Londyńskie wyzwanie na start Ligi Europy. Lech Poznań zagra z triumfatorem Ligi Konferencji

Lech Poznań w czwartek stanie przed szansą na ponowne zaprezentowanie potencjału polskiego futbolu w Londynie. Ostatnim razem w stolicy Anglii zrobiła to Legia Warszawa, pokonując Chelsea w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym. Kolejorz zagra z nieco gorszą, ale wciąż silniejszą od niego ekipą z miasta nad Tamizą. Pomimo kiepskiego wejścia w trwający sezon Crystal Palace to rywal z wysokiej półki.

Londynu piłkarskim fanom przedstawiać nie trzeba. To nie tylko stolica Anglii, ale też angielskiego futbolu – biorąc pod uwagę liczbę występujących w Premier League drużyn z tego miasta. Oczywiście każdy zna Arsenal, Chelsea, czy Tottenham, które pod względem popularności przewodzą. Obecnie jako czwartą siłę londyńskiego futbolu wypadałoby wskazać Crystal Palace. Klub ten wyrósł na nią po spadku West Hamu United w minionym sezonie.

Średniak ligi i triumfator Ligi Konferencji

Oczywiście każdy będzie miał swój własny ranking zespołów z największego miasta w całej Wielkiej Brytanii. Na czwartym miejscu wskazujemy Orły przede wszystkim ze względu na ligowy staż. Mimo że już od 13 lat rywalizują w angielskiej ekstraklasie, to tylko dwa razy znaleźli się w top 10 stawki – i dwukrotnie zajmowali właśnie 10. miejsce. Ostatecznie nigdy nie nawiązywali walki nawet o najniższe pozycje, dające gwarancję gry w europejskich pucharach. Natomiast nie sposób postrzegać ich jako drużyny, która osiągnęła na własnym podwórku stabilność.

Nie bez znaczenia są też ostatnie sukcesy. Stosunkowo niedawno wygrały one Tarczę Wspólnoty, pokonując w rzutach karnych Liverpool. Zagrać o nią mogły dzięki wcześniejszemu zwycięstwu z Manchesterem City w Pucharze Anglii. A ta wygrana otworzyła Crystal Palace korytarz do triumfu w minionej edycji Ligi Konferencji (choć powinien grać w Lidze Europy, ale przez to, że wystartować w niej miał też Olympique Lyon, który, podobnie do Palace, był powiązany z Johnem Textorem, Anglicy zostali z tego pucharu wykluczeni). Trwa więc właściwie najlepszy okres w jego historii. Do tej pory jedynymi trofeami były te zdobyte w niższych ligach.

Ten sezon jednak rozpoczął się dla londyńskiej ekipy słabo. Po czterech kolejkach Premier League ma ona na koncie zaledwie 3 punkty, przez co zajmuje dopiero 16. miejsce w tabeli. Pokonała jedynie jeszcze gorszy od niej na początku zmagań ligowych Fulham. Porażka z Manchesterem City jeszcze nie dziwi, ale Everton i Ipswich Town zdecydowanie były w jej zasięgu, zwłaszcza, że w pierwszej połowie spotkania z The Toffees nie udokumentowali swojej przewagi, a drugi z zespołów to beniaminek – w tym starciu nie pomógł Axel Disasi, który dostał czerwoną kartkę za brzydki atak na nogę Jacka Clarke’a. Najbliższy rywal Lecha grał też z Middlesbrough w Pucharze Ligi Angielskiej. Z zespołem z Championship wygrał 3:0.

Odnaleźć się w erze post-Glasner

Trudne początki to efekt zmian, które zaszły w klubie w przerwie międzysezonowej. Kontraktu nie przedłużył z nim architekt niedawnych osiągnięć, Oliver Glasner. Na ławce trenerskiej zastąpił go Pierre Sage. Francuz to obiecujący trener, co pokazał już w Ligue 1. To on w ostatnim sezonie zrobił z RC Lens wicemistrza, a także wygrał z nim Puchar Francji. Wcześniej prowadził Olympique Lyon. Sam przeskok z ligi francuskiej do angielskiej wydaje się być jednak wyzwaniem – Premier League ma wysoki próg wejścia. Poza tym na francuskim podwórku prowadził drużyny z czołówki. W Anglii trafił do zupełnie innych realiów.

A realia w Crystal Palace są takie, że podczas okienka transferowego z drużyny odeszło dwóch ważnych piłkarzy. Pierwszy to lider defensywy Maxence Lacroix, który poprzez swoje warunki fizyczne – tężyznę oraz szybkość – stanowił wyzwanie dla rywali. Drugim zaś zawodnikiem jest Miguel Munoz. Kolumbijczyk występował na prawym wahadle i stamtąd dokładał swoją cegiełkę do poczynań ofensywnych Orłów. Obecnej sytuacji drużyny Sage’a nie ułatwiają także kontuzje innych kluczowych zawodników. Środkowy obrońca Chadi Riad zerwał więzadło krzyżowe w kolanie, a do połowy października niedostępni będą Jean-Philippe Mateta, czyli czołowy strzelec, oraz bramkarz Dean Henderson. W kontekście spotkania z Lechem niepewna jest jeszcze sytuacja Ismaili Sarra, który nie przetrenuje zbyt wielu jednostek treningowych, jeśli zostanie uwzględniony w kadrze meczowej.

Póki co za największy problem w ekipie francuskiego szkoleniowca należy wskazać postawę w defensywie. Pod względem liczby straconych goli Londyńczycy są najgorszym zespołem w angielskiej ekstraklasie (11 bramek). Z kolei łączne Xg przeciwko nim wynosi 8.93, co jest drugim najgorszym wynikiem – słabiej broni jedynie Aston Villa. To efekt elektrycznej gry obrońców, którzy dopuszczają do wielu sytuacji bramkowych, nie potrafiąc skutecznie oddalić zagrożenia. Szczególne kłopoty sprawia im radzenie sobie z dośrodkowaniami. Po takich zagraniach dopuścili do straty aż 5 goli.

Lech Poznań z trudnym zadaniem na Selhurst Park

Pomimo wad i defektów francuski szkoleniowiec nadal ma czym straszyć Kolejorza. Ciekawy profil wybieganego wahadłowego ma Tyrick Mitchell, który przeciwko Fulham dwa razy umieścił piłkę w siatce. Kompleksów nie powinien mieć jego kolega z przeciwnej strony boiska, Anan Khalaili – dorównujący osiągami zastępca Munoza. Izraelczyk strzelił nawet debiutanckiego, całkiem ładnego gola z Ipswich. Ofensywę napędzają błyskotliwy Yeremy Pino oraz kreatywny, mający już na koncie 3 asysty Daichi Kamada. Rządzi i dzieli tym wszystkim Adam Wharton, wybijająca się poziomem już ponad swój klub szóstka – skoro rozgrywającym interesował się nim Real Madryt, o czymś to świadczyło.

Pewnym wyznacznikiem tego, jak może przebiegać rywalizacja między Lechem a Crystal Palace, jest wspomniane starcie tych drugich z Middlesbrough. Choć Boro to ekipa z zaplecza Premier League, częściej miała inicjatywę. Dominowała, mimo że grała na wyjeździe Orły pochłaniały presję, by w odpowiednich momentach zadać ciosy z kontrataku – trzykrotnie zrobiły to skutecznie. Skuteczności zabrakło rywalom, co ich zgubiło.

Gdyby więc dłuższymi fragmentami Poznaniacy prowadzili grę, wcale nie musiałoby to być zaskoczenie. Inna sprawa to szanse na zwycięstwo. Te są niewielkie, nawet biorąc pod uwagę dotychczasowe problemy Anglików. Kolejorz nie mierzył się z kimś posiadającym tak dobrych piłkarzy od czasów ćwierćfinału Ligi Konferencji z Fiorentiną. Co nie znaczy, że powinien podejść do starcia tchórzliwie. Wręcz warto wykorzystać bałagan w londyńskiej defensywie. Z jakością ofensywną, jaką dysponują gracze Nielsa Frederiksena, zdobycie przynajmniej jednej bramki wydaje się być obowiązkiem.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img