowa wygrana nie oznacza jeszcze rozwiązania wszystkich problemów, szczególnie że poprzednie miesiące pokazały, jak niestabilny potrafi być Widzew. Jest jednak istotna różnica między kolejnym przyzwoitym występem bez zwycięstwa a pokonaniem czwartej drużyny tabeli 3:0. Łodzianie wreszcie mają wynik, na którym mogą spróbować odbudować swoją pozycję w Ekstraklasie.


