Legia Warszawa, czyli chaos (nie)kontrolowany

Trzynastu. Tylu zawodników z zeszłosezonowej kadry opuści latem Łazienkowską. Powinniśmy nawet napisać „przynajmniej trzynastu”, bowiem w mediach przewijają się nazwiska kolejnych piłkarzy, którzy mieliby odejść. Zasadniczy problem polega na tym, że legioniści, mimo straty sporej grupy zawodników, nie zyskują w zamian większych pieniędzy, a lista wzmocnień pozostaje na razie uboga. Czy przy Łazienkowskiej panują jeszcze nad powstałym chaosem, czy też jest to nieunikniony element przebudowy składu, po której powstanie nowa, silna drużyna gotowa do walki o mistrzostwo?

Czyszczenie kadry było do przewidzenia

Artur Jędrzejczyk, Patryk Kun, Radovan Pankov, Jean-Pierre Nsame, Juergen Elitim. Odejście doświadczonych graczy, którym kończył się kontrakt w klubie, było do przewidzenia. Oczywiście moglibyśmy w tym miejscu analizować, czy lepszym rozwiązaniem nie byłoby zatrzymanie kameruńskiego napastnika, ale wygląda na to, że przy Łazienkowskiej wyselekcjonowano, kogo warto zatrzymać — czytaj: warunki dalszej współpracy są korzystne sportowo i finansowo — a kto ma zbyt duże oczekiwania lub po prostu nie będzie już dawać drużynie tyle, ile może dać potencjalny następca.

REKLAMA

Zadziwiająca jest jednak lista stosunkowo młodych graczy, którzy żegnają się z Legią. Jakub Adkonis, Pascal Mozie, Kacper Urbański, a nawet Kacper Tobiasz — wygląda na to, że stołeczny klub nie zarobi złotówki na ich odejściu. Nie znamy zapisów umowy między Urbańskim i Górnikiem Zabrze, ale dziś nie ma żadnej informacji, by Legia Warszawa zagwarantowała sobie jakąkolwiek klauzulę na wypadek, gdyby były reprezentant Polski odbudował się na Śląsku. Ktoś mógłby powiedzieć, że nie ma co liczyć na cuda, bo nikt nie zapłaciłby za Moziego czy Adkonisa większych pieniędzy. Pamiętajmy jednak, że w tym samym czasie Lech Poznań sprzedał Kornela Lismana do Venezii za około 2,5 mln euro. Legia Warszawa latem 2026 zyskała 1,5 mln euro na sprzedaży Sergio Barcii i na tym lista oficjalnych zysków się zamyka.

Młodzi piłkarze są najlepszą inwestycją dla polskich klubów

Wielokrotnie pisaliśmy o tym w kontekście rodzimych klubów w europejskich pucharach. Często za sukces uważamy sam start w fazie grupowej czy ostatnio fazie ligowej Ligi Konferencji, gdzie realnie więcej można zarobić na wypromowaniu i sprzedaży własnych graczy niż środkach za udział w rozgrywkach. Najlepszy przykład — Jagiellonia Białystok i Oskar Pietuszewski, a ostatnio Bartosz Mazurek.

Legia Warszawa nie zagra w najbliższym sezonie w europejskich pucharach. Wydawało się, że to optymalny moment, by wprowadzać do gry Jana Leszczyńskiego, Pascala Moziego, Jakuba Żewłakowa, Samuela Kovacika i wielu innych. Tymczasem do klubu trafili 32-letni Zoran Arsenić oraz 31-letni Ivan Brkić. Chwalić można jedynie sprowadzenie 24-letniego Łukasza Zjawińskiego, który ma duży potencjał sprzedażowy. To będzie jednak jeden z nielicznych zawodników w kadrze Legii o takim statusie. Trudno uznać taką politykę kadrową za przyszłościową. Nie wiemy, ile Borussia M’gladbach zaoferowała za Jana Leszczyńskiego, ale sprzedaż poniżej 2,5 mln euro będzie złym pomysłem. To banał, ale Legia Warszawa powinna promować i sprzedawać w optymalnym momencie, a nie wtedy, kiedy musi cokolwiek zarobić. Dziś wygląda to tak, jakby przy Łazienkowskiej szukali kwadratowych jaj, a jednocześnie oddawali potencjalne perły. Nawet jeśli uda się osiągnąć sukces sportowy, klubowy budżet mocno na takiej polityce ucierpi.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    Droga na Mundial - książka Mistrzów Polski

    48 reprezentacji. 48 historii. 300 stron autorskich analiz, felietonów i anegdot.

    Przeczytaj o naszej książce →

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ