KGHM Zagłębie Lubin dopięło zapowiadany od kilkunastu dni angaż. Nowym zawodnikiem „Miedziowych” został Sebastian Kowalczyk. 27-letni pomocnik podpisał umowę obowiązującą do końca sezonu 2025/2026 z opcją przedłużenia. Do Lubina trafia bez kwoty odstępnego, bowiem od początku stycznia był dostępny na zasadzie wolnego transferu.
Sebastian Kowalczyk to nazwisko dobrze znane kibicom ligi. Najmocniej kojarzy się z Pogonią Szczecin, gdzie przez lata był ważnym elementem układanki w drugiej linii. W Ekstraklasie rozegrał dla Portowców 169 spotkań. Zdobył 19 bramek i dorzucił 19 asyst, co jak na zawodnika środka pola jest bilansem mówiącym o regularności i realnym wpływie na ofensywę. Jego nazwisko przewijało się nawet w kontekście reprezentacji Polski. Jednak finalnie nie doczekał się debiutu, stąd łatka „niedoszłego reprezentanta”.
Zagłębie Lubin ma nowego gracza
W sierpniu 2023 roku wyjechał do MLS, gdzie podpisał kontrakt z Houston Dynamo. To był ruch, który z zewnątrz wyglądał jak krok w stronę stabilizacji finansowej i sportowej przygody. Jednak w USA nie stał się twarzą projektu. Łącznie rozegrał 86 spotkań. Kończąc etap w Dynamo z dorobkiem siedmiu goli i trzech asyst. Dla jednych to sygnał, że nie miał tam roli pierwszoplanowej. Dla innych dowód, że mimo wszystko utrzymywał kontakt z rytmem meczowym w wymagającej, intensywnej lidze.
Z perspektywy Zagłębia ten transfer jest logiczny, bo daje trenerowi gotowego piłkarza do środka pola, który zna realia Ekstraklasy. Co ważne, nie wymaga aklimatyzacji kulturowej i może szybko wejść w ligowy rytm. Kowalczyk ma profil zawodnika, który potrafi zagrać jako „ósemka”. Może też operować między liniami, a w zależności od ustawienia bywa wykorzystywany wyżej, bliżej napastnika. W praktyce oznacza to większą elastyczność w budowaniu składu. Daje też więcej opcji w meczu, gdy trzeba zmienić tempo albo dołożyć kreatywności.
Oczywiście nie jest to transfer bez ryzyka
Po okresie w MLS zawsze pojawia się pytanie o formę startową i o to, jak szybko zawodnik „zaskoczy” w warunkach Ekstraklasy. W tym przypadku Zagłębie ogranicza jednak ryzyko konstrukcją umowy i brakiem kwoty wykupu. Jeżeli Kowalczyk odpali, Lubin zyska jakościowego pomocnika w najlepszym piłkarskim wieku. Natomiast jeśli będzie potrzebował czasu, klub i tak nie przepłacił za samo nazwisko. Dla „Miedziowych” to ruch, który ma szansę dać natychmiastowy efekt sportowy. Jednocześnie wpisuje się w rozsądne zarządzanie budżetem. Teraz kluczowe będzie jedno. Jak szybko Kowalczyk wejdzie na obroty i czy Zagłębie Lubin wykorzysta jego atuty w sposób, który w Pogoni dawał liczby i konkret.
