Wisła Płock jak z jesieni! Jagiellonia nie odrobiła strat

Po serii pięciu porażek z rzędu posada trenera Mariusza Misiury wisiała na włosku – niezależnie od tego czy słusznie, czy nie. Teraz jednak Wisła Płock wygrała drugi mecz i zaczęła odwracać niebezpieczny do tej pory trend. Choć Jagiellonia Białystok objęła prowadzenie, to potem popełniła błędy, które w końcowym rozrachunku kosztowały ją przegraną 1:2.

Rozpoczęło się najlepiej jak tylko mogło. Bartłomiej Wdowik pokusił się o uderzenie z dystansu. Rafał Leszczyński zdołał odbić piłkę, ale zrobił to na tyle niefortunnie, że wpadła ona pod nogi wbiegającego Sameda Bazdara. Napastnik wygrał pojedynek fizyczny z Quentinem Lecoeuchem i… trafił w słupek. Dobitka jednak była już celna.

REKLAMA

Nie można było wymarzyć sobie lepszego scenariusza. Spotkanie, choć dynamiczne w pierwszych minutach, to jakby układało się po myśli Jagiellonii. Wypady Płoczczan kasowali defensorzy, a w fazach ataku zespół miał sporo miejsca i czasu do kreowania sytuacji. Okazał się to miraż. Nie minęło wiele czasu, a Wisła zdołała dłużej utrzymać się pod polem karnym rywali, utrzymała dobre tempo akcji i przerzuciła ciężar gry na stronę Diona Gallapeniego. Ten posłał mocne podanie po ziemi między linię obrony a bramkarza. Zagranie trafiło do Deniego Juricia, który strzałem do pustej bramki wyrównał stan gry.

Większych problemów Białostoczanie przysporzyli sobie, gdy dali sobie strzelić drugiego gola. Tym razem kilku z nich nie potrafiło zatrzymać Saida Hamulicia. Bośniak w gąszczu żółto-czerwonych koszulek odnalazł Gallapeniego. Lewy defensor zagrał dokładnie tak samo jak kilkanaście minut wcześniej i odnalazł tego samego adresata. Jurić zdobył dublet, jednocześnie wyprowadzając kolegów na prowadzenie.

Jagiellonia nacisnęła, a Wisła się broniła

Drużyna trenera Adriana Siemieńca w pierwszej połowie częściej próbowała dośrodkowań. Mała gra niezbyt jej wychodziła. Po przerwie jednak postawiła na akcje kombinacyjne, bo w nich widziała największą nadzieję na skruszenie przyjezdnych. Już na początku Jesus Imaz wygrał przebitkę z Lecoeuchem, by oddać niegroźne uderzenie z niezłej pozycji. Następnie właściwie od 55. minuty nie przenosiliśmy się na połowę Pszczółek, które cały czas znajdowały się w ataku pozycyjnym. W pocie czoła pracowała nad okazjami. Świetna przytrafiła się w 63. minucie, kiedy Bazdar zmienił tor lotu piłki po strzale Bartosza Mazurka. Bośniak znów trafił w słupek, tym razem jednak nie miał okazji do dobicia uderzenia.

Oglądane przez nas oblężenie zdecydowanie nie przypominało obrony Częstochowy. Wisła znakomicie radziła sobie z naciskiem gospodarzy. Stała, a raczej ciągle i niestrudzenie przesuwała się, przebywając w niskim ustawieniu. Piłkarze z Płocka poruszali się blisko siebie. Cały czas utrzymywali odpowiedni poziom czujności. Przypominali siebie z jesieni, kiedy dla każdego byli twardym orzechem do zgryzienia.

Poczynania Jagiellonii trochę usypiały. Nie potrafiła zrobić nic ciekawego. Wtedy pojawił się Zachary Zalewski, co rozruszało drużynę. Już w swojej pierwszej akcji odnalazł w szesnastce Imaza, ale Hiszpana zablokowano. Z czasem zawodnicy z Białegostoku zaczęli wytracać tempo. Co prawda kilka razy jeszcze sprawdziła Leszczyńskiego, lecz nie były to tak groźne strzały, aby pokonać skoncentrowanego bramkarza Nafciarzy.

Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 1:2 (Bazdar 11′ – Jurić 20′, 33)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    145,434FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ