Widzew Łódź ucieka ze strefy spadkowej!

Lech Poznań przed startem rundy wiosennej w PKO BP Ekstraklasie znajdował się poza czołową piątką. W nową rundę Poznaniacy weszli jednak rewelacyjnie. Za 5 ostatnich spotkań tylko Zagłębie Lubin punktuje lepiej. Szanse na objęcie pozycji lidera po ewentualnym zwycięstwie z Widzewem Łódź były nikłe. Niemniej zrównaliby się wtedy punktami z prowadzącymi Miedziowymi. A zważywszy na formę Łodzian, 3 punkty dla Kolejorza były obowiązkiem. Widzew był przed tym spotkaniem na przedostatnim miejscu, na dobrej drodze do spadku. Jednocześnie niedawno został wyeliminowany z Pucharu Polski przez GKS Katowice. Dziś był mecz wyjątkowy dla RTS-u, bowiem jako nowy trener zadebiutował Aleksandar Vuković.

Nudny początek, ale potem…

Efekt nowej miotły był w pierwszych minutach zauważalny, bowiem to Widzew lepiej wszedł w ten mecz. Łodzianie skutecznie przycisnęli Lecha do ściany w pierwszych minutach. O konkretne okazje było im jednak trudno. Na swoje usprawiedliwienie dziś piłkarze obu drużyn mieli kiepską murawę. Piłka czasem się odbijała w różne strony, co z pewnością utrudniało nieco grę.

REKLAMA

W 13. minucie Widzew miał doskonałą okazję na otwarcie wyniku. Skorzystał z błędu Kolejorza w rozegraniu i wysoko przejął piłkę. Znalazła się ona pod nogami Lukasa Leragera, lecz Duńczyk koszmarnie spudłował. Pierwszy kwadrans nie należał do najciekawszych. Lech za to był kompletnie bezradny. Veljko Ilić mógł się zgłosić do urzędu pracy, żeby znaleźć sobie jakieś zajęcie – był kompletnie bezrobotny. Potrzebował 20 minut, żeby powoli, ale się rozkręcać. W 22. minucie Gisli Thordarson nieźle wrzucił piłkę do Roberta Gumnego. Strzelał, lecz został zablokowany. Potem uderzył Leo Bengtsson, ale Ilić nie zasnął między słupkami i dobrze interweniował.

I Kolejorz rozpędził się na tyle, że aż objął prowadzenie. W 28. minucie Timothy Ouma posłał fantastyczne, prostopadłe podanie w pole karne. Do piłki dobiegł Thordarson i Islandczyk z ostrego kąta uderzył na bramkę. Golkiper Widzewa nie miał szans. W Sercu Łodzi cisza jak makiem zasiał. Akcja – pierwsza klasa! Ale mimo to Widzew szybko odpowiedział. W 34. minucie Sebastian Bergier wypuścił Marcela Krajewskiego, który przesunął akcję ze skrzydła do środka. Odbiorcą podania był Fran Álvarez, a Hiszpan trafił do siatki.

Widzew na prowadzeniu!

Do przerwy było ciekawej względem pierwszych 15 minut. Wynik do przerwy się nie zmienił, lecz oba zespoły poprawiły swoją grę. Optyczną przewagę miał Lech, który osiągnął blisko 70% posiadania piłki i oddał 1 celny strzał więcej. Mimo to Widzew nie odstawał jakoś bardzo poziomem. Mało tego, jakby tak oderwać oczy od statystyk, to RTS zagrał nawet lepiej. Takich występów właśnie Widzew potrzebuje, aby uciec od strefy spadkowej.

A w drugiej połowie było jeszcze lepiej, przynajmniej na jej początku. Widzewiacy zaczęli intensywnie, tu pachniało golem. Zwłaszcza, że obrona Lecha nie wyglądała na zbyt pewną siebie. Z wyjątkiem Wojciecha Mońki, który radził sobie bardzo dobrze, to trzeba przyznać. Ale przy golu na 2:1 dla Widzewa niewiele mógł zdziałać. W 52. minucie Łodzianie ruszyli z kontrą, Bergier wrzucał piłkę do kolegów. Odbiła się ona od Mateusza Skrzypczaka jak od ściany i wpadła pod nogi Emila Kornviga. A Duńczyk nawet się nie zastanawiał i huknął pod poprzeczkę. Lech szukał sposobności na błyskawiczną odpowiedź. W 58. minucie Luis Palma rozpędził się z futbolówką przy nodze i rozpoczęła się akcja. Ali Gholizadeh uderzył, ale po obronie Ilicia piłka wpadła pod nogi Leo Bengtssona. Szwed trafił do bramki, ale gol nie był legalny – spalony.

Po straconym golu Lech miał nadal przewagę optyczną i inicjatywę po swojej stronie. To jednak nic nie znaczyło, bo nie robił z tego żadnego pożytku. Może i posiadanie piłki oscylowało w okolicach 75%, ale właśnie, to nie miało znaczenia. Po blisko 30 minutach grania w drugiej połowie Kolejorz oddał tylko jeden strzał. Próbowali sił w ataku pozycyjnym, lecz Widzew skutecznie się bronił. Męczyli się Poznaniacy. Nawet bardzo. Jeśli nie chcieli wrócić z Łodzi z niczym, musieli darować sobie ten atak pozycyjny.

3 punkty, których nie sposób przecenić

Mistrz Polski nie dawał jednak tak łatwo za wygraną. W 79. minucie Gholizadeh uderzył mocno na dalszy słupek. Irańczykowi zabrakło jedynie szczęścia. Piłka o centymetry minęła bramkę – gdyby nie to, mielibyśmy przepięknego gola. Później próbował Palma, ale uderzenie Honduranina nie było już takie dobre. Lech walczył, szukał tej wyrównującej bramki. Czas gonił go jednak nieubłaganie. Po podopiecznych Nielsa Frederiksena widać już było nerwy i frustrację. Dogodnych okazji strzeleckich brakowało. W ostatnich sekundach jeszcze uderzył Mateusz Skrzypczak. Nie zrobił tego źle, to Veljko Ilić świetnie interweniował.

Po miesiącach beznadziei, Widzew Łódź łapie oddech i ucieka ze strefy spadkowej. Łodzianie byli wyjątkowo zmotywowani przed tym spotkaniem. Nie dość, że starcie z jednym z największych rywali, to jeszcze sytuacja w tabeli. Nie był to mecz, który był pełne 90 minut pod kontrolą Widzewa. W zasadzie to Lech teoretycznie miał więcej do powiedzenia. Niemniej RTS był dużo skuteczniejszy, a Kolejorz był i niepewny w tyłach, i nieudolny z przodu – zwłaszcza w drugiej połowie. Tych 3 punktów Łodzianie nie mogą przecenić, dzięki nim awansują na 15. miejsce w tabeli. Lech zaś nie skorzystał z potknięcia Jagiellonii, a do tego Zagłębie odskoczyło im na 3 punkty.

Widzew Łódź – Lech Poznań 2:1 (Álvarez 34′, Kornvig 52′ – Thordarson 28′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,944FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ