PO TOPOLSKU #1: W czepku urodzony arogant. Czy Michał Probierz jest jeszcze potrzebny polskiej piłce?

Michał Probierz to z pewnością jedna z najciekawszych i zarazem najdziwniejszych trenerskich postaci w polskiej piłce. W przeszłości dość często zmieniał kluby, pozostawiając po sobie spaloną ziemię. W nagrodę za dość skromne jeśli chodzi o trofea osiągnięcia trenerskie dostał pracę marzeń – selekcjonera reprezentacji Polski. Tak naprawdę wystarczyło być kumplem prezesa związku. Czy jest coś czego jeszcze nie wiemy o Michale Probierzu i czy jest jeszcze potrzebny w polskiej piłce? Chyba nie skoro po rozstaniu z reprezentacją Polski jest o nim dość cicho. Zapraszam na pierwszy tekst z cyklu „PO TOPOLSKU”.

Początki i zaistnienie jako trener

Zanim większość ludzi powie, że Michał Probierz nic nie osiągnął w polskiej piłce i nie do końca wiadomo w jakim celu miałby w niej jeszcze funkcjonować, to najpierw spójrzmy na jego życiorys na chłodno. Jako piłkarz był co najwyżej solidnym ligowym wyjadaczem. Nic więcej, a epizod na niemieckich boiskach nie przysłoni tego, że Probierz jako zawodnik niczego nie osiągnął. Karierę też zakończył dość wcześnie, bo w wieku 33 lat. Trapiły go kontuzje, a kamyczkiem do ogródka było zdarzenie do którego doszło w maja 2005 roku podczas meczu Widzewa Łódź z RKS Radomsko. W tym spotkaniu doznał zerwania więzadeł krzyżowych, co sprawiło, że przyspieszył decyzję o zakończeniu kariery. Poza tym chyba poczuł, że może zostać trenerem i może to być jego nowy sposób na życie. Tylko czy skuteczny?

Zaczęło się od Polonii Bytom, w której zawiesił piłkarskie buty na kołku. To właśnie w wieku 33 lat Michał Probierz objął stery Polonii Bytom. Sytuacja klubu była fatalna – zespół znajdował się na przedostatnim miejscu w tabeli ówczesnej drugiej ligi i miał na koncie tylko 5 punktów po 10. meczach. Zadaniem młodego trenera było uratowanie drużyny przed spadkiem. Pod wodzą Probierza zespół przeszedł sporą metamorfozę. Polonia zdołała uciec ze strefy spadkowej i wywalczyła prawo do gry w barażach, które ostatecznie wygrała.

Odważny Widzew i powrót na ratunek do Bytomia

Po tym świetnym sezonie, dalej bez zbyt dużego doświadczonego trenerskiego dostał szansę w Widzewie Łódź. Udało mu się dostać pracę, dzięki poleceniu Zbigniewa Bońka, który wtedy działał i pomagał łódzkiemu klubowi, nie tylko w sposób finansowy. Widzew szukał młodego, ambitnego szkoleniowca z nowym spojrzeniem, a Probierz udowodnił, że potrafi błyskawicznie uspokoić i ugasić kryzysową sytuację. Łodzianie właśnie wywalczyli awans do najwyższej klasy rozgrywkowej.

Zastąpienie Stefana Majewskiego na stanowisku trenera beniaminka było dla 34-letniego wówczas Probierza ogromnym awansem sportowym oraz upragnionym debiutem trenerskim w Ekstraklasie. W nim poradził sobie stosunkowo dobrze. Jego zespół grał twardo i bezkompromisowo. To pod wodzą Probierza w polskiej piłce mogły pokazać się takie talenty jak Jakub Rzeźniczak, Łukasz Broź czy Piotr Grzelczak. Zatem Probierz już na początku swojej drogi zyskał opinię trenera, który nie boi się stawiać na młodzież i potrafi dostrzec potencjał tam, gdzie inni widzą tylko brak doświadczenia.

W grudniu 2007 roku wrócił do Polonii Bytom po raz kolejny ją ratując. Zespół słabo sobie radził po awansie do Ekstraklasy i potrzebował sprawdzonego w boju strażaka. Pod jego wodzą skromny beniaminek utrzymał się w elicie. Był to olbrzymi sukces, biorąc pod uwagę, że Polonia była przez wielu ekspertów skazywana na pewny spadek. Ta runda ostatecznie ugruntowała pozycję Probierza jako jednego z najbardziej utalentowanych trenerów młodego pokolenia w Polsce. Przed Probierzem po tych trzech epizodach otwierała się dość duża szansa na zrobienie kariery w polskiej piłce jako szkoleniowiec. Czy ją wykorzystał?

Każdy ma swoje pięć minut

Znakomita praca w Bytomiu czy niezła w Widzewie sprawiła, że w czerwcu 2008 roku po Michała Probierza sięgnęła ambitna i chcącą zamieszać na krajowym podwórku – Jagiellonia Białystok. To właśnie na Podlasiu spędził swój najbardziej ikoniczny okres w dotychczasowej karierze klubowej. Przez chwilę stał się nawet ogólnopolską gwiazdą polskiej „trenerki”.

To głównie dlatego, że początek w Białymstoku był ekstremalnie trudny. W sezonie 2009/2010 Jagiellonia rozpoczęła rozgrywki z karą minus 10 punktów za dawne grzechy korupcyjne. Wydawało się, że zespół jest murowanym kandydatem do spadku.

Probierz zjednoczył szatnię i stworzył z Jagiellonii prawdziwą maszynę do wygrywania. Nie dość, że błyskawicznie odrobił ujemne punkty i utrzymał klub w lidze, to dodatkowo w tym samym sezonie zdobył z Jagiellonią Puchar oraz Superpuchar Polski. Były to pierwsze historyczne trofea w dziejach białostockiego klubu. Probierz pisał historię i sprawił, że białostocki zespół stawał się coraz bardziej poważany i groźny. W pewnym sensie podłożył podwaliny pod przyszłe sukcesy klubu.

Należy pamiętać, że za kadencji Probierza w Jagiellonii swoją drugą młodość przeżywał legendarny Tomasz Frankowski, zostając królem strzelców ligi. Trener ukształtował tam także takich piłkarzy jak Kamil Grosicki czy Grzegorz Sandomierski, którzy dzięki pracy z nim trafili później do reprezentacji Polski. To właśnie w Białymstoku Michał Probierz zyskał pseudonim „Polski Guardiola”. Głównie ze względu na styl ubierania się, elegancję i charyzmę, wchodząc do absolutnego topu polskich trenerów. Probierz miał wówczas swoje pięć minut, którego nie potrafił ostatecznie wykorzystać.

Tułaczka i kompromitacja za granicą

Po tym jak odszedł z Jagiellonii na swoich warunkach, jesienią 2011 roku trafił ponownie do Łodzi. Tym razem został trenerem ŁKS-u. Poprowadził ŁKS w zaledwie 7. oficjalnych meczach, ale wycisnął z tego okresu maksimum. Choć wyniki były świetne, Probierz pracował w przy alei Unii niecałe dwa miesiące. Gdy pojawiła się konkretna oferta z zagranicy, trener zdecydował się na wykupienie swojego kontraktu i podjęcie nowego wyzwania. Takowym była praca w Grecji. Już 4 listopada 2011 roku Probierz podpisał kontrakt z Arisem Saloniki.

Tu dochodzimy do pierwszego „tąpnięcia” w karierze trenerskiej. Zaledwie po dwóch miesiącach Probierz podjął decyzję o rozwiązaniu kontraktu z winy klubu. Powodem był potężny kryzys finansowy Arisu. Klub zalegał z wypłatami dla sztabu, a piłkarze nie otrzymywali pensji od siedmiu miesięcy. Probierz uznał, że w takich warunkach nie da się profesjonalnie budować drużyny i wrócił do Polski, gdzie niedługo później przejął Wisłę Kraków. Jego kariera zagraniczna w tym momencie się skończyła i jak na razie nie ma zamiaru na nowo się wskrzesić. Michał Probierz w Grecji się skompromitował, o czym nie bardzo chce mówić. Źle wybrał, a sam sobie też pewnie nie do końca pomógł. Nie ma o czym mówić.

Po fiasku w Salonikach, Probierz szybko zdecydował się na powrót do Polski. 1 marca 2012 roku podpisał kontrakt z Wisłą Kraków, a równo po siedmiu miesiącach podał się do dymisji na konferencji prasowej. Sam moment przeszedł do historii. Zamiast standardowej analizy spotkania, Probierz wygłosił emocjonalne oświadczenie, wypowiadając słynne słowa: „Są takie momenty w życiu, kiedy trzeba mieć charakter i jaja, a nam tego dziś zabrakło. Po sześciu kolejkach mamy na koncie trzy porażki. Mnie to bardzo boli, jestem ambitnym trenerem i w tej sytuacji podaję się do dymisji”.

Podobnie jak w Arisie, Probierz nie potrafił znaleźć wspólnego języka z liderami drużyny, w której grali wówczas m.in. doświadczeni obcokrajowcy oraz zasłużeni dla klubu zawodnicy. Po raz kolejny uwidocznił się jego konfliktowy charakter, próba pokazania swojej wyższości i przysłowiowych „jaj”. Kariera trenerska zmierzała w złym kierunku.

Odrodzenie i pokazanie się na nowo

Michał Probierz musiał się w tamtym czasie poważnie nad sobą zastanowić. Po trudnych i krótkich epizodach w Wiśle oraz GKS-ie Bełchatów (gdzie pracował tylko przez miesiąc), trener odbudował swoją pozycję w kraju i udowodnił, że potrafi seryjnie zdobywać laury i pochwały. Najpierw trafił w 2013 roku do Lechii Gdańsk. Tam wprawdzie nie osiągnął spektakularnych sukcesów czy trofeów, lecz ustabilizował grę Lechii. Został jednak zwolniony w marcu 2014 roku po odpadnięciu z Pucharu Polski.

Następnie w jego życiu pojawiła się nutka sentymentu i powrotu do miejsca, w którym w przeszłości miał już przyjemność pracować. Ponownie zgłosiła się po niego Jagiellonia Białystok. Po raz drugi w swojej karierze, ale nie ostatni został zatrudniony przez Cezarego Kuleszę. Zaufaniem jakim został ponownie obdarzony, potrafił wykorzystać i w Jagiellonii osiągnął bardzo dobre wyniki. W sezonie 2014/2015 wywalczył z klubem sensacyjne 3. miejsce w Ekstraklasie. Z kolei w kampanii 2016/2017 – wicemistrzostwo Polski. Tytuł mistrzowski przegrał z Legią Warszawa dosłownie w ostatnich minutach dramatycznej, finałowej kolejki.

Probierz wtedy zdecydowanie odbudował swoją reputację. Oczywiście dalej pozostawał sobą, był aż do bólu kontrowersyjny i arogancki. Potrafił swoimi hasłami sprawić, że konferencje prasowe z jego udziałem są do tej pory pamiętane przez kibiców Ekstraklasy. Jednak w tamtym momencie nikomu to zbytnio nie przeszkadzało, bo zgadzały się wyniki i rozwój zawodników oraz całego klubu. Jedynym kamyczkiem do ogródka Michała Probierza była fatalna postawa jego zespołu na arenie europejskiej. Tego na przestrzeni lat nie potrafił zmienić.

Cracovia i przejęcie w niej władzy

W 2017 roku ponownie szkoleniowiec pojawił się w Krakowie. Tym razem trafił do Cracovii, w której z biegiem czasu zaczął przejmować władzę niemal nad wszystkim w klubie. Właściciel Janusz Filipiak powierzył mu nie tylko rolę trenera, ale z czasem także funkcję wiceprezesa ds. sportowych, dając mu niemal nieograniczoną władzę nad transferami. Prowadził Cracovię w aż 175. meczach. Wygrał z nią Puchar i Superpuchar Polski (2020). Dodatkowo dwukrotnie wprowadził Pasy do eliminacji Ligi Europy, w których niestety się tylko kompromitował.

Zarzucano mu dodatkowo ciągłe granie zagranicznymi zawodnikami. Do historii przeszła kolejna konferencja prasowa trenera, podczas której przyszedł na nią z doniczką, wodą i nawozem. Chciał w ten dosadny sposób wytłumaczyć dziennikarzom i kibicom, że nie da się z dnia na dzień zrobić dobrych wyników, a Kraków nomen omen zbudować. Z Cracovią ostatecznie rozstał się pod koniec 2021 roku. Zaledwie dwa miesiące po odejściu z niej, Michał Probierz został ogłoszony nowym trenerem Bruk-Bet Termaliki Nieciecza, w której pracował… dwa dni. Trener nie zdążył poprowadzić ani jednego treningu czy oficjalnego meczu. Oficjalnym powodem rozstania były rozbieżności dotyczące ustaleń transferowych i organizacji pracy, które wyszły na jaw tuż po podpisaniu dokumentów. Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, że za kilkanaście miesięcy zostanie selekcjonerem najważniejszej drużyny w Polsce.

Michał Probierz selekcjonerem!

Po kilku miesiącach odpoczynku Probierz wszedł na ścieżkę reprezentacyjną, co do tej pory jest dosyć zastanawiające. Jak taki facet z tyloma ubytkami komunikacyjnymi i mimo wszystko bez wielkich sukcesów trenerskich mógł dostać pracę w PZPN-ie? Proste – dzięki Cezaremu Kuleszy. To już za jego kadencji Probierz został mianowany najpierw selekcjonerem młodzieżówki, a następnie seniorskiej kadry.

Trzeba jednak przyznać, że pod jego wodzą kadra U-21 zaczęła grać odważnie i z sukcesami w eliminacjach do Mistrzostw Europy. Mocno to podreperowało jego wizerunek, który do niego przylgnął w Cracovii jako trenera rzekomo „niechętnego młodym graczom”. Po nieco ponad roku pracy zastąpił zwolnionego Fernando Santosa na stanowisku selekcjonera seniorskiej reprezentacji Polski. Bez wątpienia był to absolutny szczyt jego trenerskiej kariery.

Probierzowi zostało powierzone zadanie uratowania fatalnych eliminacji. W trudach, ale udało się ostatecznie wprowadzić Polskę na turniej w Niemczech po dramatycznych, zwycięskich barażach z Walią – wygranych w rzutach karnych. Na samym turnieju Polacy odpadli w fazie grupowej (porażki z Holandią i Austrią oraz remis z Francją). Jednak styl gry i odważne stawianie na młodzież zebrały umiarkowanie pozytywne recenzje.

Kadencja selekcjonera dobiegła końca w czerwcu 2025 roku. W trakcie eliminacji do Mistrzostw Świata, w obliczu narastających napięć oraz głośnego konfliktu wewnątrz drużyny z kapitanem Robertem Lewandowskim, Michał Probierz ubiegł decyzję prezesa PZPN i sam niespodziewanie podał się do dymisji. Zamknął swój bilans w pierwszej reprezentacji na 21. meczach (9 zwycięstw, 5 remisów, 7 porażek). Od tamtej pory słuch o nim zaginął. No może nie do końca… Michał Probierz ma teraz nowe zajęcie. Poza graniem w golfa, którego bardzo kocha, polubił odpisywanie i kłócenie się z ludźmi w Internecie.

Michał Probierz to postać tragiczna

Obiecałem sobie przed pisaniem tego tekstu, że nie będę się zbytnio rozwodził nad przeszłością Michała Probierza. Jednak jak sobie tak wszystko po krótce zacząłem przypominać, to nie mogłem pewnych faktów z jego życia w tym felietonie ominąć. Zrozumiałem i uzmysłowiłem sobie, że trener Probierz to w pewnym sensie postać tragiczna. Na początku swojej przygody wydawał się w polskiej piłce jak i całej myśli szkoleniowej kimś nowym, a przede wszystkim potrzebnym. Potrafił zrobić coś z niczego, a przede wszystkim nie bał się stawiać na młodzież. Grał odważnie, a swoje drużyny uczył dyscypliny i ostrej walki o piłkę. Wnosił nową jakość, czego potwierdzeniem są pierwsze wyniki w Jagiellonii. Pojawiła się nawet okazja pracy za granicą, którą jednak postanowił zaprzepaścić.

Obecnie po pracy z kadrą narodową, która jest z perspektywy czasu oceniana dramatycznie nie pozostało po nim tak naprawdę nic. Nie ma tak naprawdę klubu w Ekstraklasie, który poważnie może myśleć o zatrudnieniu Michała Probierza. Jego nazwisko bardziej przejawia się jako żart, a nawet jak jakiś działacz będzie go widział u siebie, to z pewnością będzie miał z tyłu głowy jego konfliktowy charakter i nie do końca wyparzony język. Futbol Probierzowi odjechał, a frustracja wylewana na platformie „X” jest tego idealnym przykładem. Tak naprawdę po jego kadencji w polskiej kadrze nie zapamiętamy nic poza kłótnią o opaskę kapitańską i dziwne wprowadzanie młodych zawodników.

To już koniec?

Może to jeszcze nie koniec jego kariery trenerskiej. Wciąż jest stosunkowo młodym trenerem i szansa na jakąkolwiek pracę w przyszłości powinna przyjść. Tylko czy sam zainteresowany tego w ogóle jeszcze chce? Wydaje się, że obecnie ma o wiele ciekawsze zajęcia w swoim życiu prywatnym. Jedyne na co go będzie teraz stać, to pojawianie się na meczach Ekstraklasy, w celu tak naprawdę jednym – by nie dać opinii publicznej całkowicie o sobie zapomnieć. Tyle Michał Probierz jest w stanie w ostatnim czasie zrobić.

Jednak czy kogoś to dziwi i czy tak na serio ktoś za nim tęskni? Pozostawiam to pytanie tym, którzy doczytali do końca, a ja na sam koniec dodam tylko tak odważnie i przekornie, że Michał Probierz w przeszłości był potrzebny polskiej piłce. Jakąś rolę w niej odegrał, swoje zrobił, lecz zdecydowanie jego czas już minął. A kadrę zarówno młodzieżową jak i to seniorską dostał tylko dlatego, że ceni go bardzo Cezary Kulesza.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img