Szanowni Państwo, ja jestem w stanie wiele zrozumieć. Naprawdę jestem w stanie zrozumieć absolutnie wszystko. Jako człowiek, który jednak już trochę, mimo swojego młodego wieku, widział, mogę zaakceptować, że w życiu potrafią być naprawdę różne sytuacje. A ktoś może mieć pomysł, który nie zawsze okaże się za mądry.
No i ktoś może teraz powiedzieć, że ten temat zostanie poruszony, by dokopać Legii. Ktoś może mieć i tym temacie trochę racji, ale przypominam, że gdy Sandecja Nowy Sącz na swoją maskotkę chciała przepchnąć ogórka, to też miała nie lada przekopkę. O Radomiaku i jego herbie, który dla wielu wygląda jak w sumie nie wiadomo co, też wiele artykułów napisano. Musiało to wyglądać mniej więcej tak:
- Warszawa, siedziba Legii, 2026 rok, dokładna data nieznana:
- Dział marketingu: Panie Prezesie, mamy pomysł.
- Prezes: Cicho, mam tu poważny problem.
- DM: To znaczy?
- P: Jak to k*** „to znaczy”!? Drużyna w dole tabeli i w sumie ratuje nas to, że innym też słabo idzie. Księgowa to już mnie po pokojach gania, bo Excel bardziej czerwony niż Rosja w 1917 r., a do tego kibice grożą, że nas, tu cytat, „za***bią” jak spadniemy. Mało?
- DM: Właśnie ja w tej sprawie. Mamy pomysł jak to załagodzić i przy okazji zarobić.
- P: Dawaj.
- DM: Zrobimy reklamę, że będziemy gotowi do walki, za naszą stolicę.
- P: No.
- DM: A piłkarz będzie wrzeszczał, jakby chciał się zemścić.
- P: No?
- DM: No a na koniec damy jakąś zupkę chińską, że lokowanie produktu.
- P: No!?
- DM: No i, że niby reklama, a, niby że walczymy do końca.
- P: …i tyle?
- DM: No, tak.
- P: ………..kurde faja, świetny pomysł, robimy to, sklejasz akcję?
Chciałbym powiedzieć, że żartuję, ale ja na serio nie żartuję. Jestem w stanie, jak już pisałem, zrozumieć wszystko. Zaplanowana kampania, podpisany kontrakt, chęć delikatnego gaszenia pożaru w tej wysuszonej warszawskiej dżungli. Jednak ktoś, kto wpadł na pomysł, by TERAZ wypuszczać taki materiał, musiał mieć albo złą wolę, albo być poznańskim agentem wpływu. Innej opcji nie ma.
Kibice domagają się działań i odpowiedzi. Co z pieniędzmi? Co z budżetem? Jaki jest plan na ten sezon? Czy jeszcze da się to uratować? No i najważniejsze – CZY MY NIE SPADNIEMY?
Coś, co jeszcze jakiś czas temu był jedynie mokrym snem większości kibiców w Polsce, obecnie staje się realnym scenariuszem, który należy brać pod uwagę. Prezes, który mówi, byleby nie mówić. Sympatyczny trener w czapce, który się głowi jak tu ukąsić, by tę Arkę czy chodzący za nim jak cień Bruk-Bet odepchnąć. Kibice, którzy już mają tego wszystkiego dość, no i znany w całym kraju krótki lont.
A w odpowiedzi obietnica walki, no i zupka chińska. Jakby to był skecz z kabaretu, to bym jeszcze dodał, że robiona w Radomiu. Chociaż analogia dość trafna, bo w obu przypadkach zamiast skrętu w stronę poprawy, jest skręt z żenady. Pal jednak licho Legię, bo ta robi sobie krecią robotę. Firmo od zupek chińskich, naprawdę chcecie, by wasz produkt by firmowany, czymś takim? Zastanówcie się. Jak Ci od marketingu. Pozwolę sobie to skwitować jednym słowem: Poważnie?
Jednak dla mnie to i lepiej. Do Legii przywiązany nie jestem, cała sprawa mnie bawi, a i kontencik zrobi się sam.
