Arka Gdynia od początku tego sezonu nie potrafi punktować w meczach wyjazdowych, ale znakomicie radzi sobie grając u siebie. Każda drużyna zmierzająca na północ Polski nastawia się na trudną przeprawę. GKS Katowice wiedział, że czekać ich będzie ciężki pojedynek, do czego zdecydowanie przyczyniła się również murawa, a raczej to, co próbowało dziś boisko imitować.
Błyskawiczny początek przyjezdnych
Kibice nie zdążyli jeszcze w komplecie zasiąść na trybunach, a ekipa ze Śląska już mogła cieszyć się ze strzelonego gola. Mateusz Wdowiak wykorzystał świetne podanie w pole karne po niepotrzebnej stracie na swojej połowie w wykonaniu Arki i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Gieksa miała dobry wynik i liczyła, że uda im się kontrolować przebieg meczu. Żółto-niebiescy mieli jednak zupełnie inny pomysł na to spotkanie.
Gospodarze szybko wzięli się za odrabianie strat. Najpierw w 32. minucie meczu do siatki na 1:1 trafił Michał Marcjanik. Gdy wydawało się, że połowa zakończy wynikiem remisowym, Nazariy Rusyn tuż przed przerwą wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Michał Szwarga i jego podopieczni mieli zatem swój upragniony wynik, ale też 45 minut ciężkiej walki przed sobą.
Obrona Często… Gdyni
W drugiej odsłonie meczu widać było, że żółto-niebiescy zainteresowani są po prostu utrzymaniem cennego zwycięstwa za wszelką cenę. W grze w piłkę nie pomagało również boisko, które tego dnia było w dosłownie opłakanym stanie. Nie da się operować futbolówką na murawie wyglądającej w ten sposób. Gra na czymś takim jest również zwyczajnie niebezpieczna, a liga na przyszłość nie powinna w ogóle dopuszczać do rozgrywania starć na czymś takim, bo boiskiem trudno jest to nazwać.
Zarówno GKS Katowice jak i Arka mieli swoje okazje w drugiej części, ale wszelkie próby były niweczone, albo przez właśnie niekontrolowany odskok piłki na boisku, albo przez brak precyzji. Finalnie, sędzia zagwizdał po raz ostatni, a stadion odetchnął z ulgą.
Mimo wszystko, gdynianie pokazali ogromny charakter. wyrwali sobie te trzy punkty udowadniając, że w meczach domowych ciężko jest znaleźć na nich sposób. Trybuny kolejny raz poniosły zawodników do trzech oczek, które pozwolą im na chwilę odetchnąć i wyciągnąć głowę spod tafli wody. Tabela w tym sezonie jest tak bardzo zagęszczoną, że spokój daje tu dopiero dwa, trzy zwycięstwa z rzędu, ale tych próżno szukać u którejkolwiek ekipie w lidze. Tym razem się udało, ale jeśli Ekstraklasa ma pojawić się w Gdyni na dłużej niż rok, to musi zacząć punktować również w meczach wyjazdowych.
