Zagłębie oszukuje przeznaczenie. 5 wniosków po 24. kolejce Ekstraklasy

W środku tygodnia poznaliśmy półfinalistów Pucharu Polski, w następny czwartek przed Rakowem i Lechem spotkania 1/8 finału Ligi Konferencji, a w miniony weekend rozgrywano 24. kolejkę Ekstraklasy, którą podsumowujemy w standardowym formacie. Omawiamy szerzej 5 tematów, a są to: Środek pola Lechii, Zagłębie oszukujące przeznaczenie, brzydkie zwycięstwo GieKSy, ręka Łukasza Tomczyka w grze Rakowa oraz defensywa Legii.

Środek pola Lechii jest jednym z najlepszych w lidze

Lechia Gdańsk nie przestaje zaskakiwać. Po dwóch kolejkach, w których bylo o nich ciszej, ponieważ zdobyli w tym czasie 1 punkt, znów pokazali swoją moc pokonując Jagiellonię Białystok (3:0), zespół rozpoczynający 24. kolejkę Ekstraklasy jako lider tabeli, a także jedyną niepokonaną drużynę w 2026 roku. Podopieczni Adriana Siemieńca, którzy 8 dni wcześniej zdominowali Fiorentinę w meczu wyjazdowym, w Gdańsku byli tłem dla Lechii. Oczywiście, dyspozycja dnia w futbolu ma duże znaczenie, natomiast nie sposób nie docenić występu zespołu Johna Carvera. Gospodarze od początku do końca byli zespołem lepszym, kontrolowali przebieg gry i dostosowywali się do rezultatu spotkania.

REKLAMA

Dużą zasługę w zwycięstwie miał środek pola Lechii, który tworzą Ivan Zhelizko oraz Rifet Kapić. To ich akcja dała Gdańszczonom prowadzenie. Zdecydowanie większa zasługa w niej strzelca gola, ponieważ Kapić zaczarował obrońców Jagiellonii niczym Leo Messi, ale Zhelizko popisał się również przytomnym podaniem mijającym drugą linię rywala. Bośniak gra obecnie nieco głębiej niż zazwyczaj, zespół korzysta na jego technice, umiejętności podania oraz wizji gry, a jego liczby z przodu wcale się nie pogorszyły. Ukrainiec z kolei ma sporo cech bardzo dobrego defensywnego pomocnika w fazie posiadania piłki. Gra do przodu, zmienia ciężar gry dalekim podaniem, umiejętnie reguluje tempo gry, a także trafia do siatki po strzałach z dystansu. W piątkowy wieczór Ivan Zhelizko i Rifet Kapić błyszczeli na tle Tarasa Romanczuka i Bartosza Mazurka. To świadczy o dużej klasie piłkarskiej tego duetu.

Zagłębie oszukuje przeznaczenie

Po 24. kolejce Ekstraklasy doszło do zmiany lidera. Na sam szczyt tabeli wskoczyło Zagłębie Lubin, które ma już 3 punkty przewagi nad Lechem Poznań i Jagiellonią Białystok (która ma jeszcze mecz zaległy). Miedziowi pokonując Piasta (3:1) na wyjeździe odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu. Leszek Ojrzyński w poprzednim sezonie przychodził do Lubina, aby ratować dla klubu w trudnym momencie Ekstraklasę. Przedłużenie z nim współpracy na kolejny sezon przez wielu kibiców oraz dziennikarzy nie zostało przyjęte pozytywnie, argumentując, że Zagłębie ma kadrę na grę „bardziej ambitną” niż styl preferowany przez doświadczonego trenera, natomiast wyniki zespołu w tym sezonie zamykają jakąkolwiek dyskusję na ten temat.

Niemniej jednak, trzeba zaznaczyć, że aktualnymi wynikami Zagłębie oszukuje przeznaczenie. Według statystyk na oficjalnej stronie Ekstraklasy, Miedziowi na przestrzeni całego sezonu kreują okazje o podobnej jakości (1,25 xG/mecz) do ich rywali (1,28 xGC/mecz). Co ciekawe, tylko trzy zespoły według współczynnika xG mają gorszą ofensywę, natomiast są siódmą defensywą ligi. W teorii Zagłębie powinno być gdzieś w środku tabeli, w praktyce – Leszek Ojrzyński znalazł skuteczny sposób na Ekstraklasę. Defensywny sposób gry, niskie posiadanie piłki (podobna strategia wiosną przyniosła sukces Wiśle Płock) i dobrze dopracowane stałe fragmenty. Miedziowi nastawiają się na wrzucanie piłki w pole karne, często na aferę i to przynosi skutek. Pytanie: jak długo?

Piast Gliwice 1:3 Zagłębie Lubin

GieKSa potrafi wygrywać brzydko

GKS Katowice w niedzielę odniósł czwarte zwycięstwo tej wiosny wygrywając z Radomiakiem (1:0). Sam styl tej wygranej nie był porywający i nie do końca przekonujący. Zespół Rafała Góraka od początku spotkania nie próbował grać ładnie w piłkę, a chciał wygrać ten mecz sposobem. Nastawiał się na dalekie podania, zbieranie drugich piłek, fizyczną walkę oraz dyscyplinę taktyczną w grze bez piłki, ponieważ w ten sposób spędzili znacznie więcej czasu. Katowiczanie w takiej grze byli na tyle skuteczni, aby wywieźć z Radomia 3 punkty. Jedynego gola strzelili po stałym fragmencie gry (dośrodkowanie z rzutu wolnego), które są ich bardzo silną bronią, a Radomiaka nie dopuszczali do wielu sytuacji, mimo że rywale wymieniali sporo podań na połowie bronionej przez GKS.

Drużyna prowadzona przez Rafała Góraka nie jest jednak już na etapie, w którym powinniśmy oczekiwać od nich zwycięstw, w których pokazali wyższą klasę czysto piłkarską nad rywalem. Wyszarpane zwycięstwo w Radomiu, gdzie przed startem kolejki gospodarze mieli najlepszą średnią punktów na mecz w meczach domowych, ponadto na źle przygotowanym boisku bardzo dobrze świadczy o GKS-ie. Wygrywanie meczów w brzydkim stylu to też umiejętność, cenna przede wszystkim dla zespołów, których podstawowym celem jest utrzymanie. A Katowiczanie nie pierwszy raz w tej rundzie wyrwali 3 punkty grając wyrachowany i dojrzały futbol (wcześniej również z Widzewem czy Zagłębiem).

W Rakowie zaczyna być widoczna ręka Łukasza Tomczyka

Wygrywając u siebie z Pogonią (2:0), przy porażkach Lecha i Jagiellonii, Raków podłączył się do walki o tytuł. Zwycięstwo z Portowcami było na tyle przekonujące, że trzeba się liczyć z Częstochowianami w mistrzowskim wyścigu. Choć Portowcy od 24. minuty grali w dziesiątkę to już sam początek spotkania wskazywał, ze to gospodarze są stroną przeważającą. Do tego momentu rywale nie oddali ani jednego strzału, ani nie zanotowali kontaktu z piłką w polu karnym przeciwnika. To było czwarte czyste konto Rakowa w szóstym ligowym meczu na wiosnę. Łukasz Tomczyk utrzymał defensywną stabilność, z jaką zostawił zespół Marek Papszun, natomiast w grze zespołu w fazie posiadania piłki można zauważyć rękę nowego trenera.

W meczu z Pogonią podopieczni Tomczyka bardzo często starali się rozpoczynać budowanie akcji przez środek. Rzadko korzystali z wahadłowych w progresji piłki, a szukali podań zdobywających przez środkową formację. Stoperzy byli bardzo cierpliwi z futbolówką przy nodze i czekali na podejście pierwszej linii pressingu rywala, natomiast środkowi pomocnicy dostosowywali swoje ustawienie do pozycji przeciwnika. Generalnie można było odnieść wrażenie, że zawodnicy Rakowa bardzo mądrze poruszali się bez piłki (w fazie jej posiadania). Dostosowywali swoje ustawienie do ustawienia przeciwnika, a także ruchów kolegów. Za przykład może posłużyć drugi gol strzelony przez Raków. Bulat zrobił ruch do środka, ściągnął bocznego obrońcę Pogoni, tym samym robiąc miejsce dla Amorima, ten dostał krzyżowe podanie od Tudora, wykorzystał miejsce schodząc do środka i dośrodkował na głowę Makucha.

REKLAMA

Raków Częstochowa 2:0 Pogoń Szczecin

Legia zmierza do utrzymania na defensywie

Legia Warszawa pokonała Cracovię (1:0) i wygrała drugi mecz z rzędu oraz przedłużyła serię meczów bez porażki do pięciu. Marek Papszun wywiązuje się z misji, którą otrzymał przejmując zespół z Łazienkowskiej (choć jego drużyna jeszcze nie opuściła strefy spadkowej). Legia po utrzymanie zmierza stabilnością w defensywie. Wprawdzie nawet jesienią, gdy notowali fatalną serię porażek, pod kątem samego bronienia byli jednym z lepszych zespołów w lidze, ale z Markiem Papszunem wydają się jeszcze lepiej przygotowani w tych aspektach. W niedzielny wieczór nie było ani jednego krótkiego fragmentu, gdy defensywa Legii zaczynała się gubić i gol dla rywali wisiał w powietrzu. Przez 90 minut podopieczni Papszuna pozwolili rywalom na 5 uderzeń z pola karnego oraz wykreowanie sytuacji wycenianych przez model goli oczekiwanych na 0,50 xG. Nawet biorąc pod uwagę, że mierzyli się z zespołem, który wiosną ma ogromne problemy ze strzelaniem goli defensywa Legii zasłużyła na pochwały.

Całościowo występem Legionistów trudno się jednak zachwycać. To było zwycięstwo w stylu zespołu właśnie walczącego o utrzymanie, a nie o wyższe cele. Na własnym boisku zespół Papszuna oddał inicjatywę rywalom, jakości piłkarskiej w ich działaniach nie było, ale skutecznie zneutralizowali przeciwnika. W kontekście przyszłości drużyny i kolejnego sezonu (w którym zespół będzie chciał już ponownie walczyć o najwyższe laury) wnioski nie są zbyt optymistyczne, ale obecnie w Warszawie raczej nikt nie zaprząta tym sobie głowy. Liczą się punkty.

Legia Warszawa 1:0 Cracovia

Co jeszcze wydarzyło się w 24. kolejce Ekstraklasy?

  • Widzew Łódź po odpadnięciu z Pucharu Polski w środku tygodnia wreszcie zwolnił Igora Jovicevicia. Misji utrzymania zespołu w Ekstraklasie podjął się Aleksandar Vukovic, który już wykonał ogromny krok we właściwym kierunku, pokonując u siebie Lecha Poznań (2:1).
  • Korona wygrała przed własną publicznością po raz pierwszy od końcówki września. Z Bruk-Betem (2:1) prowadzili już 2:0, a ostatecznie dość szczęśliwie dowieźli zwycięstwo, ponieważ rywale mieli sporo szans na wyrównanie.
  • Stała się historyczna chwila. Arka w Płocku odniosła pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie Ekstraklasy. Dla Wisły to natomiast piąta porażka z rzędu i mistrz rundy jesiennej ma już tylko 5 punktów przewagi nad strefą spadkową.
  • W Lublinie odbył się najgorszy mecz 24. kolejki Ekstraklasy. Motor bezbramkowo zremisował z Górnikiem i nie oddał żadnego celnego strzału, a oba zespoły nie przekroczyły jednego gola oczekiwanego. Dla Motoru to jednak cenny punkt w walce o utrzymanie i trzeci kolejny mecz bez porażki.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,140FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ