Widzew Łódź nie dał szans Lechii, efektowne trafienie Alvareza

Lechia Gdańsk musiała zapunktować na boisku Widzewa Łódź. Beniaminek PKO BP Ekstraklasy pokonując w minionej kolejce Jagiellonię Białystok, wydostał się co prawda ze strefy spadkowej, jednak rywale nie odpuszczają, a Puszcza Niepołomice odrobiła jedno oczko, remisując z Cracovią. Lechia nie mogła pozostać dłużna, ale Widzew po zmianie szkoleniowca i przy intrygujących roszadach w strukturach właścicielskich złapał wiatr w żagle, a grając na swoim terenie, nie zamierzał odpuszczać.

39 minut bez historii

Relację z pierwszej połowy rywalizacji moglibyśmy tak naprawdę rozpocząć od 39. minuty. Do tego momentu nie działo się wiele i wydawało się, że Lechia Gdańsk będzie w stanie zejść do szatni przy bezbramkowym remisie. Brakowało konkretnych sytuacji bramkowych, co mogło sugerować, ze goście czekają na jedną kontrę. Taką, którą zdołają przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Widzew nie przyśpieszał gry, nie był w stanie zdominować rywala, ale najwyraźniej uśpił czujność Lechii i tuż przed przerwą przeprowadził zabójczą akcję. Bartłomiej Pawłowski uruchomił Samuela Kozlovsky’ego, który dograł do Juljana Shehu. Albańczyk oddając pierwszy celny strzał meczu dał gospodarzom prowadzenie.

REKLAMA

Mimo że do końca pierwszej połowy nie zostało wiele, Widzew Łódź poszedł za ciosem. W 45. minucie Anton Tsarenko sfaulował w polu karnym aktywnego Jakuba Sypka, na co arbiter zareagował odgwizdaniem rzutu karnego. Pawłowski huknął w poprzeczkę, ale chwilę później (również po faulu na Sypku) z wolnego przymierzył Fran Alvarez. Widzewiacy po połowie, która bardzo długo była bardzo nudna, schodzili do szatni z dwubramkową przewagą. Jak idzie, to idzie!

Lechia nie była w stanie odwrócić losów meczu

Czy Lechiści mieli szansę zaskoczyć Widzew Łódź w drugiej połowie? W drużynie gospodarzy zabrakło takich graczy jak Camilo Mena oraz Rifet Kapić i było to widać w grze beniaminka. Co więcej, to łodzianie byli bliżsi podwyższenia wyniku niż gdańszczanie strzelenia gola kontaktowego. W 56. minucie Sypek i Lubomir Tupta solidarnie zmarnowali szanse bramkowe. Słowak znalazł się tuż przed bramkarzem Lechii po wcześniejszym ograniu defensorów, ale zabrakło mu zimnej krwi. Jego polski kolega spudłował dobitkę. W końcówce swoich szans nie wykorzystali jeszcze Hubert Sobol i Shehu. Przy lepszej skuteczności, piątkowy mecz mógł skoczyć się pogromem.

Sprawiedliwym byłoby napisanie, że Widzew Łódź w obecnym sezonie o nic już nie gra, bowiem nie grozi mu walka o europejskie puchary ani utrzymanie. Ostatnie dni pokazują jednak, że w zespole tkwi spory potencjał. Jeśli latem uda się sensowne wzmocnić kadrę, może być bardzo ciekawie. Lechia Gdańsk po pokonaniu mistrza z Białegostoku została sprowadzona na ziemię. Walka o zachowanie ligowego bytu będzie długa i zacięta.

Widzew Łódź — Lechia Gdańsk 2:0 (Shehu 39′, Alvarez 45+2′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,837FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ