Jóźwiak z przełamanie, Jagiellonia z wygraną w Lidze Europy

Ararat-Armenia był przeciwnikiem, którego Jagiellonia Białystok musiała pokonać. Zakładając, że drużyna z Podlasia ma zamiar awansować do fazy pucharowej, to właśnie na ekipach tego pokroju trzeba było zbierać punkty. Jaga pierwsza straciła gola, ale szybko się po nim pozbierała. A później było już tylko lepiej.

Gdy Zidane Banjaqui zdobył gola na 0:1, to kibice polskiej piłki nożnej mogli się zmartwić. Po kolejnym blamażu Lecha Jagiellonia mogła być drugą drużyną czwartkowego wieczoru, która zawiedzie. Szczególnie, że Ararat-Armenia dobrze wszedł w mecz, wykorzystywał niedokładność Białostoczan przez rozegraniu piłki i gościł w pobliżu pola karnego Sławomira Abramowicza. Imiennik słynnego francuskiego piłkarza wyróżniał się ruchliwością, toteż nie dziwiło nikogo, że akurat on wykorzystał gapiostwo i otworzył wynik.

Jagiellonia Białystok szybko wróciła do meczu

Zawsze powtarza się jednak, że nie liczy się to, czy ktoś popełni błąd. Liczy się to, jak na niego zareaguje. Jagiellonia zrobiła to wzorowo. Twarzą powrotu dość niespodziewanie okazał się Kamil Jóźwiak. Skrzydłowy najpierw spalił dobrą akcję, lecz przy kolejnej szansie poszedł do końca i dobił swój własny strzał. Szybki remis przykrył błąd z minut wcześniejszych.

Cały mecz wrócił do punktu wyjścia. Dało to szansę gospodarzom na ponowne otwarcie i skorygowanie niedziałających rzeczy. Wyszło nieźle, bo Jaga przejęła inicjatywę i nie pozwalała na tak frywolne poczynania ofensywne gościom ze Wschodu. Białostoczanie stali się gospodarzem we własnym domu, choć dalej nie wyglądali na najpewniejszą drużynę. Spotkanie okazało się mieć swoje trudy. Te zmalały dzięki Rodrigo Conceicao. Ustawiony na prawej obronie Portugalczyk skorzystał ze swoich ofensywnych inklinacji, więc po podłączeniu się do akcji i podaniu od Andersa Klynge umieścił piłkę w bocznej siatce.

Wciąż brakowało jednak spokoju. Na plecach Jagiellonia czuła oddech rywali, którzy czyhali na najmniejszy błąd czy dekoncentrację. Sławomir Abramowicz czuwał nad bezpieczeństwem w tyłach, a po zmianie stron szybko udało się zapewnić dużą dozę spokoju. Jesus Imaz użył broni Araratu-Armenia – czyli wysokiego odbioru. Hiszpan wywalczył piłkę i od razu oddał ją do Ousmanne’a Sowa. Francuz czysto teoretycznie napastnikiem nie jest, choć jego wykończenie sugeruje co innego. Joao Bravim tylko patrzył, jak piłka przelatuje mu nad głową i ląduje u celu.

Bywały momenty, gdy przybysze z Armenii dłużej gościli w polu karnym polskiej ekipy. Zazwyczaj po stałym fragmencie, lecz wciąż robiło się niebezpiecznie. Jagiellonia wychodziła jednak bez szwanku z takich starć, dzięki czemu spokojnie parła po utrzymanie korzystnego wyniku do końcowego gwizdka. Najgroźniejsze akcje były natomiast w wykonaniu Białostoczan – Conceicao w końcówce trafił w spojenie, zaś Jeremy Agbonifo nie zdołał pokonać bramkarza rywali. Wynik do końca się już nie zmienił. Jagiellonia odniosła premierowe zwycięstwo w Lidze Europy.

Jagiellonia Białystok – Ararat-Armenia 3:1 (Jóźwiak 13, Conceicao 38′, Sow 51′ – Banjaqui 11′)

Mateusz Wiśniewski
Mateusz Wiśniewski
Kibic piłki nożnej w każdym wydaniu, 4-ligowej Ząbkovii Ząbki oraz zawodnik w jej rezerwach. Entuzjasta wszystkich statystyk i liczb związanych z piłką, od liczby bramek czy asyst, aż po czas spędzony przez szopa na boisku w MLS. Na codzień student dziennikarstwa i fan pana Tomasza Ćwiąkały. X @mwisnia10

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →