Szalone El Clasico w finale! Barcelona wygrywa Superpuchar Hiszpanii

Na przestrzeni ostatnich kilku lat mecze FC Barcelony z Realem Madryt w ramach Superpucharu Hiszpanii przyzwyczaiły nas do spektakularnych widowisk. Rozgrywki te dodatkowo stały się wyznacznikiem na pozostałą część sezonu. Od tegorocznego finału na stadionie w Dżuddzie mogliśmy oczekiwać wielkich emocji i na pewno nie czuliśmy rozczarowania.

Wymiana ciosów jeszcze przed przerwą

Od początku widzieliśmy drużyny mające różne podejścia na rozgrywanie tego meczu. Real Madryt szukał możliwości na wyprowadzenie szybkich ataków lewym skrzydłem. Nic w tym dziwnego, bo z tej strony grali zarówno Rodrygo jak i Vinicius, czyli motory napędowe Królewskich. Widzieliśmy jednak też, że Los Blancos mają problem z utrzymaniem piłki i rozgrywaniem jej na połowie Barcelony. Wyglądało to wręcz tak, jakby żaden z zawodników Xabiego Alonso nie był w stanie zabezpieczyć piłki, przez co wiele podań było kierowanych do tyłu. Przy pojedynczych okazjach rozczarowywały strzały, w których brakowało siły.

REKLAMA

Inaczej było po stronie Barcelony. Blaugrana długo utrzymywała się przy piłce i wyglądała przy tym bardzo swobodnie. Real nie pressował szczególnie zaciekle, a Barca emanowała ogromnym spokojem. Nie skutkowało to jednak tworzeniem sobie sytuacji strzeleckich. Te zaczęły pojawiać się dopiero w wyniku błędów w koncentracji u zawodników rywali. W ten sposób padł gol Raphinhi dający drużynie Hansiego Flicka prowadzenie.

Doliczony czas pierwszej połowy to szaleństwo jakiego nie mogliśmy się spodziewać. Najpierw do wyrównania doprowadził Vinicius Junior, popisując się fenomenalnym indywidualnym rajdem. Po chwili geniuszem zabłysnął Pedri, posyłając perfekcyjne podanie do Roberta Lewandowskiego, który następnie przelobował Thibaut Courtois’a. Kiedy wydawało się, że nic więcej się nie wydarzy, tak Real ponownie wyrównał wynik meczu, tym razem za sprawą Gonzalo Garcii. To było szalone 6 minut, które bardzo dobrze wróżyły na drugą część meczu.

Raphinha pierwszoplanowym aktorem tego widowiska

Po przerwie tempo meczu wyhamowało względem końcówki pierwszej połowy, co nie powinno dziwić. Żadna ze stron nie chciała od razu podejmować dużego ryzyka. W końcu też na dłuższe momenty do głosu zaczęli dochodzić piłkarze Realu Madryt. W pewnym momencie jednak spotkanie przerodziło się dosłownie w walkę, nad którą starał się zapanować sędzia, w krótkim okresie ogwizdując dużą liczbę fauli. Mieliśmy jednak też trochę aspektów czysto piłkarskich, jak przy strzałach Viniciusa czy stałych fragmentach Barcelony.

Na kwadrans przed końcem szczęście uśmiechnęło się do Barcy, a dokładnie do Raphinhi. Brazylijczyk oddał strzał z trudnej pozycji, a piłka zrykoszetowała od Raula Asencio, myląc Courtois’a i wpadając do bramki. W ten sposób Blaugrana już trzeci raz w tym spotkaniu wyszła na prowadzenie. Dopiero po tej bramce na boisku pojawił się Kylian Mbappe, który miał być gamechangerem dla Realu.

Bezsilność Realu w końcówce

Los Blancos musieli gonić, ale nie bardzo mieli ku temu argumenty. Dość powiedzieć, że mieli problem nawet z odbiorem piłki, nie mówiąc już o wyprowadzeniu ataków. Brakowało nie tylko sił, ale też koncepcji. Długie podanie na połowę rywala z nadzieją, że któryś z zawodników przejmie i utrzyma piłkę, to dość naiwne myślenie. Barcelona broniła się głównie przez bardzo mądre posiadanie piłki, co skutecznie kradło dużo czasu.

Ostatnie minuty meczu nie przypominały już tego co oglądaliśmy na koniec pierwszej połowy. Najważniejszym momentem była czerwona kartka dla Frenkiego De Jonga za faul na Mbappe. Było już jednak za późno, aby Królewscy mogli wykorzystać przewagę liczebną. Tym bardziej, że mieli przed sobą Barcę broniącą już całym zespołem. Bohaterem był jednak Joan Garcia. broniąc w doliczonym czasie strzały. Barcelona utrzymała koncentrację do ostatniego gwizdka i może cieszyć się z pierwszego trofeum w 2026 roku.

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    143,471FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ