Wieczysta Kraków przystępowała do 25. kolejki Betclic 2. Ligi ze stosunkowo dużą presją. Żółto-czarni przegrali bezpośredni pojedynek z liderem, a co gorsze, pozwolili zrównać się ze sobą punktami Polonii Bytom. Podbeskidzie to typowy średniak ligi, któremu bliżej do walki o utrzymani aniżeli gry o awans. Ten mecz gospodarze musieli wygrać.
Duże oczekiwania i… słaba gra
Wieczysta nie gra tak, jak powinna. Oczywiście, wygrywają wiele meczów, ale potknięcia z Hutnikiem i Pogonią nie powinny przydarzać się komuś o takim potencjalne sportowym. Wielkie inwestycje, spore oczekiwania i… drżenie o awans na zaplecze Ekstraklasy. Pierwsza połowa przebiegała raczej po myśli krakowian. Wieczysta prowadziła grę i w 29. minucie meczu zdobyła pierwszego gola. Autorem trafienia był Goku Roman. Wystarczyło kontynuować ten trend i szybko zamknąć mecz, żeby nie doprowadzać do nerwówki w drugiej części meczu.
Po zamianie stron do ofensywy postanowili przejść goście. Ekipa z Bielska-Białej atakowała i przy większej skuteczności mogła wyrównać już w 47. minucie meczu. Grając na takie nazwiska, warto wykorzystywać nadarzające się okazję, bowiem tych wcale nie musi być sporo. Tym razem jednak kolejna szansa przyszła szybko, a stan rywalizacji wyrównał Maciej Górski. To był dopiero początek emocji w tym meczu.
Emocje zaczęły rosnąć
Kwadrans później kolejny raz na prowadzenie wyszła Wieczysta. Gospodarze wykonywali rzut rożny, a po małym zamieszaniu pięknie przymierzył Daniel Sandoval. Hiszpanie tego dnia zdecydowanie mocno wpłynęli na ofensywną jakość żółto-czarnych. Reprezentant tej nacji postanowił również pożegnać się z boiskiem nieco szybciej od reszty kolegów. Chuma pojawił się na murawie w 77. minucie. Od razu złapał żółtą kartkę, a chwilę później obejrzał kolejny kartonik, tym razem w czerwonym kolorze. Dwa absurdalne i niepotrzebne faule, a gospodarze zostali w końcówce zmuszeni do głębszej defensywy.
Trener Sławomir Peszko musiał zareagować. Szybko podwyższył linię obrony, wpuszczając na boisko rosłych obrońców. Z murawą musiał pożegnać się Michał Pazdan, który podczas jednego ze starć mocno oberwał. Goście nie zamierzali zmarnować ani minuty. Powrót rozpoczął Lucjan Klisiewicz. W 87. minucie meczu wyrównał stan rywalizacji, a ławka gospodarzy zaczęła się denerwować.
Złość urosła, gdy w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry… goście wyszli na prowadzenie. Kolejny raz szczęście kibicom z Bielska-Białej dał Górski, który cudownym wykończeniem dośrodkowania zapewnił swojej drużynie trzy punkty. Przyjezdni mogli świętować, a Wieczysta kolejny raz pluje sobie w brodę. Bezpośredni awans był na wyciągnięcie ręki, ale trzy zdobyte punkty w ostatnich czterech meczach mocno komplikują ich sytuację.