Po skromnej wygranej z Odrą Opole, Polonia Warszawa pokonała kolejną drużynę w Betclic 1 Lidze. Tym razem wyższość klubu z ulicy Konwiktorskiej uznać musiała Pogoń Siedlce. Choć niektórych problemów stołecznego klubu wciąż nie udało się rozwiązać, to jego sytuacja z każdą kolejką wygląda coraz lepiej. Szczegóły w naszych wnioskach po tym spotkaniu – zapraszamy do lektury!
1. Pogoń ze sporym pechem
Pierwsza połowa ułożyła się dość nieszczęśliwie dla zespołu gości. Po dość niemrawym początku to Pogoń jako pierwsza miała świetną szansę na wyjście na prowadzenie. Nie wykorzystał jej jednak Maciej Famulak, którego uderzenie po rykoszecie tylko odbiło się od słupka bramki Mateusza Kuchty. Po tym bardzo pozytywnym impulsie było jednak już tylko gorzej.
Najpierw kontuzji doznał Cezary Demianiuk i już w pierwszej połowie musiał opuścić murawę. Po tym pierwszym ciosie jeszcze bardziej dotkliwa okazała się jednak strata bramki „do szatni”. Także jej okoliczności mogły być frustrujące dla siedlczan, gdyż gol padł po rzucie karnym podyktowanym z uwagi na przypadkowe dotknięcie piłki ręką. Pogoń mogła więc mieć nadzieję na otwarcie wyniku, a zamiast tego straciła kluczowego gracza i chwilę później sama przegrywała. Te wydarzenia najwyraźniej podłamały zespół, który w drugiej części starcia, poza pojedynczymi wyjątkami, nie podjął już walki chociaż o remis. Zamiast tego w 52. minucie stracił kolejną bramkę, a wynik 2:0 pozwalał Polonii na dość spokojne dogranie zawodów do końca.
2. Zjawiński jak Lewandowski?
W ostatnich tygodniach bramki dla Polonii zdobywał każdy poza… jej napastnikiem. Łukasz Zjawiński, który w poprzednim sezonie był królem strzelców ligi (ex-aequo), teraz zdobył pierwszą bramkę od 6 spotkań. Stało się to jednak tylko i wyłącznie dzięki wykorzystaniu rzutu karnego. Przełamanie w meczu z Pogonią Siedlce ma więc jedynie wymiar teoretyczny, bo wykorzystanie „jedenastki” nie oznacza zakończenia serii meczów z małym udziałem w grze.
Po części to skutek nieskuteczności snajpera, ale trzeba też przyznać, że od jakiegoś czasu koledzy nie rozpieszczają go w ofensywie. I tym razem było podobnie. Zjawiński dostawał mało podań i często nie miał żadnego wsparcia liczebnego pod bramką przeciwnika. W związku z tym jego gra przypominała niekiedy występy Roberta Lewandowskiego z orzełkiem na piersi. Nie chodzi tu rzecz jasna o stawianie obu panów w jednym piłkarskim szeregu, co byłoby działaniem kompletnie bezzasadnym. Przy zachowaniu wszelkich proporcji dotyczących klasy piłkarzy, można dostrzec pewne analogie w ich zachowaniu w przypadku osamotnienia w polu karnym.
Zjawiński – tak jak kapitan kadry – często schodził bowiem po piłkę do bocznych sektorów boiska. Zdarzało mu się też cofać do środkowej strefy pola gry, by tam pomóc swojej ekipie. Nic dziwnego, że przynosiło to równie niesatysfakcjonujące rezultaty, co w przypadku często krytykowanego w reprezentacji Lewego. Problem leży więc nie tylko po stronie Zjawińskiego, a jego rozwiązanie powinno być zadaniem wszystkich graczy Dumy Stolicy. Muszą oni postarać się lepiej obsługiwać swojego snajpera, bo ten bardziej przyda im się w finalizacji, niż wałęsając się po boisku w poszukiwaniu jakichkolwiek okoliczności do zaistnienia. Dzięki temu wszystko wróciłoby do normy, która na razie jest dość mocno zaburzona. Pogoń Siedlce nie mogła bowiem spodziewać się największego zagrożenia ze strony Zjawińskiego. Tę rolę przejęli oddający w tym meczu groźne strzały Dave Gnaase Robert Dadok czy Patryk Janasik (a strzelanie goli powinno być jednak przede wszystkim specjalnością ich partnera z ataku).
3. Marsz w górę tabeli trwa!
Kwestia przydatności Zjawińskiego dla zespołu z pewnością ma duże znaczenie, ale najważniejsze i tak są wyniki. Polonia notuje ostatnio niemalże same zwycięstwa, dzięki czemu pnie się w górę ligowej tabeli. Dzięki pokonaniu Pogoni Siedlce po zakończeniu 18. kolejki Duma Stolicy w najgorszym scenariuszu będzie tuż pod strefą barażową o Ekstraklasę. Przy słabych wynikach Śląska Wrocław, Stali Rzeszów i Wieczystej Kraków możliwe jest nawet wejście do pierwszej szóstki już po tym weekendzie.
Z perspektywy podopiecznych Mariusza Pawlaka szkoda, że niedługo zaczyna się długa zimowa przerwa w rozgrywkach. Polonia zagra z tego powodu już tylko 1 mecz w tym roku (z GKS-em Tychy), a później nie wróci do rywalizacji o punkty przez ponad 2 miesiące. Będzie to swego rodzaju nowe otwarcie, a gdyby sezon toczył się dalej bez żadnych pauz, można byłoby postarać się o dalsze utrzymanie obecnej dobrej formy. Zamiast narzekać na terminarz, lepiej jednak skupić się na dobrym zakończeniu roku. Przyszłotygodniowy rywal wydaje się do tego wprost wydarzony, gdyż tyski GKS to jeden z najgorszych pierwszoligowców, w którym Łukasz Piszczek wciąż nie wdrożył swojego pomysłu na wyjście z kryzysu. Jeśli Polonia to wykorzysta i pokona ekipę ze Śląska, będzie miała na swoim koncie już 6 triumfów z rzędu!
