Strażak ugasił pożar i jest niepotrzebny. Aleksandar Vuković to trener na ligowy dżemik

Koniec mariażu Widzewa Łódź i Aleksandara Vukovicia. Przygoda Serba była rodem z serialu o straży pożarnej. Został wezwany do miejsca, z którego buchały wielkie płomienie, aby je ocalić przed doszczętnym zniszczeniem. W wymagającej walce z żywiołem natury odniósł zwycięstwo. Kiedy jednak ogień gaśnie, to strażak nie jest już potrzebny. Vuković chwilę pozostał w miejscu, które uratował, ale szybko wrócił do centrali.

Aleksandar Vuković dostał od losu szansę, aby udowodnić, że w Ekstraklasie może prowadzić projekty ambitniejsze od tego gliwickiego. Musiał oczywiście zacząć od zadania specjalnego, jakim było utrzymanie Widzewa Łódź w lidze. Wprawdzie nie miał łatwo, bo przyszło mu ogarniać zespół pogrążony w marazmie, niezdefiniowany i rozstrojony po kadencjach Zeljko Sopicia, Patryka Czubaka oraz Igora Jovicevicia. Łodzianie motali się w poprzednim sezonie od koncepcji do koncepcji, a do tego szastali pieniędzmi na lewo i prawo, by ostatecznie sięgnąć po pomocną dłoń byłego piłkarza Legii.

Styl był, jaki był, ale powiodło mu się. Postawienie na wzmocnienie defensywy, czyli po prostu pragmatyzm dały czerwono-biało-czerwonym cztery punkty przewagi nad strefą spadkową, a także 14. miejsce w stawce. Natomiast zagrożenie degradacją do I Ligi wisiało nad nimi bardzo długo, bo zespół wygramolił się na bezpieczne miejsce dopiero w 32. kolejce.

Brak kroku w przód

Bądź co bądź udanym finiszem poprzedniej kampanii Serb kupił sobie nieco więcej czasu u steru Widzewa. Tym razem władze postąpiły rozsądnie. Do tej pory ciągłe kombinowanie sprowadziło do klubu tylko chaos związany z walką o ekstraklasowy byt i żarty opinii publicznej. Postawiły na próbę stabilizacji sytuacji personalnej na ławce trenerskiej. Warunkiem dla szkoleniowca był jednak zapewne daleko idący postęp w kwestii prezencji drużyny na boisku. Czerwona Armia w końcu miała grać nie jak przeciętniak, a ekipa na miarę mocarstwowych ambicji właściciela Roberta Dobrzyckiego.

Tylko że ostatecznie okazał się to błąd, który kosztował Łodzian wysoką cenę. Obecnie plasują się na 13. pozycji w tabeli z dorobkiem 7 punktów. Bliżej im do strefy otwierającej wrota zaplecza Ekstraklasy niż do windy prowadzącej wprost do europejskich pucharów. Różnice rzecz jasna na tym etapie rozgrywek są niewielkie, ale tendencję już teraz można było określić jako spadkową. 1 zwycięstwo, 4 remisy, 2 porażki – to ich bilans. Do tego trzeba dołożyć odpadnięcie z Pucharu Polski już w I rundzie w meczu z Koroną Kielce.

Widzew w tym momencie nie imponuje niczym. Nie jest już tak poukładanym zespołem w obronie, jak w poprzednich zmaganiach, nie zachwyca również skutecznością. To efekt obrania kursu na bardziej proaktywny sposób grania. Sęk w tym, że Aleksandara Vukovicia projekt zwyczajnie przerósł. Jego podopieczni potrafili przejmować inicjatywę, ale nie na przestrzeni całych spotkań, co jeszcze nie należy do najpoważniejszych zarzutów. Gorzej, że nie przekuwali tych momentów na konkrety. Często ich poczynania ofensywne kojarzyły się z biciem głową w mur. Mówi się, że zadaniem trenera jest doprowadzenie zespołu pod bramkę, a tam już sami zawodnicy muszą pokazać inwencję twórczą. To po części prawda, ale właściwie szkoleniowiec również musi dołożyć od siebie jakieś wytyczne. Te najwyraźniej się nie sprawdziły.

Aleksandar Vuković to trener na średnie zespoły

To nie pierwszy raz, kiedy 47-latek nie podołał wyzwaniu. Tak było w Legii Warszawa, bo choć zdobył z nią mistrzostwo kraju, to ostatecznie nie wystarczyło to na większy kredyt zaufania w momencie, kiedy Wojskowych dopadł kryzys. W dużej mierze poszło wtedy o… styl gry. W tym kontekście nietrudno więc pomyśleć, że pewne ekstraklasowe progi są dla niego za wysokie.

Dobrym wyznacznikiem jest przygoda Serba w Piaście Gliwice. Tam zagrzał miejsce na aż trzy sezony. Pierwszy poszedł mu fenomenalnie, bo jego zespół otarł się o Europę. Później maksem dla szkoleniowca były 10. miejsca w kolejnych dwóch sezonach. Po kampanii 2024/2025 nie przedłużył kontraktu. Kolejny sezon? Piast walczy o utrzymanie i ledwo się ratuje. Nie od dziś wiadomo, że w gliwickim środowisku pracuje się trudno przez ograniczony budżet. O tamtych Piastunkach rzeczywiście można było powiedzieć, że spisują się powyżej oczekiwań za sprawą Vukovicia.

Dlatego dziś były już sternik Widzewa to osoba na miarę takich właśnie przeciętnych Piastów. Pasuje do zespołów, w których oczekiwania nie są wygórowane i w których trzeba funkcjonować przy ograniczonych środkach. Na pewno szybko znajdzie sobie nowe miejsce pracy, bo potrafi wybudować w prowadzonych ekipach fundamenty. Gorzej, gdy musi wybudować na nich coś ekskluzywniejszego niż zwykły dom szeregowy. Aleksandar Vuković to zwyczejnie trener rzemieślnik, ale nie artysta.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img