Od soboty nie milknęły echa sytuacji z 53. minuty meczu Lecha Poznań z Cracovią. Chodzi o anulowanie czerwonej kartki Mateusza Lisa, który miał dotknąć piłkę poza polem karnym. Opinia publiczna podzieliła się na dwa obozy – jeden zgadzający się z decyzją arbitra oraz drugi sprzeciwiający się jej. Teraz sytuację wyjaśniło Kolegium Sędziów PZPN.
Wróćmy do okoliczności kontrowersji z meczu w Poznaniu. Mateusz Lis miał złapać piłkę poza polem karnym i w konsekwencji otrzymał od sędziego Damiana Sylwestrzaka czerwoną kartkę. Pracujący przy systemie VAR Łukasz Szczech oraz Bartosz Heinig jednak obejrzeli powtórki, po czym podopowiedzieli mu, że popełnił błąd. Sylwestrzak anulował więc kartkę dla bramkarza i wznowił grę od rzutu sędziowskiego.
Internet zasypały różne screeny odnoszące się do sytuacji. Jedne zdjęcia przedstawiały moment, w którym Lis interweniował. Inne były wizualizacją położenia piłki. Niektóre dyskusje skupiły się właśnie na tym, czy futbolówka znajdowała się nad linią pola karnego, czy nie. Gdyby chodziło o ten przepis, wtedy faktycznie bramkarz zasługiwałby na kartkę o czerwonej barwie.
Problem ze stopklatkami jest jednak taki, że łatwo wybrać nieodpowiedni moment. Przez ostatnie dni kwestia kartonika dla golkipera Kolejorza pozostawała nierozstrzygnięta, ale w końcu otrzymaliśmy oficjalne stanowisko Kolegium Sędziów PZPN.
Mateusz Lis nie złamał reguł
Jak czytamy w oficjalnym komunikacie na stronie Łączy nas piłka:
– Bramkarz, będąc poza polem karnym goni piłkę, za którą podąża również napastnik. Bramkarz chwyta piłkę rękami po odbiciu się jej od klatki piersiowej. Sędzia po konsultacji z asystentem uznaje, że dotknięcie piłki miało miejsce poza polem karnym. Dyktuje rzut wolny bezpośredni i karze winowajcę wykluczeniem (czerwona kartka) za pozbawienie przeciwnika realnej szansy na zdobycie bramki (DOGSO). W tej sytuacji istotne jest położenie piłki. Dotknięcie ręką przez bramkarza części piłki, która wystaje poza pole karne, jest traktowane jako przewinienie.
– Sędzia VAR analizując dokładnie dostępny materiał wideo ocenił, że dotknięcie piłki – najpierw prawą, a następnie lewą dłonią – miało miejsce wewnątrz pola karnego i nad linią pola karnego, która zgodnie z „Przepisami Gry” do niego należy. Dlatego w tej sytuacji nie doszło do naruszenia „Przepisów Gry” – zrewidowało kontrowersję Kolegium Sędziów.
– Stosując protokół VAR w odniesieniu do decyzji związanych z oceną faktów, np. miejsca przewinienia (punktu kontaktu z ręką), miejsca zdarzenia (w polu karnym lub poza nim), wideoweryfikację wykonuje sędzia VAR. Taka sytuacja nie wymaga od arbitra boiskowego obejrzenia powtórki na monitorze – dodała komisja.
Tym razem więc obeszło się tylko na strachu związanym z prawdopodobną grą w dziesiątkę. Jeśli by do tego doszło, Lech znalazłby się w trudnej sytuacji, nie słynie bowiem z umiejętności gry w osłabieniu. Często przegrywał, gdy jego piłkarze musieli przedwcześnie schodzić do szatni przez nieprzepisowe zagrania. W przyszłości lepiej będzie, gdy Lis powstrzyma się od tak ryzykownych interwencji, znajdujących się nomen omen na granicy.



