W niebieskiej części Londynu trwa kolejna rewolucja, tym razem pod przewodnictwem Xabiego Alonso na ławce trenerskiej. The Blues dobrze weszli w sezon i po szalonym meczu pokonali Fulham 3:2. Dobrze też kampanię zaczęli piłkarze Brighton. Popularne Mewy rozbiły na inaugurację sezonu 4:0 Aston Villę. Chelsea w ostatnich latach niezbyt dobrze wspomina pojedynki z drużyną prowadzoną aktualnie przez Fabiana Hurzelera. Dlatego na Stamford Bridge zapowiadało się na ciekawe i poważne granie. Takie fani Premier League od pierwszego gwizdka dostali, w którym można było obejrzeć dużą liczbę bramek.
Chęć zdominowania rywala
Piłkarze Chelsea od samego początku meczu nie zamierzali chociażby na chwilę pozwolić by ci poczuli się silniejsi w tej rywalizacji. Podopieczni Xabiego Alonso zaczęli mecz na bardzo dużej intensywności. Ich chęć do zdobycia gola była bardzo duża i w nagrodę już w 4. minucie za sprawą gola Romeo Lavii wyszli na prowadzenie. Belgijski środkowy pomocnik idealnie odnalazł się w polu karnym, przy zamieszaniu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego.
To było za mało dla piłkarzy The Blues. 10 minut później Pedro Neto strzelił gola na 2:0, a w 32. minucie gospodarze prowadzili już 3:0 za sprawą gola Joao Pedro. Brazylijczyk po raz kolejny potwierdził, że jest obecnie jednym z najlepszych napastników w Premier League oraz tym na którego kibice Chelsea mogą liczyć. W pierwszej połowie obejrzeliśmy Chelsea głodną grania, niezwykle ofensywną i kreatywną. Odważna gra i dość spokojna w tyłach to rzadkość w ostatnim czasie w wykonaniu tej ekipy.
Dlatego nikogo nie powinno dziwić, co się wydarzyło po golu brazylijskiego napastnika. Nastąpiła mała chwila nieuwagi i pierwsza bramka strzelona przez piłkarzy gości. W 35. minucie gola dającego nadzieje na odrabianie strat dał Mewom Malick Yalcouye. Było idealnie, a skończyło się niemal idealnie. Niepotrzebnie stracony gol, lecz i tak gra podopiecznych Alonso dawała uśmiech na twarzy. Widać gołym okiem, że w zespole coś się buduje na lepsze jutro.
Gospodarze dowiezli spokojne zwycięstwo?
Chelsea nie byłaby sobą, gdyby swoim kibicom nie zagwarantowała „ciekawych” wrażeń. Można odnieść wrażenie, że w DNA tego klubu jest wprowadzanie nerwowej atmosfery zwłaszcza gdy spotkanie zaczyna zmierzać ku końcowi. Nie inaczej było tym razem. W 63. minucie tym razem do swojej bramki, piłkę postanowił skierować Joao Pedro. Brighton złapało kontakt i nie zamierzało odpuszczać. Jednak na ich nieszczęście ekipa Xabiego Alonso postanowiła szybko zamknąć sprawę tego, kto w tym meczu zasługuje na zwycięstwo. W 74. minucie Cole Palmer postanowił dokończyć dzieła i wpisać się na listę strzelców w tej rywalizacji.
The Blues odnoszę drugie ligowe zwycięstwo z rzędu i w drugim meczu tracą nie dwie, a trzy bramki. W ostatniej akcji meczu tzeciego gola dla gości strzelił Pascal Gross. Ekipa Alonso robi się bardzo interesującą drużyną do oglądania. Gra bardzo ofensywnie i odważnie. Obrona ewidentnie jeszcze przecieka, lecz Emiliano Martinez między słupkami sprawia, że z czasem i w tyłach powinno zrobić się nieco spokojniej. Wesołe granie, połączone z intensywnością i odwagą. Najważniejsze jak na razie dla hiszpańskiego szkoleniowca jak i dla kibiców jest to, że pojawiają się zwycięstwa. Na ocenę stylu i poszczególnych zawodników jeszcze przyjdzie czas.



