Lechia Gdańsk pobiła rekord transferowy, król strzelców „zniknął” z boisk

Dwadzieścia bramek w trzydziestu spotkaniach, korona króla strzelców Ekstraklasy i transfer za blisko 11 milionów euro. Tomáš Bobček opuszczał latem Lechię Gdańsk jako potencjalna gwiazda zdecydowanie silniejszych rozgrywek. We Frosinone, które uczyniło go najdroższym piłkarzem w swojej historii, na razie ogląda mecze głównie z ławki rezerwowych. Po dziesięciu kolejkach Serie A Słowak ma na koncie zaledwie 46 minut. Powodów jest kilka – od świetnej dyspozycji konkurenta po operację kolana, o której włoscy kibice dowiedzieli się dopiero w październiku.

W 30. minucie niedzielnego meczu Frosinone z Torino Antonio Raimondo musiał zejść z boiska po ostrym faulu Zakarii Aboukhlala. Dla Tomáša Bobčka, który w dwóch ostatnich spotkaniach ligowych nie podnosił się nawet z ławki, mogła to być okazja na trzeci występ w Serie A. Massimiliano Alvini postawił jednak na Daniela Bîrligeę, a Słowak ponownie obejrzał całe spotkanie w roli rezerwowego. Frosinone wygrało 2:0 po bramkach Farèsa Ghedjemisa i Giuseppe Calò, umacniając się na szóstym miejscu w tabeli. Bobček wciąż czeka na pierwszy występ w podstawowym składzie.

Lechia Gdańsk zarobiła miliony, napastnik ruszył na podbój Serie A

Pod koniec sierpnia Frosinone zapłaciło za reprezentanta Słowacji około 10,76 miliona euro. Według ustaleń Tomasza Włodarczyka kolejne bonusy mogą zwiększyć wartość transakcji do 13 milionów, co czyniłoby z Bobčka jednego z najdrożej sprzedanych zawodników w historii polskiej piłki. Włosi również pobili swój rekord transferowy, ustanowiony zaledwie kilka tygodni wcześniej przy okazji sprowadzenia Romano Schmida z Werderu Brema za 8,5 miliona euro. Słowak podpisał pięcioletni kontrakt, a włoskie media przedstawiały go jako napastnika, który powinien pomóc beniaminkowi w utrzymaniu. Trudno było zresztą dziwić się zainteresowaniu Bobčkiem. W poprzednim sezonie zdobył dla Lechii Gdańsk dwadzieścia bramek i zanotował sześć asyst, zostając królem strzelców Ekstraklasy. Jego klub spadł jednak do pierwszej ligi, a sprzedaż najcenniejszego zawodnika wydawała się nieunikniona. Frosinone było gotowe zapłacić kwotę, która jeszcze niedawno znajdowała się poza finansowym zasięgiem klubu. Wydawało się, że tak duży wydatek będzie oznaczał również ważną rolę Słowaka na boisku. Tyle że zanim Bobček zdążył na dobre zadomowić się we Włoszech, jego potencjalny konkurent zaczął strzelać z niespotykaną wcześniej regularnością.

Antonio Raimondo w dwóch kolejnych spotkaniach, przeciwko Fiorentinie i Venezii, zdobył po dwie bramki. Następnie skompletował hat-tricka w wygranym 4:2 meczu z Sassuolo, dzięki czemu po siedmiu kolejkach miał na koncie siedem trafień i prowadził w klasyfikacji strzelców Serie A. Jeszcze przed sezonem pojawiały się wątpliwości, czy 22-letni napastnik poradzi sobie na najwyższym poziomie rozgrywkowym. Frosinone właśnie dlatego szukało konkurenta, który zagwarantuje większą skuteczność. Tymczasem Raimondo nie tylko utrzymał miejsce w podstawowym składzie, ale szybko stał się jednym z najważniejszych zawodników drużyny.

Operacja kolana, niepewna przyszłość i trudniejszy trening

Problemy Bobčka nie ograniczają się jednak do rywalizacji z Raimondem. Na początku października Vladimír Weiss, selekcjoner reprezentacji Słowacji, ujawnił, że napastnik przeszedł latem operację łąkotki. Była to informacja, o której wcześniej nie mówiło się zbyt wiele przy okazji jego transferu. Weiss zwracał uwagę, że piłkarz długo pozostawał poza regularnym treningiem, a przeprowadzka do Włoch dodatkowo utrudniła mu przygotowania do sezonu. We wrześniowym spotkaniu reprezentacji z Kazachstanem Bobček rozegrał zaledwie 24 minuty.

Sam zawodnik również nie ukrywał, że ostatnie miesiące były dla niego wymagające. W rozmowie z mediami podczas zgrupowania kadry przyznał, że przed transferem przez długi czas nie wiedział, gdzie będzie kontynuował karierę. Przeciągające się negocjacje nie pomagały w spokojnym przygotowaniu do rozgrywek, a po przyjeździe do Frosinone zaskoczyła go intensywność treningów. Jak zaznaczył, obciążeń we włoskim klubie nie da się porównać z tymi, do których przywykł w Polsce. Bobček przekonywał jednak, że jest cierpliwy i zdaje sobie sprawę z konieczności nadrobienia zaległości. Massimiliano Alvini podczas październikowego Festiwalu Sportu w Trydencie również tłumaczył niewielką liczbę minut Słowaka jego przygotowaniem fizycznym. Szkoleniowiec zapewniał, że klub pozostaje zadowolony z transferu, a Bobček w przyszłości może nawet występować wspólnie z Raimondem. Deklaracje były optymistyczne, ale nie przełożyły się jeszcze na większą liczbę szans.

Na początku października wydawało się, że sytuacja wreszcie się zmieni. Raimondo doznał problemów ze ścięgnem Achillesa, a Daniel Bîrligea nabawił się urazu mięśnia uda podczas zgrupowania reprezentacji Rumunii. „La Gazzetta dello Sport” informowała wówczas, że przeciwko Napoli to właśnie Bobček powinien rozpocząć spotkanie od pierwszej minuty. Nic z tego. Raimondo zdążył wrócić do dyspozycji trenera i znalazł się w podstawowym składzie, natomiast Słowak wszedł na murawę dopiero w 63. minucie. Frosinone przegrało 0:3, a Alvini po meczu przyznał, że Bobček także nie był jeszcze w optymalnej formie fizycznej.

Tylko trzy występy od początku września

Bilans 25-latka we Włoszech wygląda skromnie. W Serie A rozegrał dwa spotkania – przeciwko Genoi spędził na boisku 19 minut, a przeciwko Napoli kolejne 27. Ani razu nie znalazł się w podstawowym składzie, nie zdobył bramki i nie zaliczył asysty. Do tego dochodzi występ w Pucharze Włoch z Sassuolo, kiedy wszedł w 63. minucie, a później wykorzystał jedenastkę w konkursie rzutów karnych. Frosinone odpadło jednak z rozgrywek po dwóch niewykorzystanych próbach swoich zawodników. Łącznie Bobček ma więc za sobą trzy oficjalne spotkania i zaledwie 73 minuty liczone według podstawowego czasu gry. Frosinone tymczasem radzi sobie znacznie lepiej, niż można było oczekiwać od beniaminka Serie A. Po dziesięciu kolejkach zajmuje szóstą pozycję, a Alvini nie ma powodów do przeprowadzania rewolucji w składzie. Raimondo jest jednym z odkryć rozgrywek, Giuseppe Calò zdobył bramki w czterech kolejnych spotkaniach, a cały zespół regularnie punktuje. W takich okolicznościach rekordowa kwota zapłacona za Bobčka nie gwarantuje mu miejsca na boisku. Tym bardziej że szkoleniowiec ma jeszcze do dyspozycji Bîrligeę, którego wybrał również w niedzielę po kontuzji Raimonda.

Uraz włoskiego napastnika może jednak ponownie otworzyć Słowakowi drogę do większej liczby minut. Raimondo przeciwko Torino doznał kontuzji kostki i opuścił stadion o kulach, więc jego występ w kolejnym spotkaniu stoi pod znakiem zapytania. Już 7 listopada Frosinone zmierzy się na wyjeździe z Cagliari, a Alvini być może znów będzie musiał wybierać między Bîrligeą a Bobčkiem.

Dwa miesiące temu Lechia sprzedała króla strzelców Ekstraklasy za kwotę, która pozwoliła jej pobić klubowy rekord transferowy. Dzisiaj jej były napastnik ma za sobą mniej niż godzinę gry w Serie A. Słowak tłumaczył niedawno, że potrzebuje czasu, aby nadrobić zaległości i przyzwyczaić się do włoskiego futbolu. Na razie cierpliwość jest jednak testowana przede wszystkim podczas kolejnych spotkań oglądanych z ławki rezerwowych. Oczywiście trudno jednak oczekiwać, by włoski klub skreślił napastnika, za którego zapłacono rekordowe pieniądze. Przejście ze statusu czołowego strzelca polskiej ligi do regularnej gry w Serie A nie jest jednak tak łatwe, jak w przyszłości pokazywał m.in. Krzysztof Piątek.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →