Radomiak Radom – największa potrzeba to spokój

Gdyby wskazać klub spoza czołówki, który zazwyczaj przed sezonem rozbudza największe nadzieje, wielu mogłoby powiedzieć o Radomiaku Radom. Gdy podczas debiutanckiej kampanii w Ekstraklasie prezes Sławomir Stempniewski zwolnił Dariusza Banasika, architekta sukcesów w postaci awansów z II oraz z I Ligi, był to wyraz ambicji. Choć dość śmiesznie brzmiały pogłoski, że klub był zawiedziony niewłączeniem się do walki o europejskie puchary, drużyna wiosną 2022 roku faktycznie obniżyła loty. Od tamtego czasu postawiono na różne koncepcje, ale każda z nich zawiodła, bo Radomiak od sezonu 2022/2023 nigdy nie skończył zmagań na wyższym miejscu niż 10.

Koniec trenerskich zawirowań?

Szczególnym fiaskiem okazało się zatrudnienie Goncalo Feio, który wszedł w miejsce chcącego opuścić Radom z powodów osobistych Joao Henriquesa. Były trener Legii Warszawa w poprzedniej kampanii ligowej po dobrym starcie jak zwykle zaognił atmosferę w klubie. Również jego właściwy następca Bruno Baltazar (przez moment zespół trenował Kiko Ramirez) pod koniec rozgrywek doprowadził do konfliktów. Dlatego forma Warchołów przedstawiała się jak sinusoida. Feio wzniósł Radomian na 6. miejsce, by w rundzie wiosennej podkopać szanse na dostanie się do rozgrywek europejskich. Następnie Ramirez sprawił, że widmo spadku zaczęło być realne. Baltazar zaś poprawił wyniki na tyle, że początkowo mówienie o grze w Europie nie wydawało się mrzonką. Ostatecznie fatalny finisz, naznaczony konfrontacją pomiędzy portugalskim trenerem, dyrektorem sportowym i asystentem, doprowadził do kolejnej rotacji na ławce trenerskiej.

Teraz z Tomaszem Kaczmarkiem i pomagającym mu Rafałem Grzybem ma być inaczej. Pierwszym szkoleniowcem została osoba, na którą Zieloni czaili się już wiosną. Wtedy Kaczmarek był jednak asystentem trenera NAC Breda i nie udało się dojść do porozumienia z Holendrami w sprawie wyciągnięcia trenera. Los jednak chciał, żeby 41-latek trafił do Radomia. Drużyna z Bredy zaliczyła spadek, więc po sezonie rozstała się z dotychczasowym pracownikiem. Ten przed wyjazdem z Polski trenował Lechię Gdańsk, którą wprowadził do eliminacji Ligi Konferencji. Z kolei Grzyb znamy z nieźle wykonywanej pracy w Jagiellonii Białystok. Jako asystent Adriana Siemieńca świętował przecież mistrzostwo Polski, a także udaną kampanię w Lidze Konferencji – tą z 2025 roku, kiedy Pszczółki dotarły do ćwierćfinału.

Sporo piłkarzy już znanych w Ekstraklasie wzmocniło klub

Gdy patrzymy na listę transferów przychodzących Radomiaka, prezentuje się ona ciekawie. Sprowadzono kilka znajomych na poziomie Ekstraklasy twarzy. Występujący wcześniej przez 5 lat w Lechii Conrado uzupełnił po Joao Pedro lukę na lewej obronie. Brazylijczyk ostatnio występował w rumuńskim SC Otelul Galati, w którym popisywał się skutecznością strzelecką – do siatek rywali trafił 6 razy. Jako back-up dla zbuntowanego Steve’a Kingue (defensor w ogóle nie wrócił z urlopu) ściągnięto Kryspina Szcześniaka. Środkowy obrońca grający do tej pory dla Górnika Zabrze nie był podstawowym wyborem Michala Gasparika, lecz nie przeszkodziło mu to otrzymać od Jana Urbana powołania do reprezentacji Polski. W Radomiu zyska potrzebne minuty, bo Szcześniak w formie należy do wyróżniających się w naszej lidze piłkarzy.

Ponadto na ekstraklasowym poziomie ponownie zaprezentuje się Bartłomiej Gradecki, który stanie w szranki z Filipem Majchrowiczem o rolę pierwszego bramkarza. Wychowanek Wisły Płock zwiększy rywalizację między słupkami. Z dwoma równorzędnymi, naciskającymi na siebie na treningach golkiperami Zielonym powinno być łatwiej. Powrót zaliczył również Filip Koperski. W minonym sezonie grał zaledwie w II Lidze, ale gdy jeszcze reprezentował Lechię, pokazywał wysoki potencjał. Wciąz jest młody, bo ma 22 lata. Znajdując się ponownie pod opieką Tomasza Kaczmarka może wystrzelić z formą. O dwa lata starszy Kacper Karasek liczy zapewne na to samo. Przejście z Termaliki, w której brylował (w I Lidze), do Motoru Lublin okazało się lekkim zderzeniem z rzeczywistością.

Czy ofensywa nie zgubi Radomiaka Radom?

Największy znak zapytania należy postawić przy formacji ofensywnej. Warchoły dysponują jakościowymi technicznie zawodnikami, ale kto po odejściu Mauridesa będzie odpowiadać za trafianie do bramki? Na pewno swoją szansę otrzyma Abdoul Tapsoba, który w zeszłej kampanii zdobył 6 bramek, ale połowę tego dorobku wbił słabej defensywie Lechii. Dał jednak sygnał, że posiada instynkt strzelecki. Z kolei nowy nabytek Fernand Goure podobnie do Burkińczyka niczego nie gwarantuje. Ostatni raz regularnie trafiał w sezonie 2022/2023 na Węgrzech. Nieźle grał jeszcze w DAC Dunajskiej Stredzie, ale ostatnich pobytów w FC Zurich oraz KVC Westerlo nie wspomina najlepiej. Natomiast kiedy mowa o jego profilu, brzmi to obiecująco. Siła, szybkość, wytrzymałość – on to ma.

Sporo obiecujemy sobie po Che Nunnely’im. To wychowanek Ajaxu Amsterdam. Swego czasu uchodził za wielki talent, w młodzieżowych kadrach Holandii rozegrał bowiem aż 65 meczów. Talent pokazał też w pierwszych trzech sezonach od wejścia do Eredivisie. Willem II Tilburg mocno zyskiwało na jego bramkach i asystach. Natomiast po transferze do SC Heerenveen zupełnie przepadł pod kątem liczb. Również w greckiej Super League (w Panserraikos oraz AE Kifisa), gdzie występował w ubiegłych rozgrywkach, nie dawał konkretów. Radomiak zamierza jednak spożytkować jego atuty w postaci operowania na wysokiej intensywności oraz drygu do ofensywnej gry.

W Radomiu potrzebny jest spokój

Mówi się, że sukces rodzi się w bólach, ale Radomiakowi tych bólów już wystarczy. W poprzednim sezonie zawieruchy w gabinetach nie pozwoliły wykorzystać mu w pełni potencjału kadrowego, którym w gruncie rzeczy dysponuje. Oczywiście, daleko drużynie z województwa mazowieckiego do ligowej czołówki, lecz do grupy pościgowej za najniższymi miejscami dającymi europejskie puchary pasuje jak ulał. Przede wszystkim jest stworzona do współczesnego grania, opierającego się w dużej mierze na intensywności. Realizowanie tej filozofii w końcu powinno dać wymierne rezultaty.

Oby tylko mocno na postrzeganie trenera Tomasza Kaczmarka nie wpłynęły niepowodzenia w przedsezonowych sparingach. Warchoły przegrały wszystkie pięć meczów: 2:3 z Hapoelem Beer Sheva, 1:2 z ŁKS-em Łódź, 2:4 z Dynamem Kijów, 1:3 z Legią Warszawa oraz 1:2 z Pogonią Siedlce. Zdecydowanie te wyniki nie są chwalebne, ale taki jest urok meczów towarzyskich. Chodzi w nich w końcu o wypracowanie schematów z myślą, że zwycięstwa mają przyjść w lidze. Trener Kaczmarek potrafił już w niej zafunkcjonować. Po latach doświadczeń zebranych w Holandii stoi przed szansą na odkucie się po nieudanym drugim sezonie w Lechii. Tylko potrzebuje czasu i spokoju.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img