Widzew Łódź próbuje wykorzystać spadek Lechii Gdańsk. Według informacji Piotra Koźmińskiego z Goal.pl łodzianie prowadzą rozmowy z gdańskim klubem w sprawie możliwego angażu Tomáša Bobčka, Camilo Meny oraz Iwana Żelizki. Dziennikarz sugeruje nawet kwotę – około 25 mln euro, co wydaje się abstrakcją.
Najgłośniejszy z tej trójki jest Tomáš Bobček. Słowacki napastnik został królem strzelców Ekstraklasy, kończąc sezon z 20 bramkami i 6 asystami. W normalnych okolicznościach byłby dla polskiego klubu bardzo trudny do wyjęcia. Spadek Lechii zmienia jednak sytuację. Gdańszczanie mogą oczywiście próbować twardo negocjować, ale utrzymanie takiego zawodnika na zapleczu ligi byłoby dla nich dużym obciążeniem. Dla Widzewa Bobček byłby ruchem pod konkretny problem. Łodzianie w poprzednim sezonie dużo wydali, mieli duże ambicje, a i tak do końca musieli martwić się o utrzymanie. Jeśli klub chce zrobić krok do przodu, potrzebuje klasowego napastnika. Bobček wydaje się kuszącym wyborem, ale zainteresowanie zagranicznych klubów z pewnością podbije cenę, a i Lechia raczej nie zamierza robić dla nikogo promocji.
Widzew Łódź zagląda do Gdańska
Drugim zawodnikiem jest Camilo Mena. Kolumbijczyk od dawna uchodził w Lechii za piłkarza z dużą dynamiką i sporym potencjałem sprzedażowym. Nie zawsze był regularny, ale potrafił dać przewagę na skrzydle. Widzew potrzebuje właśnie takich profili, ale musi pamiętać o jednym — Mena to piłkarz spadkowicza. Trzecim nazwiskiem jest Iwan Żelizko. Ukrainiec ma za sobą solidny sezon indywidualny. Jak na defensywnego pomocnika dawał sporo konkretów pod bramką rywala, a jednocześnie był jednym z piłkarzy odpowiadających za równowagę w środku pola. W poprzednich tygodniach łączono go nawet z Szachtarem Donieck, więc trudno zakładać, że Widzew będzie jedynym chętnym.
Cała operacja byłaby jednak droga. Lechia spadła, ale nie musi oddawać najlepszych piłkarzy za pierwszą rozsądną ofertę. Bobček, Mena i Żelizko mają wartość nie tylko w Polsce. Widzew ma pieniądze, ale po ostatnich oknach powinien być ostrożniejszy. Cała trójka nie będzie dostępna „po taniości”, a przecież mowa o spadkowiczach z ligi. Trudno wierzyć, że Lechia Gdańsk miała piłkarzy bez skazy i spadła „z przypadku”. Jeśli Widzew Łódź dostanie szansę angażu wyżej wymienionych graczy po rozsądnej cenie — warto. 25 mln euro, o których wspomina Piotr Koźmiński? Umówmy się, w Łodzi nie są na tyle szaleni, by tak łatwo przepalać kasę.

