Real Madryt sprowadził Franco Mastantuono jako jeden z największych talentów Ameryki Południowej i podpisał z nim kontrakt aż do 2031 roku. Po pierwszym sezonie w Hiszpanii uznał jednak, że 19-latek więcej zyska na regularnej grze poza Santiago Bernabéu, dlatego wypożyczył go do Fiorentiny. Początek we Włoszech był trudny, podobnie jak całej drużyny z Florencji. W czwartej kolejce Argentyńczyk odpowiedział jednak w najlepszy możliwy sposób: zdobył trzy bramki przeciwko Venezii i ustanowił klubowy rekord.
Skala oczekiwań wobec Mastantuono była ogromna jeszcze zanim postawił stopę w Madrycie. Jako 16-latek został najmłodszym strzelcem w historii pierwszej drużyny River Plate, a później pobił kolejny rekord, debiutując w oficjalnym spotkaniu reprezentacji Argentyny w wieku 17 lat. Real nie sprowadzał więc zawodnika, którego nazwisko miało dopiero stać się znane w Europie. Kupował jeden z najbardziej obserwowanych talentów kontynentu. Sama operacja również nie należała do zwyczajnych inwestycji w nastolatka. River Plate informowało, że klub miał otrzymać 45 milionów euro netto, a po doliczeniu podatków i pozostałych opłat całkowita wartość transakcji sięgała 63,2 miliona euro. Real podpisał z Argentyńczykiem sześcioletnią umowę, więc od początku było jasne, że patrzy na ten transfer znacznie dalej niż przez pryzmat jednego sezonu.
Rok w Madrycie i decyzja o wypożyczeniu
Pierwszy sezon nie przyniósł jednak trwałego miejsca w podstawowej jedenastce. Przy ogromnej konkurencji w ofensywie Realu trudno było zagwarantować nastolatkowi regularne 90 minut, dlatego latem zdecydowano się na rozwiązanie, które przy tak drogiej inwestycji zawsze wywołuje dyskusję. Mastantuono został wysłany do Fiorentiny na cały sezon, a umowa wypożyczenia obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku. Nie był to sygnał, że Madryt chce się z niego wycofać. Przeciwnie, przy kontrakcie obowiązującym jeszcze przez kilka lat Real mógł pozwolić sobie na sezon, w którym zawodnik będzie przede wszystkim grał, popełniał błędy i uczył się seniorskiego futbolu bez konieczności wygrywania rywalizacji z gwiazdami na Bernabéu. Problem w tym, że pierwsze tygodnie we Florencji wcale nie ułatwiły mu zadania. Fiorentina rozpoczęła Serie A od trzech kolejnych porażek: 0:4 z Romą, 0:3 z Frosinone i 1:2 z Torino. Zespół miał zero punktów, strzelił jednego gola i stracił dziewięć, a po trzeciej kolejce pracę stracił Fabio Grosso. Do klubu wrócił Paolo Vanoli.
Pierwszym ligowym meczem po zmianie trenera był wyjazd do Venezii. Gospodarze również pozostawali bez punktów i w 22. minucie objęli prowadzenie. Siedem minut później rozpoczął się pokaz Mastantuono. Argentyńczyk najpierw uderzył lewą nogą sprzed pola karnego i wyrównał. Minęła około minuta, a zrobił niemal to samo po raz drugi, ponownie trafiając z dystansu. Fiorentina odwróciła mecz, po przerwie podwyższył Mateo Pellegrino, a w 84. minucie Mastantuono dołożył trzeciego gola i skompletował hat-tricka. Zespół z Florencji wygrał 4:2 i zdobył pierwsze punkty w sezonie. Przy okazji pojawił się rekord. Według Serie A żaden młodszy zawodnik Fiorentiny nie zdobył wcześniej trzech bramek w jednym meczu włoskiej ekstraklasy. Dla 19-latka, który w pierwszych trzech kolejkach pozostawał bez gola, trudno było wymyślić mocniejszą odpowiedź.
Od tamtego meczu Mastantuono nie zaczął nagle strzelać w każdym spotkaniu. W kolejnej ligowej kolejce rozegrał pełne 90 minut przeciwko Napoli, ale nie trafił do siatki, a Fiorentina zremisowała 1:1. Hat-trick w Wenecji trzeba więc potraktować jako pierwszy wielki sygnał, a nie dowód, że cały proces rozwoju został już zakończony. Dla Realu właśnie o taki proces chodzi. W Madrycie Argentyńczyk musiałby walczyć o pojedyncze minuty w zespole pełnym ofensywnych gwiazd. We Florencji od początku grał w podstawowym składzie, a trudna sytuacja drużyny sprawiła, że zamiast bezpiecznej roli rezerwowego szybko dostał realną odpowiedzialność. Wypożyczenie bardzo drogiego młodego zawodnika po jednym sezonie może na pierwszy rzut oka wyglądać jak krok wstecz. W przypadku Mastantuono znacznie ważniejsze będzie jednak to, gdzie znajdzie się za rok. Jeśli wróci do Madrytu po trzydziestu czy czterdziestu seniorskich meczach we Włoszech, Real może uznać, że właśnie tego potrzebował znacznie bardziej niż kolejnego sezonu spędzonego głównie na ławce.



