Gdy Jan Urban w lipcu poprzedniego roku został wybrany na selekcjonera reprezentacji Polski, decyzja ta nie wywoływała większych wątpliwości. Były trener m.in. Górnika Zabrze był oczywistym kandydatem na następcę Michała Probierza. Wśród opinii publicznej panowało przekonanie, że to najlepszy wybór, aby szybko podnieść reprezentację z kryzysu. Początkowo na Urbana nie spływała większa krytyka. Wszystko było przejmowane ze zrozumieniem. Z czasem jednak media zaczęły coraz więcej decyzji selekcjonera kwestionować. Z kolei Urban, który początkowo wydawał się odcinać od wszelkiego rodzaju podpowiedzi, zaczął działać odrobinę pod publikę. Tak jakby zaczął ulegać presji dziennikarzy i ekspertów.
Mecz z Ukrainą jako sparing
Niedawno zakończone zgrupowanie dla piłkarzy i samego selekcjonera było najbardziej niepotrzebnym od długiego czasu. Podczas gdy inne reprezentacje szykują się do mundialu i mecze towarzyskie są przetarciem przed turniejem, dla większości naszych reprezentantów te dwa spotkania były mało przyjemnym obowiązkiem, który trzeba odbębnić przed wakacjami i po długim sezonie klubowym. Oczywiście, dla niektórych piłkarzy była to szansa na debiut w reprezentacji pokazanie się selekcjonerowi. Urban powołał wielu piłkarzy, na których wcześniej nie stawiał. Tym samym wysłał sygnał, że w tych dwóch meczach chce przede wszystkim przetestować nowe rozwiązania.
Skład na mecz z Ukrainą również wskazywał na to, że głównym celem nie jest zwycięstwo, a sprawdzenie nowych zawodników. W porównaniu do spotkania ze Szwecją selekcjoner dokonał pięciu zmian w wyjściowej jedenastce. Po raz pierwszy od początku mieli okazję zagrać Arkadiusz Pyrka oraz Oskar Pietuszewski. Ponadto w przerwie Urban wymienił pięciu piłkarzy, z czego dwóch – Oskar Wójcik i Mateusz Żukowski – debiutowało w kadrze. Po 15 minutach drugiej połowy na boisku pojawiła się kolejna nowa twarz – Norbert Wojtuszek oraz stawiający pierwsze kroki w reprezentacji Filip Rózga. W 74. minucie z kolei na murawę wszedł czwarty debiutant – Kacper Potulski.
Jan Urban zetknął się z krytyką
Wszystko to oraz sama postawa piłkarzy na boisku, którzy przy niekorzystnym wyniku nie sprawiali wrażenia, jakby chcieli doprowadzić do remisu sugerowało, że to nie końcowy rezultat był najważniejszy. Mimo, że pierwsza połowa nie była najgorsza, to w drugiej – po wielu zmianach – nasza gra przestała się kleić. Po spotkaniu Jan Urban oraz piłkarze musieli zmierzyć się z krytyką. Zawodnikom zarzucano głównie brak zaangażowania, a selekcjonerowi złe zarządzanie meczem. Po przerwie Urban posłał zbyt dużą liczbę nowych piłkarzy na boisko w tym samym momencie.
Można się zastanawiać, jaki sens ma testowanie nowych piłkarzy, kiedy na boisku nie ma liderów i najważniejszych piłkarzy reprezentacji (Robert Lewandowski i Piotr Zieliński) oraz gdy połowa składu gra ze sobą dopiero pierwszy raz. Nic dziwnego, że gra Polaków w drugiej połowie starcia z Ukrainą wyglądała tak słabo. Urban miał na celu dać szansę debiutantom i to zrobił. Jednak, biorąc pod uwagę warunki w jakich musieli oni występować, ciężko było ocenić ich przydatność w kontekście ich reprezentacyjnej przyszłości. Selekcjoner zadziałał trochę na zasadzie, żeby nagrodzić poszczególnych piłkarzy za dobry sezon i wysłać sygnał, że są w kręgu zainteresowania.
Inna stawka meczu z Nigerią
Po nieudanym starciu z Ukrainą i krytyką, jaka spotkała naszą reprezentację, Jan Urban do spotkania z Nigerią podszedł zupełnie inaczej. Tym razem dla selekcjonera znacznie ważniejszy był wynik i rozegrał to, tak jakby rzeczywiście był to mecz o stawkę. Być może trener wiedział, że potencjalna trzecia porażka z rzędu nie wpłynie dobrze na jego reputację wśród opinii publicznej. Dwa przegrane mecze przed własną publicznością po nieudanych barażach o mundial nie wpłynęłyby dobrze na postrzeganie reprezentacji. Dlatego też Urban chciał koniecznie pożegnać się z kibicami zwycięstwem.
Reprezentacja Polski wyszła na ten mecz w składzie zbliżonym do podstawowego. Porównując tę jedenastkę do tej z rywalizacji ze Szwecją selekcjoner dokonał tylko dwóch zmian, z czego jedna była wymuszona nieobecnością Matty’ego Casha. Więcej jednak o nastawieniu na wynik powiedziały decyzje trenera w trakcie spotkania. Podczas gdy nasi rywale już w przerwie dokonali siedmiu zmian, Jan Urban aż do 82. minuty wymienił tylko dwóch piłkarzy. Ponadto cały mecz rozegrał 37-letni Robert Lewandowski. Finalnie i tak nie udało się wygrać, a remis kapitalnym strzałem z dystansu dopiero w ostatniej akcji meczu uratował Przemysław Wiśniewski.
Niemniej jednak, reprezentacja Polski zostawiła o niebo lepsze wrażenie niż po spotkaniu trzy dni wcześniej we Wrocławiu. Według danych z Flaschscore oddaliśmy więcej strzałów, częściej uderzyliśmy w światło bramki oraz stworzyliśmy kilka dogodnych szans, których nie udało się wykorzystać. Gdyby nasi zawodnicy byli bardziej skuteczni, przed porażką nie musiałby nas ratować strzał życia środkowego obrońcy. Oczywiście, w naszej grze wciąż było wiele do poprawy. Na tle Nigerii, która przyjechała do Polski bez swoich największych gwiazd (Victora Osimhena, Ademoli Lookmana, Samuela Chukwueze, Alexa Iwobiego) oraz w przerwie wymieniła siedmiu piłkarzy, wcale nie wyglądaliśmy na lepszy piłkarsko zespół.
Jan Urban uległ presji?
Nie dowiemy się, czy taki był plan, aby w starciu z Ukrainą sprawdzić debiutantów, a przeciwko Nigerii zagrać na galowo. Można jednak przypuszczać, że po krytyce, która wylała się na reprezentację Polski po pierwszym meczu, Jan Urban chciał uspokoić nastroje i pod wpływem presji opinii publicznej zmienił koncepcję na rozegranie drugiego spotkania. Na początku swojej kadencji nowy selekcjoner wydawał się być odporny na różnego rodzaju podpowiedzi mediów i ekspertów. Można jednak odnieść wrażenie, że z czasem coraz więcej jego decyzji jest podyktowana zdaniem opinii publicznej. Oczywiście, Urban nadal przy wielu kwestiach stoi przy własnym zdaniu, jak choćby powołaniach czy ustawieniu z trójką stoperów. Niemniej jednak, mecz z Nigerią to nie jedyny przykład, kiedy selekcjoner uległ presji opinii publicznej.
Urban jeszcze jesienią bagatelizował dobrą formę Oskara Pietuszewskiego, nie powołując go do pierwszej reprezentacji. Jednak w marcu podczas meczów barażowych to właśnie ówczesny 17-latek był pierwszym zawodnikiem do wejścia z ławki. Trener nieco na siłę próbował upchnąć go w składzie, mimo że w naszym ustawieniu nie ma jego nominalnej pozycji skrzydłowego. Głównym zarzutem natomiast do Urbana po barażach był brak w składzie nominalnego defensywnego pomocnika. Mimo, że przeciwko Szwecji środek pola w osobach Piotra Zielińskiego i Sebastiana Szymańskiego funkcjonował dobrze, selekcjoner na czerwcowe mecze zmienił koncepcję. Zawodnik Stade Rennes w obu spotkaniach został przesunięty wyżej na pozycję ofensywnego pomocnika, a jego miejsce zajęli piłkarze o charakterystyce bardziej defensywnej. W pierwszym spotkaniu był to Jakub Piotrowski, a w drugim typowy defensywny pomocnik Bartosz Slisz.
Dylemat selekcjonera
Nie wiemy, jak duży wpływ na wspomniane decyzje Urbana miała opinia publiczna, a na ile była to refleksja całego sztabu. Niemniej jednak, nasuwa się tutaj pytanie czy trener powinien kierować się zdaniem mediów. W końcu nieprzypadkowo to on jest selekcjonerem. To on zna się na piłce lepiej niż dziennikarze czy eksperci. To on wraz ze sztabem oglądają każdy mecz naszych reprezentantów oraz piłkarzy będących w kręgu zainteresowania. To oni najlepiej znają tych zawodników i dlatego też sami powinni podejmować decyzje. Z drugiej strony opinia dziennikarzy też może być pomocna. Przykład Kacpra Potulskiego w spotkaniu z Nigerią udowodnił, że sprawdzanie nowych piłkarzy w otoczeniu podstawowych zawodników pozwala bardziej miarodajnie ocenić ich przydatność. Ten sam mecz pokazał również, że obecność typowego defensywnego pomocnika na boisku pozwala nam lepiej zabezpieczać kontrataki rywala.
Ponadto Jan Urban musi pamiętać, że ostatni selekcjonerzy byli zwalniani w dużej mierze w wyniku napiętej atmosfery wokół reprezentacji. Tak było m.in. w przypadku Michała Probierza, który nie miał najlepszych rezultatów, jednak ostatecznie pogrążyła go decyzja o odebraniu opaski kapitańskiej Lewandowskiemu. Z Czesławem Michniewiczem pożegnano się z kolei w wyniku afery premiowej i nieatrakcyjnego stylu gry pomimo tego, że kilka dni wcześniej awansował do 1/8 finału Mistrzostw Świata. Jerzy Brzęczek również – pomimo awansu na Euro i wygrania grupy eliminacyjnej – stracił pracę ze względu na nienajlepszą atmosferę wokół kadry oraz defensywny sposób gry. Urban musi więc pamiętać, że ze zdaniem opinii publicznej trzeba sie liczyć. To media w dużej mierze budują atmosferę wokół reprezentacji i pośrednio wpływają na decyzje najważniejszych osób w polskiej piłce.

