GKS Katowice przegrał 0:2 z Hapoelem Tel Awiw w pierwszym meczu trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Konferencji. Zespół Rafała Góraka nie potrafił poradzić sobie z pressingiem rywali, a kolejne straty na własnej połowie pozwalały Hapoelowi regularnie zagrażać bramce Gabriela Kobylaka. Przed rewanżem przy Nowej Bukowej katowiczanie znaleźli się w trudnej sytuacji.
Spotkanie rozegrano w Miszkolcu, gdzie Hapoel organizuje swoje mecze w roli gospodarza. Izraelczycy przystąpili do tej rywalizacji po wyeliminowaniu Łudogorca Razgrad. Pierwszy mecz wygrali 2:0, a w rewanżu w Bułgarii obronili przewagę, remisując bezbramkowo. GKS Katowice miał za sobą znacznie bardziej nerwowy dwumecz z MŠK Žilina. Po porażce 1:2 na Słowacji katowiczanie odrobili straty na własnym stadionie. Tym razem poprzeczka została jednak zawieszona wyżej.
Od początku było widać, że Hapoel dobrze przygotował się do sposobu gry GKS-u. Piłkarze ze Śląska są najgroźniejsi, kiedy potrafią wyjść spod pressingu i szybko przenieść piłkę na połowę przeciwnika. W Miszkolcu zupełnie sobie z tym nie radzili. Gospodarze wysoko podchodzili do obrońców i środkowych pomocników GKS-u, zmuszając ich do szybkiego rozegrania. Katowiczanie często wybierali podanie do najbliższego partnera, nawet jeżeli ten również znajdował się pod naciskiem. Zamiast uwolnić się spod pressingu, przenosili problem na kolejnego zawodnika. Kilka takich prób zakończyło się stratami w niebezpiecznych miejscach.
GKS Katowice bez wyjazdowej wygranej od marca
Po przejęciu piłki gospodarze szybko ruszali w kierunku bramki Kobylaka, wykorzystując nie najlepsze ustawienie rywali. GKS sam napędzał ich ataki, tracąc futbolówkę w momentach, gdy wahadłowi i pomocnicy byli już przygotowani do wyjścia do przodu. Problemem nie były wyłącznie błędy techniczne. Brakowało ruchu bez piłki i zawodnika, który potrafiłby przyjąć podanie pod presją, odwrócić się i przyspieszyć akcję. Katowiczanie mieli również kłopot z przeniesieniem gry na połowę rywala. Gdy już udawało się minąć pierwszą linię pressingu, akcje najczęściej zwalniały, a Hapoel zdążał wrócić do ustawienia. Niewiele dawały także próby dłuższych podań. GKS rzadko zbierał drugie piłki, przez co gospodarze szybko odzyskiwali posiadanie. Izraelczycy byli lepiej ustawieni, szybciej reagowali po stracie i znacznie częściej wygrywali walkę o piłkę w środku boiska.
Po przerwie GKS Katowice musiał zagrać odważniej, ale nie potrafił na dłużej zamknąć Hapoelu na jego połowie. Gospodarze mogli pilnować korzystnego wyniku i czekać na kolejne błędy. Ostatecznie zdobyli drugą bramkę i wypracowali sobie solidną przewagę przed rewanżem.bPorażka 0:2 nie kończy jeszcze rywalizacji, ale stawia katowiczan pod ścianą. W rewanżu będą musieli zaatakować od pierwszych minut, a jednocześnie uważać na kontry. Stracony gol może praktycznie przesądzić o losach dwumeczu.
Najważniejsze będzie jednak rozwiązanie problemu, który Hapoel wykorzystał w Miszkolcu. Jeżeli GKS Katowice ponownie nie poradzi sobie z pressingiem i będzie tracił piłkę na własnej połowie, sama większa liczba zawodników w ataku nie wystarczy. W pierwszym spotkaniu Hapoel był konkretniejszy, lepiej zorganizowany i znacznie skuteczniej wykorzystywał słabości przeciwnika. Wynik 2:0 dobrze oddaje różnicę między zespołami tego wieczoru.



