Będący ostatnio na fali Piast Gliwice w pierwszym niedzielnym spotkaniu 9. kolejki gościł u siebie też w ostatnim czasie dobrze punktującą Pogoń Szczecin. Przemiana, jaka dokonała się w zespole z Gliwic, jest właściwie trudna do wytłumaczenia, a zarazem imponująca. Trener Daniel Myśliwiec poprowadził bowiem swoją drużynę do trzech kolejnych ligowych zwycięstw „do zera”, a każde z nich Piast odniósł różnicą co najmniej dwóch goli. Z kolei Portowcy do tego meczu notowali serię sześciu meczów bez porażki w Ekstraklasie, choć ostatnie zwycięstwo 2:0 z Wieczystą nadeszło dopiero po trzech kolejnych remisach. Zatem w niedzielne wczesne popołudnie można było oglądać starcie zespołów w dobrej formie i chętnych na utrzymanie korzystnej serii.
Szukanie swoich okazji
Pierwsze 25 minut wyglądały w wykonaniu obu zespołów niemal identycznie. Zarówno jedni jak i drudzy próbowali szukać swoich szans, lecz gdy miało dochodzić do finalizacji akcji to brakowało konkretów pod bramką. Piastunki nadal dobrze broniły dostępu do swojej bramki, z kolei Portowcy wyglądali na zespół zwłaszcza w środku pola na bardzo dojrzały. Wszelakie dośrodkowania czy strzały były blokowane, a na boisku oglądaliśmy swego rodzaju piłkarskie szachy i badanie terenu. Jednak o nudzie tutaj nie ma mowy.
Wszystko zaczęło się zmieniać za sprawą gości. To oni jako pierwsi znaleźli w tym meczu drogę do bramki rywala. Ponownie na listę strzelców, w swoim drugim meczu dla Pogoni Szczecin wpisał się Jordi Sanchez. Hiszpański snajper w 26. minucie popisał się fenomenalnym trafieniem przewrotką. Napastnik zespołu po raz kolejny był bardzo aktywny w swojej grze, potwierdzając tym samym swoją bardzo dobrą formę na starcie tego sezonu. Lider klasyfikacji strzelców mimo zmiany otoczenia ma się dalej bardzo dobrze.
Gospodarze jednak nie zamierzali długo pozwalać rywalom, by ci mogli się nacieszyć prowadzeniem. Zaledwie pięć minut później w Gliwicach był remis. Znakomite dośrodkowanie Jakuba Lewickiego na gola zamienił Samuel Ntamack. Można powiedzieć, że zrobiło się spotkanie napastników. Po tych dwóch trafieniach mecz bardzo się otworzył. Pogoń szukała długich podań na wspominanego Sancheza. Wznowienia Valentina Cojocarau były bardzo groźne i nie zawsze obrona gospodarzy potrafiła sobie z nimi bez problemu poradzić. Z kolei piłkarze Daniela Myśliwca szukali swoich szans za sprawą szybkich faz przejściowych i licznych ataków skrzydłowych. Obrona mimo straty pierwszego gola od czterech spotkań spisywała się co najmniej solidnie. W Gliwicach można było oglądać spotkanie zespołów chcących grać w piłkę, mających przy tym na nią różne pomysły.
Większa chęć do grania
Podopieczni Oscara Garcii zdecydowanie lepiej wyglądali po przerwie. Hiszpański szkoleniowiec musiał wprowadzić u swoich graczy kilka korekt w graniu, które ewidentnie dały dobry skutek. Pogoń Szczecin jako zespół z minuty na minutę wyglądała bardzo dobrze i pokazywała dużą chęć do grania. Gospodarze nie bardzo potrafili sobie z zapałami przeciwnika radzić. W 57. minucie po podaniu słabo dysponowanego w meczu Paula Mukairu trzeciego gola w tym sezonie strzelił Darko Churlinov. Goście wyszli po raz drugi na prowadzenie i musieli robić wszystko by nie dać przeciwnikowi na ponowne wyrównanie.
Jednak około 70. minuty goście zaczęli słabnąć. Tak jakby wszystkie swoje siły na drugą połowę spotkania spożytkowali na jej początek. Swój cel osiągnęli, lecz trzeba było jeszcze dopiąć swego i utrzymać prowadzenie, a jak się uda to je podwyższyć. Zespół Daniela Myśliwca dał się już w tym sezonie poznać z tego, że w końcówkach spotkań jest bardzo groźny i potrafi strzelać w ostatnich minutach bardzo ważne gole.
Tym razem było inaczej. Piłkarze Oscara Garcii zdecydowanie bardziej cofnęli się pod swoje pole karne, pokazując tym samym większą chęć na obronę prowadzenia niż jego podwyższanie. Pogoń dopięła swego i zatrzymała rozpędzonego Piasta. Portowcy awansują dzięki wygranej na piąte miejsce w ligowej tabeli, mając wciąż zaległy mecz z Jagiellonią Białystok.



