Legia skończyła sen o Pucharze Polski. Brutalnie zakończył go Motor

Drobna sensacja w Lublinie. Jeszcze nie w pełni poukładany na starcie sezonu Motor po wygranej wynikiem 3:0 wyeliminował Legię Warszawa już w I rundzie Pucharu Polski. Wojskowi sami są sobie winni, bo bliżej im było do formy z meczu ze Śląskiem Wrocław. Szczególnym antybohaterem okazał się Robert Deziel Jr., który zawinił przy dwóch trafieniach dla Motorowców.

Legia niemrawa na tle Motoru

Długo na bramki czekać nie musieliśmy. Początek jak ze snu zaliczyli gospodarze, którzy wykorzystali niechlujność Roberta Deziela Jr. Piłkę odebrał mu Fabio Ronaldo, po czym oddał ją Karolowi Czubakowi. Uruchomiony przez skrzydłowego napastnik znalazł się w sytuacji z rodzaju tych zazwyczaj przez niego wykorzystywanych i nie zawiódł.

Nie tylko Deziel Jr. grał niezdarnie. Cała Legia w pierwszych minutach miała problem z dokładnością zagrań. Przejście centralnej strefy było dla niej wyzwaniem. Korzystał na tym dobrze zorganizowany zespół Mariusza Misiury. Skutecznie wytrącał Wojskowych z rytmu, odnajdując odpowiednie momenty na doskok. W decyzjach wydawał się przynajmniej o pół tempa szybszy od rywala. Również w aspekcie konstrukcji akcji Motor prezentował się lepiej, bo potrafił swobodniej przesuwać się wyżej. Dużą rolę odgrywał w tym niezawodny Ivo Rodrigues, który brylował w środku pola swoją techniką i pomysłowością.

Warszawianie mieli nieliczne momenty. Najwięcej zamieszania tworzyli poprzez wrzutki. Najlepszą próbę strzału oddał Dariusz Zjawiński. Była ona lekka, ale zmusiła Gaspera Tratnika do wyciągnięcia się. Poza tym jednak Motor grał po prostu lepiej. Mógł podwyższyć prowadzenie po kolejnej dwójkowej akcji Ronaldo i Czubaka (zawiodło przyjęcie snajpera), ale w 40. minucie dopiął swego. Błyskotliwością popisał się Ronaldo, który zwiódł i wyprzedził Deziela Jr., wpadł w pole karne, a tam zmylił Rafała Augustyniaka. Na koniec uderzył z bliska tak, że Hindrich nie zdołał skutecznie interweniować.

Motor zatrzymał Warszawian

Legia musiała gonić i z nastawieniem na przejęcie inicjatywy wyszła na drugą połowę. Chciała zmusić przeciwnika do przyjęcia proponowanych przez nią warunków gry. Stosowała bardzo wysoki pressing. Mogła zdobyć bramkę kontaktową już w 50. minucie po ładnej, składnej, wielopodaniowej akcji. W jej finale Zjawiński został wypuszczony przez Bartosza Kapustkę. Tratnik zachował się odpowiednio i dobrze interweniował. Natomiast wspomniana okazja przez długi czas była jedyną klarowną, bo w gruncie rzeczy Motorowcy sobie radzili i kontrolowali mecz, mimo że często ustawiali się na własnej połowie. Regularnie wyprowadzali nieźle zapowiadające się ataki.

Po jednym z nich padł gol. Hindrich wyszedł do zacentrowanej piłki, ale nie złapał jej, tylko odbił w stronę bramki. To była stykowa sytuacja, bo bramkarz znajdował się w bliskim kontakcie z Augustyniakiem i Czubakiem. Według VAR-u ten drugi faulował go. Przez to sędzia nie uznał trafienia samobójczego.

Mimo że wraz z upływającymi minutami Legia spędzała na połowie Lublinian coraz więcej czasu, to nie wynosiła z tego wymiernych korzyści. Długo brakowało szans. Groźny był centrostrzał Kacpra Chodyny, który trafił w obramowanie bramki Tratnika. W 74. minucie raz jeszcze Zjawiński przetestował czujność golkipera. Do tego Wojskowi oddali w końcówce kilka strzałów z dystansu. Żadne nie zaskoczyło bramkarza Motoru.

Gospodarze bronili się mocno, sami nawet mieli sposobność na podwyższenie wyniku po kontrach. Zdołali to zrobić na chwilę przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Jacques Mbaye Ndiaye huknął z najbliższej odległości w okienko, czym przypieczętował awans swojej drużyny do kolejnej rundy Pucharu Polski.

Motor Lublin – Legia Warszawa 3:0 (Czubak 3′, Ronaldo 40′, Ndiaye 90+6′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img