Władysław Heraskewycz zdyskwalifikowany. Pogrzeb olimpijskich wartości [OPINIA]

Igrzyska Olimpijskie od zawsze były dla mnie imprezą wielką, wyniosłą i niosącą za sobą pewne wartości. Dążenie do pokoju, przyjaźni między narodami i równego traktowania. To wszystko w moich oczach cechowało igrzyska. Do dzisiaj. Po dyskwalifikacji ukraińskiego skeletonisty, Władysława Heraskewycza to dla mnie mit, a przynajmniej pieśń przeszłości. Czuję się obrzydzony Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim.

Ale po kolei. Według artykułu 50. Karty Olimpijskiej, rozpowszechnianie propagandy czy manifesty politycznie są na IO zabronione. Jest to jak najbardziej zrozumiałe. O to chodzi w igrzyskach, by wszelkiego rodzaju spory polityczne odłożyć na bok przynajmniej na te 2 tygodnie. Tylko od kiedy pamięć o zmarłych może być manifestem politycznym? Naruszenia zasad Karty Olimpijskiej MKOl dopatrzył się w przypadku reprezentanta Ukrainy w skeletonie. Władysław Heraskewycz wziął udział w oficjalnych sesjach treningowych w kasku, na którym znajdowały się zdjęcia sportowców, którzy zginęli w wyniku rosyjskiej agresji na jego kraj. Żadnych napisów. Żadnych sloganów. Jedynie zdjęcia, które mówiły więcej, niż tysiąc słów.

REKLAMA

Po tych sesjach Ukraińca zaczepił przedstawiciel MKOl, który wyjaśnił Heraskewyczowi, że jego kask jest niedopuszczalny w świetle Karty Olimpijskiej i nie może w nim startować. Heraskewycz nie miał zamiaru uginać się pod naporem włodarzy i w kolejnych treningach pojechał w tym samym kasku. Został zdyskwalifikowany. Ktoś powie: „no dobra, ostrzegli go, to powinien był się z tym liczyć”. I co z tego? Po dyskwalifikacji skeletonista napisał w mediach społecznościowych tylko jedno zdanie: „to jest cena naszej godności”. I szacunek dla Heraskewycza, że był gotów ją zapłacić.

Wołanie o pokój

Decyzja o wykluczeniu Heraskewycza byłaby zrozumiała, gdyby nie wcześniejsze sytuacje na IO, kiedy to sportowcy upamiętniali swoich najbliższych. Z pewnością kojarzycie obrazki z zawodów podnoszenia ciężarów na igrzyskach w Pekinie w 2008 roku. Niemiec Matthias Steiner zdobył złoto, a na podium zapozował ze zdjęciem swojej zmarłej żony. To piękny, poruszający moment. Teraz, w Mediolanie, było podobnie. Amerykański łyżwiarz figurowy, Maxim Naumov uhonorował po swoim występie swoich rodziców, którzy zginęli w katastrofie lotniczej w zeszłym roku. Nie chodzi mi o to, żeby zabraniać takich chwil. Każdy ma prawo przeżywać żałobę tak, jak czuje, że musi, i nie mam problemów z czymś takim. Ale skoro oni mogą, to dlaczego nie Heraskewycz? Tym bardziej, że na kasku znajdował się Dmytro Szarpar, czyli dawny kolega Kijowianina z kadry. Zginął pod Bachmutem, broniąc swojej ojczyzny.

W moim odczuciu nie był to polityczny manifest. Nic z tych rzeczy. Heraskewycz chciał w ten sposób upamiętnić tych, którym wojna zabrała życie. Którzy mogliby się nawet pojawić na igrzyskach, teraz lub w przyszłości. Ale się nie pojawią. Jeśli kask Heraskewycza już miałby mieć jakieś konotacje okołopolityczne, to prędzej byłoby to wołanie o pokój. Nie było na nim haseł w stylu: „śmierć moskalom”, czy wizerunku płonącego Kremla. Tylko zdjęcia poległych. Tylko, albo może i aż. 4 lata temu miała miejsce podobna sytuacja, także z jego udziałem. Po swoim ślizgu w Pekinie wyciągnął kartkę z napisem „no war in Ukraine” – „nie dla wojny w Ukrainie”. Bez podżegania do nienawiści, bez symboli politycznych, jedynie z ukraińską flagą i błaganiem wręcz o pokój.

Podwójne standardy MKOl

Teraz coś, co sprawi, że decyzja MKOl jest jeszcze bardziej absurdalna. Rosyjskie symbole narodowe były zakazane jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Wynikało to z tego, że sportowcy z tego kraju oszukiwali na potęgę, a doping dla nich organizowało państwo. Już w 2018 roku Rosjanie nie mogli startować pod swoją flagą. Po 2022 te przepisy jeszcze zaostrzono. A mimo to rosyjskich flag na trybunach nie brakuje. Ba, na kasku włoskiego snowboardzisty, Ronalda Fischnallera pojawiła się… tak jest, flaga Rosji, obok innych. Skoro takie symbole są zakazane, to czemu nie ma kar? Czemu Fischnaller nie został zdyskwalifikowany? Czyżby byli równi i równiejsi?

A dlaczego zdyskwalifikowany nie został izraelski skeletonista, Jared Firestone? Na swojej jarmułce, w której zaprezentował się na ceremonii otwarcia, napisał nazwiska zabitych sportowców z Izraela podczas igrzysk w Monachium w 1972. I to, jak rozumiem, nie jest już polityczny manifest. A jak do sprawy z Ukraińcem odniosła się przewodnicząca MKOl, Kirsty Coventry?

Nikt, zwłaszcza ja, nie sprzeciwia się temu przesłaniu. Ten przekaz jest bardzo silny. Jest to przesłanie pamięci, wspomnień. Ale tutaj dosłownie chodzi o zasady i przepisy – po czym zalała się łzami.

Jeśli w ten sposób chciała, żeby ludzie się zlitowali, zrozumieli i uszanowali tę decyzję, to zupełnie jej to nie wyszło. Ta wypowiedź wzbudziła u mnie co najwyżej politowanie. Śmiem przypuszczać, że gdyby naprawdę zależało Coventry, to by zrozumiała ten przekaz i dopuściła Heraskewycza do rywalizacji. Tym bardziej, że sama zaznaczyła, że z takim przekazem trudno się nie zgodzić. Trzeba sobie powiedzieć wprost: to jest przejaw DYSKRYMINACJI. Dyskryminacji, z którą MKOl przecież tak walczy, a Karta Olimpijska do niej nie dopuszcza. W taki sposób MKOl naruszył zasady, na których straży ma stać. Brawo. Widowiskowy samobój.

Przykro mi patrzeć na upadek wartości IO. Dla mnie, od zawsze zafascynowanego sportem to była impreza, która potrafiła jednoczyć ludzi na całym świecie, choćby na chwilę. Mam nadzieję, że ta skandaliczna decyzja będzie dla włodarzy MKOl kainowym znamieniem, które zostanie z nimi do końca. I w przeciwieństwie do Coventry, Heraskewycz będzie w stanie spojrzeć w lustro. Pamięć to nie naruszenie.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,375FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ