Znaleźć remedium na Aptekarzy. Lech Poznań sprawdzi się na tle niemieckiego giganta

Lech Poznań już dziś zagra w Lidze Europy z Bayerem Leverkusen. Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena zamierzają na własnym terenie zaskoczyć przeciwnika, którego jakość spokojnie pasuje do Ligi Mistrzów. Gdy nieco bliżej przyglądamy się zespołowi Aptekarzy, staje się jasne, że największą trudność stanowić będzie powstrzymanie potencjału ofensywnego, którym dysponuje.

W Poznaniu ponownie zrobi się bundesligowo. Rok temu Kolejorz zmierzył się przecież ze średniakiem z tej ligi, czyli 1. FSV Mainz 05. Choć podejmował rywala znajdującego się w tamtym czasie w kryzysie, nie wykorzystał jego problemów. Zremisował z nim 1:1, mimo że od 67. minuty grał z przewagą jednego zawodnika. Minął rok i Lechici ponownie podejmą niemiecki zespół – tym razem z czołówki. Bayer Leverkusen wszak od wielu lat liczy się na piłkarskiej mapie naszego zachodniego sąsiada. To jeden z przykładów tego, z jakim przeskokiem sportowym wiąże się dla Kolejorza awans z Ligi Konferencji do Ligi Europy.

Myślisz Bayer – mówisz solidność. Aptekarze w XXI wieku stale znajdują się w gronie najlepszych zespołów w Niemczech. Od sezonu 2000/2001 poza ligowe top 6 wypadli zaledwie 4 razy. Co więcej, w Bundeslidze występują nieprzerwanie od 1979 roku. Poniekąd więc od zawsze należało się z nimi liczyć, ale zapewne to okres między 1996 a 2002 z rozrzewieniem, ale też i niedosytem, wspominali ich najwięksi fani aż do ery Xabiego Alonso. W tym czasie 5 razy kończyli zmagania ligowe na podium, w tym cztery razy jako wicemistrzowie.

Xabi Alonso zerwał łatkę Neverkusen

Trzy z owych wicemistrzostw są zasługą Christopha Dauma, który położył podwaliny pod dzisiejszy kształt Die Werkself. Podczas swojej czteroletniej przygody szkoleniowiec wprowadził rygor, który uwidaczniał się między innymi w metodach treningowych. Stworzył jednocześnie zespół odważny, aktywny i solidarny. Nie wystarczyło to na wywalczenie upragnionego tytułu mistrzowskiego, którego najbliżej podopieczni Dauma byli w 2000 roku. Wystarczyło zremisować z SpVgg Unterhaching w ostatniej, 34. kolejce. Bayer przegrał, co stało się podłożem do powstania terminu Vizekusen – odpuścimy sobie wolne tłumaczenie, natomiast odnosi się on do niemocy klubu w wygrywaniu pucharów.

Apogeum rozczarowania nastąpiło w 2002 roku, kiedy trenerem był Klaus Toppmoller. Niemiecka drużyna z takimi piłkarzami w składzie, jak Michael Ballack, Ulf Kirsten, Lucio, Ze Roberto, Dimitar Berbatov czy Jens Nowotny znajdowała się na drodze do zdobycia trypletu. Ciężar oczekiwań okazał się dla niej chyba zbyt wielki, bo ostatecznie poniosła klęskę na każdym polu. W Bundeslidze zajmowała 1. miejsce w tabeli przez większość drugiej połowy sezonu, ale w samej końcówce nie wytrzymała tempa i została wyprzedzona przez Borussię Dortmund. Otrzeć łzy mogła w finale Pucharu Niemiec, tymczasem skrzywdziła się jeszcze bardziej, przegrawszy finał z FC Schalke 04 wynikem 2:4. Wisienką na torcie był finał Ligi Mistrzów z Realem Madryt, któremu również nie podołała. Vizekusen, znane za granicą jako Neverkusen stało się jej synonimem na dobre.

Musiało minąć nieco ponad 20 lat, aby udało się wreszcie zerwać z prześmiewczym przydomkiem. Wspomniany Alonso wzniósł ekipę z Leverkusen na mistrzowski poziom, na co tak długo musiała czekać. Wszyscy dobrze pamiętamy tamten Bayer, prowadzony przez hiszpańskiego trenera drugi rok – w Niemczech niezwyciężony, bo w trakcie całych zmagań ligowych 2023/2024 wygrał 28 spotkań, a pozostałych 6 zremisował. Ponadto zdobył Puchar Niemiec. W ciągu całego sezonu przegrał jedynie w finale Ligi Europy z Atalantą. Kolejne rozgrywki to powiększenie gabloty o Superpuchar Niemiec i wywalczenie wicemistrzostwa. Drużyna z Nadrenii Północnej-Westfalii grała atrakcyjnie i chciała dominować rywali posiadaniem piłki oraz jednocześnie płynnością w poczynaniach. Wszystko funkcjonowało w niej jak w szwajcarskim zegarku. Była też mocna mentalnie – nie raz wyszarpywała korzystne wyniki rzutem na taśmę.

Ponownie pod wpływem hiszpańskiej myśli szkoleniowej

Minął zaledwie rok od odejścia Alonso do Realu Madryt, a Aptekarze po niesatysfakcjonującej kadencji Kaspera Hjulmanda (i króciutkiej współpracy z Erikiem ten Hagiem) w pewnym sensie wrócili do tego, co kojarzy się im najlepiej. Na stanowisko zatrudnili szkoleniowca rodem z Półwyspu Iberyjskiego – równie nieoczywistego, co swego czasu wspomniany Alonso. Co prawda Carles Martinez Novell miał już przetarcie w poważniejszym klubie, ale nie nazwalibyśmy go najbardziej medialną postacią w futbolu. Przez ostatnie trzy lata trenował Toulouse FC, które z nim u steru ustabilizowało się jako zespół środka tabeli.

Martinez kontynuuje filozofię, która wpisana jest w DNA Bayeru. Kontrola wydarzeń z piłką przy nodze, wysoki pressing, umiejętne korzystanie z wolnych przestrzeni – między innymi te cechy charakteryzują jego zespół. Ten pokazał do tej pory, że w ofensywie ma różnorodne sposoby na kreowanie sytuacji. I lubi ukłuć po sprytnym podaniu w wolną strefę, i lubi zaatakować przestrzeń prowadzeniem futbolówki – czy to przy pomocy fazy przejściowej, czy podczas ataku pozycyjnego. Potrafi zrobić użytek ze stałych fragmentów gry, po których zdobył sporo goli. Natomiast jeśli chodzi o gorsze strony, to na drużynie ciąży chwiejność w obronie. Defensywa lubi się zdezorganizować, co odbiło się na wynikach z SV 07 Elversbergiem, a także z FC Augsburg. W ostatnim meczu Aptekarze wygrali zaś z Mainz, ale stracili aż trzy gole.

Kiedy spoglądamy na skład Die Werkself, największe wrażenie robi obsada środka pola. Zazwyczaj w podstawowej jedenastce wychodzą Aleix Garcia, Equi Fernandez, Ibrahim Maza, a w odwodzie są jeszcze Robert Andrich, Exequiel Palacios oraz Malik Tillman. Z taką paką łatwo obejmować kontrolę nad przeciwnikiem. Grot formacji ofensywnej to niezawodny Patrik Schick. Wspierają go Afonso Moreira i Moussa Diaby. W obronie zaś zwracają na siebie uwagę Miguel Gutierrez, który aktywnie i skutecznie wspiera ataki, a także Facundo Medina. Argentyńczyk to nowy nabytek, ale już zdążył strzelić 2 gole. Przy dośrodkowaniach ze stojącej piłki należy na niego uważać.

Lech Poznań musi zagrać mądrze

W poznańskim środowisku marzono o Lidze Mistrzów i ten sen poniekąd się spełni. Pod szyldem Ligi Europy Duma Wielkopolski zmierzy się z rywalem o klasie niewątpliwie pasującej do najważniejszych europejskich rozgrywek klubowych. Ten mecz jawi się dla Kolejorza jako następny i chyba najważniejszy test. Przekona się on o tym, czy jest w stanie przynajmniej nawiązać walkę z kimś znacznie silniejszym. Sprawdzi, czy w ciągu 90 minut zdoła zachować stabilny poziom gry. Nie może bowiem rywalizować tak, jak z Crystal Palace – naiwnie i niefrasobliwie. Tamto spotkanie zaprzepaścił popełnianymi błędami.

Ale jednocześnie, tym was może zaskoczymy, Lechici muszą zagrać właśnie takim sposobem, jakim zrobili to w Londynie. Potrzebują odwagi. Powinni wyjść na boisko z zadziornym nastawieniem, równocześnie zachowując rozsądek – niech grają po swojemu, ale z głową. Ostatecznie to Bayer przyjeżdża na stadion przy Bułgarskiej, gdzie będzie miał przeciwko sobie także kilkanaście tysięcy poznańskich fanów. To moment, w którym Lechowi wypada w europejskich pucharach zerwać z demonami przypominającymi mu o takich porażkach, jak z KRC Genk, Crveną Zvezdą Belgrad czy Szachtarem Donieck i stworzyć wreszcie twierdzę z własnego obiektu.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →