Wolverhampton – nieoczekiwany uczestnik wyścigu o TOP4

Po 16 kolejkach byli na dziewiątym miejscu ze stratą siedmiu punktów do europejskich pucharów. Na Molineux nikt wówczas nie myślał o Lidze Mistrzów. Przez głowy kibiców mogły przechodzić co najwyżej nieśmiałe myśli o ponownym awansie do Ligi Europy. Jednak od połowy grudnia Wolverhampton rozpoczęło marsz w kierunku pierwszej czwórki. W ostatnich ośmiu kolejkach Wilki przegrały tylko raz – 0:1 z Arsenalem. Pokonały w tym czasie Tottenham, Manchester United czy Leicester oraz zremisowały z Chelsea. Na możliwe 24 punkty Wolves zdobyli 19 i powoli zaczynają marzyć o występach w Lidze Mistrzów w nadchodzącej kampanii.

Niewiadoma przed sezonem

Przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek przy Wolverhampton można było stawiać wiele znaków zapytania. Z klubem pożegnał się Nuno Espirito Santo, który najpierw wywalczył awans do Premier League, a następnie dotarł do ćwierćfinału Ligi Europy. Portugalski szkoleniowiec na Molineux zbudował ciekawy i trudny do pokonania zespół, jednak w poprzedniej kampanii coś przestało funkcjonować. Pod wpływem stagnacji i kiepskich wyników właściciele wspólnie z trenerem doszli do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozstanie się wraz z końcem sezonu.

Nowym menadżerem Wilków został Bruno Lage. Portugalczyk był sporą niewiadomą. Przed zatrudnieniem w Wolverhampton w seniorskiej piłce prowadził jedynie Benfikę przez półtora sezonu, a wcześniej przez pół roku także rezerwy tego klubu. Co więcej, w poprzednim sezonie Lage pozostawał bez pracy. Co prawda, jedno mistrzostwo kraju oraz średnia punktów 2,17 na mecz mogła robić wrażenie. Niemniej jako trener w seniorskiej piłce Portugalczyk miał praktycznie zerowe doświadczenie. Dlatego też przewidywanie, jak potoczy się dla Wolverhampton trwający sezon było niczym wróżenie ze szklanej kuli.

Najlepszy sezon Wolverhampton

Mimo wielu znaków zapytania, na ten moment zatrudnienie Bruno Lage’a można oceniać wyłącznie pozytywnie. W poprzednim sezonie Wilki zajęły 13. miejsce z 45 punktami na koncie. Był to ich najgorszy rezultat od momentu powrotu do elity (wcześniejsze dwie kampanie kończyły na siódmym miejscu z dorobkiem kolejno 57 i 59 „oczek”). Obecnie po 24 rozegranych spotkaniach ekipa Lage’a ma na koncie 40 punktów. Gdyby Wolves utrzymali taką średnią punktową skończyliby rozgrywki z około 63 punktami. Taki dorobek raczej nie zagwarantowałby im miejsca w pierwszej czwórce, jednak i tak byłby najwyższym od powrotu do Premier League. Mimo wszystko biorąc pod uwagę świetną formę Wolverhampton, nie można ich wykluczać z walki o TOP4.

Od połowy grudnia drużyna Bruno Lage’a idzie jak burza. Po dwóch wcześniejszych porażkach z Liverpoolem i Manchesterem City (po 0:1) Wilki są praktycznie nie do zatrzymania. W tym okresie lepiej od Wolverhampton (2,38 pkt na mecz) punktują tylko The Citizens (2,5 pkt). Świetne wyniki w ostatnim czasie Wolves zawdzięczają głównie żelaznej defensywie. W omawianym okresie nikt nie broni od nich lepiej – w ośmiu meczach stracili tylko cztery gole. Co więcej, od październikowej przerwy reprezentacyjnej w 13 spotkaniach dali sobie wbić sześć bramek. Dla porównania drugi najlepszy zespół – Liverpool – stracił w tym czasie dziewięć goli (rozegrał też jeden mecz więcej).

Wolverhampton ma sporo szczęścia

Patrząc tylko przez pryzmat ostatnich wyników, na ten moment Wolves niewątpliwie są jednym z kandydatów do zajęcia miejsca w pierwszej czwórce. Niemniej jednak, w minionych tygodniach ekipa Lage’a miała sporo szczęścia. Wystarczy wspomnieć niedzielne starcie z Leicester (2:1), w którym to Lisy miały inicjatywę i stworzyły sobie znacznie więcej dogodnych okazji. Podobna sytuacja miała miejsce również w meczach z Southampton (3:1) czy Brentford (2:1). Z resztą zarówno w poprzednim meczu z Leicester, jak i z Brentford Wilki wszystkie bramki zdobyły zza pola karnego, a łączna wartość oczekiwanych goli w tych spotkaniach wynosiła 0,69.

Pomimo, że w poprzednich ośmiu spotkaniach Wolves zgromadzili aż 19 punktów, to według modelu expected goals zasłużyli jedynie na 9,81, a więc nieco ponad dwa razy mniej niż zdobyli w rzeczywistości. Oczywiście są to jedynie statystyki i można mówić, że ważniejsze jest, to co na boisku. Niemniej jednak, patrząc na grę Wolverhampton można zastanawiać się czy w najbliższym czasie los rzeczywiście nie odwróci się przeciwko nim. O ile na przestrzeni kilku spotkań można „oszukać” statystyki i punktować znacznie lepiej niż one na to wskazują, tak w dłuższym okresie czasu suma szczęścia powinna być bliska zeru.

Oczywiście model ten nie bierze pod uwagę jakości indywidualnej oraz formy poszczególnych piłkarzy. A główną zasługą, że Wolverhampton traci mniej bramek niż „powinno” jest dyspozycja Jose Sa. Portugalczyk w trwającej kampanii to jeden z czołowych golkiperów ligi. Bramkarz Wilków ma najwyższy procent obronionych strzałów w Premier League oraz uchronił swój zespół przed stratą aż ośmiu goli (18 straconych bramek przy xGOT 26,1). Sa to niewątpliwie jeden z głównych autorów tak dobrego sezonu w wykonaniu Wolverhampton.

Strzał w dziesiątkę

Rozkładając wyniki oraz grę Wilków na czynniki pierwsze można dojść do wniosku, że mimo wszystko punktują dotychczas nieco na wyrost. Że szczęście, które jak dotąd im sprzyja może się niedługo odwrócić. I pomimo, że patrząc w tabelę wciąż nie można wykluczać, że Wolves na koniec sezonu będą cieszyć się z miejsca premiowanego Ligą Mistrzów, tak pod kątem sportowym po prostu są zespoły, które znacznie lepiej grają w piłkę. Według statystyki expected points podopieczni Lage’a powinni mieć około 10 punktów mniej. Jest to największa dysproporcja „na plus” w całej lidze. Ponadto według tego modelu Wilki powinny być na dwunastym miejscu, m.in. za Crystal Palace czy Brentford.

Mimo wszystko, na koniec nie liczą się statystyki tylko to, co wpadnie do bramki i rzeczywiste punkty. A te wskazują, że obecnie Wolverhampton jest na siódmym miejscu ze stratą sześciu punktów do czwartego Manchesteru United oraz dwoma zaległymi meczami. Co prawda, Tottenham czy Arsenal mają jedno spotkanie rozegrane mniej, jednak to zespół Lage’a w ostatnich tygodniach punktował najlepiej. Mimo, że nie będą faworytem w wyścigu o TOP4 to w obecnej dyspozycji nie można ich skreślać.

Zatrudnienie Bruno Lage’a na Molineux okazało się strzałem w dziesiątkę. Portugalczyk nie zmienił wiele w porównaniu do jego poprzednika. Wolves dalej stosują ustawienie z trzema środkowymi obrońcami i dwoma wahadłowymi oraz – podobnie jak w najlepszym okresie pracy Espirito Santo – opierają się głównie na dobrze zorganizowanej defensywie. Aby zagrać w Lidze Mistrzów w następnym sezonie może to być za mało. Jednak nie ma wątpliwości, że pod wodzą Lage’a Wilki zmierzają w odpowiednim kierunku. Miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach też będzie sporym sukcesem.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA
101,854FaniLubię
10,659ObserwującyObserwuj
576ObserwującyObserwuj

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ