Presja na mistrzostwo zaczyna paraliżować Arsenal

W 2026 roku Arsenal zdobył tylko 13 z 24 możliwych punktów. Gdy wydawało się, że Kanonierzy mają prostą drogę do mistrzostwa Anglii, sami zaczęli rzucać sobie kłody pod nogi. Od kilku tygodniw lidze nie prezentują się na miarę faworyta do zdobycia tytułu, a kibice coraz bardziej mogą obawiać się czarnego scenariuszu, w którym ich ulubieńcy znowu potykają się na ostatniej prostej i kończą sezon z pustymi rękoma.

Największym przeciwnikiem Arsenalu jest… Arsenal

Arsenal od początku sezonu był zespołem wyraźnie lepszym od konkurencji i faworytem do mistrzostwa Anglii. Pokazywała to nie tylko sytuacja w tabeli, ale także bardziej zaawansowane statystyki. Według tabeli punktów oczekiwanych na stronie Understat Kanonierzy – mający jeden mecz rozegrany więcej od reszty – obecnie „powinni” mieć 9 punktów przewagi nad drugim Manchesterem City (co niekoniecznie świadczy o niesamowitej sile zespołu Artety, a bardziej o słabości innych, tudzież wyrównanej lidze). Pozostając nadal w klimacie oczekiwanych statystyk, możemy wziąć pod uwagę różnicę pomiędzy golami oczekiwanymi, jakie kreuje zespół (xG), a golami oczekiwanymi, na jakie pozwala przeciwnikom (xGC). Arsenal w przeliczeniu na mecz tworzy sytuacje lepsze od rywali o 1,19 xG, co jest dużą przewagą nad drugim w tej statystyce Manchesterem City, który ten wskaźnik ma na poziomie 0,76 xG.

REKLAMA

Statystyka goli oczekiwanych oraz liczba rzeczywistych punktów potwierdzają to co widzieliśmy na boisku. Arsenal przez większość sezonu jest najlepszym zespołem w Premier League i jeśli ma przegrać tytuł to tylko sam ze sobą, gdyby w pewnym momencie ich forma drastycznie spadła. Można odnieść wrażenie, że to właśnie zaczyna się dziać. Od kilku tygodni Kanonierzy nie grają na swoim optymalnym poziomie i nie prezentują się, jak przystało na zespół będący murowanym faworytem do mistrzostwa Anglii. Nie dość, że zespół Mikela Artety zaczął regularnie tracić punkty ,to brak zwycięstw nie wynika z przypadku. Kanonierzy rozegrali słabą drugą połowę z Liverpoolem (0:0). Z Manchesterem United (2:3) po objęciu prowadzenia stracili swoje atuty. Mecz z Brentford (1:1) poza początkowym kwadransem drugiej połowy był w ich wykonaniu bardzo kiepski, a kulminacją był środowy mecz z Wolves.

Dramat na Molineux

Na Molineux rozegrał się prawdziwy dramat dla Mikela Artety i jego podopiecznych, ale sami piłkarze się do tego przyczynili. Na boisku ostatniej drużyny tabeli, która w 26 meczach zdobyła 9 punktów i już przygotowuje się do rozpoczęcia następnego sezonu w Championship Arsenal wypuścił dwubramkowe prowadzenie i tylko zremisował (2:2). Początek meczu był taki jaki być powinien. Lider tabeli zdominował słabszego kadrowo przeciwnika, szybko objął prowadzenie i początkowo nieźle nim zarządzał. Po zmianie stron na boisko wyszedł jednak zespół nie do poznania. Wprawdzie w 56. minucie goście podwyższyli na 2:0 (co absolutnie nie wynikało z posiadania przewagi nad rywalem), ale przez całą drugą połowę swoimi działaniami wręcz wbijali zawodnikom Wilków do głowy, że mogą nawiązać z nimi walkę. Rzućmy okiem na statystyki z samej drugiej części spotkania:

  • Strzały: Wolves 3-3 Arsenal
  • Strzały celne: Wolves 2-1 Arsenal
  • Duże sytuacje (big chances): Wolves 1-1 Arsenal
  • Gole oczekiwane (xG): Wolves 0,23 – 0,49 Arsenal
  • Kontakty z piłką w polu karnym: Wolves 7-8 Arsenal
  • Posiadanie piłki: Wolves 51% – 49% Arsenal
  • Podania na połowie przeciwnika: Wolves 92-108 Arsenal

Po zmianie stron Arsenal dostosował się poziomem do Wolverhampton i spotkanie wyglądało jak starcie dwóch zespołów ze strefy spadkowej.

Przyczyny zapaści

Przyczyn takiej zapaści Arsenalu w ostatnich tygodniach, a w szczególności na Molineux nie upatrywalibyśmy w żadnych elementach czysto sportowych. W kontekście oceny potencjału zespołu zdarza nam się używać metafory z sufitem i podłogą. Sufit oznacza szczyt, na jaki może wdrapać się zespół w swoim najlepszym dniu, natomiast podłoga jest odwrotnością, czyli najgorszym możliwym występem drużyny. Mikel Arteta budował Arsenal z myślą o jak najwyższym ustawieniu podłogi. Chciał, aby zespół był odporny na kryzysy i problemy kadrowe. Nie schodził poniżej pewnego, całkiem wysokiego, poziomu mimo różnych trudności, co miała gwarantować najbardziej stabilna defensywa w Premier League. Na przestrzeni całego sezonu podłoga Kanonierów rzeczywiście była ustawiona zdecydowanie najwyżej w lidze.

Dlatego wypuszczenie dwubramkowego prowadzenia w 40 minut (liczymy z doliczonym czasem gry) przeciwko ostatniej drużynie w tabeli to naszym zdaniem przede wszystkim problem mentalny. Arsenal nie miał prawa zagrać tak fatalnej drugiej połowy, gdyby mental piłkarzy znajdował się na minimalnym akceptowalnym poziomie. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że zespół nagle nie potrafi dłużej utrzymać się przy piłce? Że panikuje pod pressingiem przeciwnika? Piłkarze nie potrafią celnie podać, gdy są naciskani przez rywala? Że cofają się całym zespołem na własną połowę i zapraszają przeciwników do dośrodkowania piłki w pole karne?Zaczynają wybijać piłkę na uwolnienie? Że sami sobie przeszkadzają we własnej szesnastce i w efekcie prezentują rywalowi gola?

Zresztą, w tym nieszczęsnym 2026 roku regularnie gubiący punkty w lidze Arsenal w pozostałych rozgrywkach… jest bezbłędny. Przejście dwóch rund w Pucharze Anglii z przeciwnikami z niższych lig było oczywiście obowiązkiem, ale już dwa zwycięstwa w półfinałowym dwumeczu Pucharu Ligi z Chelsea oraz wyjazdowa wygrana w LM z Interem, który wygrał 11 z 13 pozostałych ostatnich meczów, to nie są wyniki, które osiągają zespoły będące w dołku.

Arsenal zaczuna odczuwać presję na mistrzostwo

W ostatnich tygodniach po piłkarzach Arsenalu widać, że ogromna presja na zdobycie tytułu zaczyna ich paralizować. Ciśnienie na mistrzostwo jest bardzo duże ze względu na historię zespołu prowadzonego przez Mikela Artetę. W każdym z ostatnich trzech sezonów Kanonierzy zdobywali wicemistrzostwo, a dwukrotnie przegrali wyścigu o tytuł z Manchesterem City na ostatniej prostej. Rok temu byli w półfinale Ligi Mistrzów, a dwa lata temu osiągnęli ćwierćfinał w tych rozgrywkach. Już czwarty sezon z rzędu, należą do wąskiego grona najlepszych zespołów na świecie, ale w tym okresie poza Tarczą Wspólnoty – która nie jest traktowana jako pełnoprawne trofeum – nie wrzucili nic do gabloty. Każdy sezon kończyli z pustymi rękoma i sporym niedosytem, że nie udało się doprowadzić spraw do końca.

To oddziałuje na zespół. Piłkarze mogą zarzekać się, ze nie czytają mediów, ale tak naprawdę każdy wie, co się dzieje w przestrzeni internetowej i jak mocne jest przekonanie opinii publicznej o kruchej mentalności Arsenalu w kluczowym momencie sezonu. Porównując grę Kanonierów z pierwszej połowy sezonu oraz z ostatnich tygodni widać, że coś się zmieniło. Można odnieść wrażenie, że w zespole nastąpił wyraźny spadek pewności siebie, zwłaszcza w momentach, gdy obejmują prowadzenie. Piłkarze za bardzo grają emocjami, a za mało ich działaniach chłodnej głowy, o czym po meczu z Wolves mówił trener. To z kolei przekłada się na utratę kontroli nad meczem, a przecież to fundament filozofii Mikela Artety. Arsenal musi wcisnąć przycisk „RESET” i wrócić na odpowiednie tory, aby utrzymać przewagę w wyścigu o mistrzostwo Anglii. W tym przypadku właściwe jest stwierdzenie, że wszystko niekoniecznie w nogach, a przede wszystkim w głowach piłkarzy.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,423FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ