Pogoń Szczecin przystępuje do nowego sezonu z trenerem, który jeszcze kilka miesięcy temu prowadził Ajax Amsterdam, reprezentantem Węgier na środku obrony, byłym królem strzelców ligi szwajcarskiej w ataku oraz mistrzem świata na lewej stronie boiska. Brzmi jakby luksusowo? Gdyby o wynikach decydowały same życiorysy, w Szczecinie można byłoby już rezerwować miejsce na podium. Rozgrywki 2025/26 brutalnie przypomniały jednak, że znane nazwiska nie gwarantują sukcesu. Portowcy zakończyli rozgrywki na dziewiątym miejscu, zdobywając 45 punktów. Wygrali 13 spotkań, ale ponieśli aż 15 porażek. Do czołowej czwórki stracili dziesięć punktów, a przez sporą część rundy wiosennej zamiast o europejskich pucharach musieli myśleć o zapewnieniu sobie utrzymania. Bilans 47 zdobytych i 49 straconych bramek dobrze oddaje poprzednią kampanię – Pogoń wykazywała spore ambicje, ale nie przełożyła ich na wynik.
Latem 2026 roku plan na sukces został po raz kolejny zmodyfikowany
Zmienił się przede wszystkim człowiek, który ma nadać temu wszystkiemu sens. Óscar García przejął drużynę już po rozpoczęciu przygotowań i dostał miesiąc, aby poznać piłkarzy, wprowadzić własne zasady oraz przygotować zespół do inauguracji przeciwko Legii Warszawa. Thomas Thomasberg nie przetrwał lata, chociaż jeszcze 20 czerwca rozpoczynał z drużyną przygotowania. Dwa dni później przestał pełnić obowiązki pierwszego trenera. Duńczyk poprowadził Pogoń w 26 spotkaniach, z których 11 wygrał, pięć zremisował, a dziesięć przegrał. Wyniki nie broniły go wystarczająco mocno, ale sposób przeprowadzenia zmiany trudno uznać za modelowy. Jeżeli klub nie widział w nim szkoleniowca na kolejny sezon, decyzja powinna zapaść zaraz po zakończeniu poprzednich rozgrywek. Działacze zdecydowali się na zmianę dopiero wtedy, gdy pojawiła się możliwość zatrudnienia Garcíi. Hiszpan podpisał trzyletnią umowę. W swojej karierze pracował między innymi w Maccabi Tel Awiw, Brighton, Watfordzie, Red Bullu Salzburg, Saint-Étienne, Olympiakosie, Celcie Vigo, Stade de Reims oraz OH Leuven. Wiosną prowadził pierwszy zespół Ajaksu. Jego dziesięć spotkań w Amsterdamie przyniosło pięć zwycięstw, trzy remisy i dwie porażki, ale nie wystarczyło do wywalczenia miejsca odpowiadającego ambicjom holenderskiego klubu.
To trener kojarzony z grą opartą na posiadaniu piłki, wysokim ustawieniem i aktywnym odbiorze po stracie. Sam zapowiedział, że Pogoń ma grać ofensywnie, intensywnie i dawać kibicom radość. Problem polega na tym, że przejął drużynę zbudowaną według innych założeń. García przyznał przed startem ligi, że chce zmienić wiele podstawowych elementów, choć większość kadry pozostała taka sama jak w poprzednim sezonie. Na wprowadzenie nowych zachowań dostał kilka tygodni, a nie kilka miesięcy. Nie należy więc oczekiwać, że Pogoń od pierwszej kolejki będzie wyglądała jak gotowy produkt. Początek sezonu może być nierówny, szczególnie że drużyna rozpoczyna rozgrywki spotkaniem z Legią, a następnie zmierzy się między innymi z Cracovią, Jagiellonią i Wisłą Kraków. García będzie musiał zdobywać punkty, jednocześnie przebudowując sposób gry.
Najmniej znaków zapytania znajduje się w drugiej linii
Pogoń sprowadziła Patryka Dziczka, którego zakontraktowano już w styczniu z myślą o kolejnym sezonie. Pomocnik rozegrał dla Piasta Gliwice 175 spotkań, zdobył z nim mistrzostwo Polski i przez ostatnie lata należał do najlepszych ligowych zawodników na swojej pozycji. Potrafi zabezpieczyć przestrzeń przed obrońcami, ale nie ogranicza się do odbiorów. Dobrze czuje się przy rozpoczynaniu akcji i potrafi przyspieszyć grę pionowym podaniem. Obecność Dziczka powinna dać więcej swobody Fredrikowi Ulvestadowi. Norweg był jednym z niewielu zawodników, którzy nie zawiedli w poprzedniej kampanii. W 34 oficjalnych spotkaniach zdobył pięć bramek i zaliczył trzy asysty, ale jego znaczenie wykraczało poza liczby. Potrafił wrócić we własne pole karne, a chwilę później zakończyć akcję po wejściu z drugiej linii. Przy bardziej defensywnie ustawionym partnerze nie będzie musiał wykonywać aż tylu zadań jednocześnie.
Jest jeszcze Kellyn Acosta. Reprezentant Stanów Zjednoczonych dołączył do Pogoni zimą i zdążył rozegrać 11 ligowych spotkań. Pierwsze miesiące były dla niego okresem poznawania zespołu oraz Ekstraklasy, ale podczas letnich przygotowań od początku pracował z nowym trenerem. García może ustawić obok siebie Dziczka i Acostę, wypuścić Ulvestada wyżej albo korzystać z Amerykanina jako bardziej ofensywnej „ósemki”.
W odwodzie pozostają Jan Biegański, Mor Ndiaye, Natan Ława czy Mads Agger. Szczególnie Ława powinien otrzymywać coraz więcej szans. W poprzednim sezonie dziesięć razy pojawiał się na boisku, a teraz ma trenera deklarującego chęć rozwijania młodych zawodników. Nie musi od razu zostać podstawowym pomocnikiem, ale kolejny rok spędzony głównie na ławce byłby stratą zarówno dla niego, jak i dla klubu. Środek pola Pogoni wygląda na szeroki i dobrze zróżnicowany. Pytanie nie dotyczy więc jakości zawodników, tylko sposobu ich ustawienia. Thomasberg często korzystał z kilku piłkarzy o podobnych zadaniach, przez co drużyna miała problem z przyspieszeniem akcji. García musi znaleźć układ, który zapewni zabezpieczenie, ale nie odbierze Pogoni kreatywności.
Latem do Szczecina trafił Jean-Pierre Nsame
To transfer bezpieczny finansowo, ponieważ Kameruńczyk przyszedł po wygaśnięciu umowy z Legią i podpisał roczny kontrakt z opcją przedłużenia. Sportowo jest to ruch znacznie trudniejszy do ocenienia. W Young Boys Nsame należał do najlepszych napastników w historii ligi szwajcarskiej. Zdobył 109 bramek w 175 spotkaniach ligowych, sześciokrotnie sięgał po mistrzostwo i trzy razy zostawał królem strzelców. W Warszawie rozegrał natomiast przez dwa sezony tylko 28 oficjalnych meczów. Strzelił 12 goli, ale wygląda na to, że nie przekonał, by za wszelką cenę próbowano go zatrzymać. Legia Warszawa niby oferowała nowy kontrakt, ale gdy do gry weszła Pogoń Szczecin, zadziwiająco łatwo dobiła targu. Nsame nie będzie gwarantem goli, jeśli koledzy nie będę kreować mu sytuacji bramkowych. To szczególnie istotne po poprzednim sezonie, w którym żaden z napastników nie przekroczył pięciu bramek.
Filip Ćuić zdobył cztery gole w dziesięciu spotkaniach, Rajmund Molnár trzy, a Karol Angielski tylko jednego. Molnár zerwał więzadło krzyżowe i nadal dochodzi do pełnej sprawności. Ćuić dobrze zakończył rozgrywki, lecz rozegrał za mało minut, aby już teraz uznać go za pewnego ligowego strzelca. Angielski ma za sobą sezon z 18 golami w barwach Radomiaka, ale od tamtej kampanii minęły już cztery lata. Napastników jest zatem kilku, ale dziś trudno ocenić który będzie tym najważniejszym.
Grosicki nadal ważny, ale już nie może odpowiadać za wszystko
Kamil Grosicki skończył w czerwcu 38 lat. W poprzednim sezonie we wszystkich rozgrywkach zdobył siedem bramek i zaliczył pięć asyst. Nadal potrafił stworzyć przewagę jednym przyspieszeniem, dośrodkowaniem albo strzałem, ale coraz częściej potrzebował odpoczynku. Wiosną pojawiały się również problemy zdrowotne, a jego forma była nierówna. Pogoń Szeczcin przedłużyła z nim kontrakt i trudno sobie wyobrazić drużynę bez jej kapitana. Nie może jednak w dalszym ciągu uzależniać całej ofensywy od dyspozycji jednego z najstarszych zawodników ligi. García zapowiedział rozsądne zarządzanie zdrowiem Grosickiego, co zapewne oznacza, że nie w każdym spotkaniu będzie rozgrywał pełne 90 minut.
Większa odpowiedzialność spadnie na Paula Mukairu. Nigeryjczyk był najlepszym strzelcem Pogoni w poprzednim sezonie – w 36 oficjalnych występach zdobył osiem bramek. Potrafi grać na obu skrzydłach, ma szybkość i łatwość wchodzenia w pojedynki, ale nadal zbyt często podejmuje złą decyzję w ostatniej fazie akcji. Jeżeli poprawi skuteczność i regularność, może być jednym z największych wygranych pracy z Garcíą. Odejście Sama Greenwooda do Bristol City również tworzy wolne miejsce w ofensywie. Anglik w 20 ligowych meczach zdobył trzy bramki i zanotował dwie asysty. Nie był liderem drużyny, lecz potrafił wystąpić na kilku pozycjach i dać coś nieprzewidywalnego. Po jego transferze Pogoń ma mniej zawodników mogących występować pomiędzy środkiem pola a napastnikiem.
Szalai został, ale obrona nadal wymaga uzupełnienia
Najważniejszym letnim ruchem w defensywie było zatrzymanie Attili Szalaia. Węgier wiosną rozegrał 14 pełnych spotkań i podpisał kontrakt do czerwca 2029 roku. Ma za sobą ponad sto występów dla Fenerbahçe, grę w Bundeslidze i 53 mecze w reprezentacji. W Szczecinie powinien być nie tylko podstawowym stoperem, ale także dowódcą całej formacji. Obok niego najczęściej powinien występować Dimitrios Keramitsis. Grek rozegrał w poprzednim sezonie najwięcej minut spośród środkowych obrońców Pogoni, ale w wieku 22 lat nadal popełnia błędy wynikające z braku doświadczenia. Może się rozwijać przy Szalaiu, jednak klub nie powinien opierać całej defensywy wyłącznie na tej dwójce.
Latem odeszli Danijel Lončar i Leonardo Koutris, którym wygasły umowy. Pierwszy rozegrał w poprzednim sezonie 29 oficjalnych spotkań, drugi 35. CFR Cluj wykupiło natomiast Mariana Huję. W krótkim czasie Pogoń straciła zatem trzech obrońców mających doświadczenie na poziomie Ekstraklasy. Na lewej stronie pozostają Leo Borges i Benjamin Mendy. Francuz przedłużył umowę o rok, chociaż w poprzedniej kampanii rozegrał tylko 11 spotkań. Samo CV mistrza świata nie wystarcza, aby uznać tę pozycję za dobrze zabezpieczoną. Mendy musi przede wszystkim pokazać, że jest w stanie regularnie trenować i grać.
Niewiadomą pozostaje również obsada bramki. Valentin Cojocaru bronił najczęściej i w wielu meczach ratował zespół, ale Pogoń sprowadziła Nikolaosa Botisa. 22-letni Grek ma świetne warunki fizyczne i przeszłość w akademii Interu Mediolan, lecz w seniorskim futbolu zgromadził niewiele doświadczenia. Dla pierwszego zespołu Olympiakosu wystąpił tylko dwukrotnie, za każdym razem w Pucharze Grecji. To ciekawy transfer na przyszłość, niekoniecznie gotowy numer jeden od pierwszej kolejki.
Sparingi nie dały jednoznacznej odpowiedzi
Pogoń Szczecin rozegrała pięć spotkań kontrolnych. Pokonała 3:0 Dynamo Berlin i 2:1 Chrobrego Głogów, przegrała 0:2 z Zagłębiem Lubin, 0:4 z Fenerbahçe oraz 0:1 ze Sturmem Graz. Ostatnie spotkanie trwało 120 minut, a decydująca bramka padła dopiero w 117. minucie. Klęska z Fenerbahçe wyglądała źle, ale turecki zespół był znacznie silniejszy i bardziej zaawansowany w przygotowaniach. Więcej można wyciągnąć z meczu ze Sturmem, w którym Pogoń potrafiła przez długie fragmenty zachować organizację i stworzyć kilka sytuacji. W żadnym z tych spotkań nie było jednak jeszcze widać drużyny w pełni grającej według pomysłu Garcíi. Hiszpan pracował z zespołem przez niespełna miesiąc i sam przyznawał, że nadal ma wiele do poprawy. Sparingi pokazały przede wszystkim, że ofensywa potrzebuje czasu, a obrona nie może sobie pozwolić na pozostawianie dużych przestrzeni po stracie piłki.
Portowcy dysponują kadrę, która powinna zakończyć sezon wyżej niż na dziewiątym miejscu. Dziczek, Ulvestad i Acosta mogą stworzyć jeden z lepszych środków pola w Ekstraklasie. Szalai powinien współtworzyć jakościową defensywę, a Nsame nadal ma umiejętności pozwalające zdobywać ligowe bramki. Do tego dochodzą Grosicki, Mukairu, Ćuić oraz kilku młodych zawodników czekających na większą rolę. Nie jest to jednak zespół bez słabych punktów. Realnym celem powinna być walka o pierwszą piątkę i europejskie puchary. Klubów z podobnymi ambicjami jest jednak więcej, a wiele pytań w Szczecinie nie ma obecnie odpowiedzi. Czy wyklaruje się napastnik, który będzie odpowiadał za strzelanie goli? Jaką wersję Kamila Grosickiego zobaczymy na murawie? Czy Szalai stanie się elementem muru obronnego nie do przebicia? W teorii kadra Pogoni Szczecin prezentuje się luksusowo, ale trudno uczciwie ocenić potencjał tej drużyny. Tutaj naprawdę każdy wynik wydaje się możliwy.



