Kamil Glik szykuje się do pożegnania z boiskiem, ale wciąż nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Cracovia oficjalnie poinformowała, że doświadczony obrońca przedłużył kontrakt z klubem do końca sezonu 2026/2027. Jednocześnie „Pasy” zaznaczyły, że będzie to ostatni rozdział w karierze 38-letniego stopera. Klub określił ten ruch jako „ostatni taniec” jednego z najważniejszych polskich piłkarzy XXI wieku.
Glik trafił do Cracovii latem 2023 roku po zakończeniu przygody z Benevento. Jego powrót do Ekstraklasy był wtedy jednym z głośniejszych ruchów w lidze. W Krakowie miał zostać liderem defensywy, doświadczeniem bił bowiem na głowę pozostałych ekstraklasowych obrońców. Nie wszystko jednak ułożyło się idealnie. W ostatnich sezonach 103-krotny reprezentant Polski musiał mierzyć się z problemami zdrowotnymi, przez co jego rola na boisku nie zawsze była tak duża, jak można było zakładać w momencie podpisywania kontraktu. Mimo tego Cracovia zdecydowała się zatrzymać Glika na jeszcze jeden sezon. To ruch, który należy czytać szerzej niż tylko przez liczbę rozegranych minut. Dla „Pasów” to nadal zawodnik o ogromnym autorytecie w szatni, z doświadczeniem z Serie A, Ligue 1, europejskich pucharów i reprezentacji Polski. Glik ma za sobą występy na wielkich turniejach, mistrzostwo Francji z AS Monaco oraz ponad sto meczów w narodowych barwach.
Cracovia jeszcze nie żegna się z Glikiem
Sportowo nie jest to już oczywiście ten sam piłkarz, który w najlepszych latach był filarem Torino, Monaco czy reprezentacji Adama Nawałki. Cracovia nie przedłuża kontraktu z zawodnikiem w prime, tylko z bardzo doświadczonym obrońcą, który może pomóc drużynie w określonych momentach i utrzymać standard pracy w szatni. Glik nadal może być użyteczny, ale jego rola prawdopodobnie będzie zależała od zdrowia, formy i tego, jak Cracovia zbuduje środek obrony na sezon 2026/27.
Nowa umowa oznacza, że kibice Ekstraklasy zobaczą jeszcze jeden sezon zawodnika, który przez lata był symbolem twardej, bezkompromisowej defensywy. Dla samego Glika to szansa, by pożegnać się z boiskiem na własnych zasadach — nie po kontuzji, nie po cichym wygaśnięciu kontraktu, ale po pełnym sezonie w polskim klubie. Pozostaje trzymać kciuki, by kwestie zdrowotne nie okazały się największą przeszkodą, która ograniczny ten plan.

