West Ham znów rozczarował. Stałe fragmenty gry największą bolączką „Młotów”

jamesboyes, CC BY 2.0, via Wikimedia Commons

Kolejny raz kibice West Hamu musieli przełknąć gorycz porażki na London Stadium. Drużyna Grahama Pottera przegrała z Tottenhamem, a największym problemem ponownie okazała się obrona przy stałych fragmentach gry.

Chaos w polu karnym

„Młoty” straciły już w tym sezonie 11 goli, z czego aż 5 po rzutach rożnych i wolnych. Statystyki mogłyby być jeszcze gorsze, bo za każdym razem, gdy piłka zmierza w pole karne po dośrodkowaniu, na trybunach czuć niepokój. Zespół wygląda na nieuporządkowany – obrońcy nie atakują piłki, a druga faza po wrzutkach to czysty chaos.

Mads Hermansen, nowy bramkarz, nie panuje nad sytuacją w „szesnastce”. Jego brak zasięgu i zdecydowania sprawia, że rywale regularnie wykorzystują ten element gry. Gol Micky’ego van de Vena na 3:0 był kolejnym przykładem braku reakcji i nieumiejętności wybicia piłki.

Dla porównania – Arsenal i Chelsea zatrudniły specjalistów od stałych fragmentów i szybko poprawiły ten aspekt gry. West Ham wciąż popełnia te same błędy, a przeciwnicy korzystają z tego bez litości.

Indywidualne oceny

  • Mads Hermansen – dobrze broni strzały, ale w grze powietrznej zawodzi. Stałe fragmenty gry są jego piętą achillesową. Coraz głośniej mówi się o tym, czy Łukasz Fabiański powinien być tylko trzecim bramkarzem.
  • Kyle Walker-Peters – rozpoczął solidnie, lecz z czasem opadł z sił. Brak wsparcia ze strony Aarona Wan-Bissaki był widoczny.
  • Konstantinos Mavropanos – po niezłym meczu przeciwko Forest tym razem zawiódł, popełniając błąd przy golu. Mocny w powietrzu, ale zbyt podatny na pomyłki.
  • Max Kilman – wciąż nie pokazuje jakości potrzebnej w walce o utrzymanie. Brakuje mu zdecydowania i skuteczności.
  • El Hadji Malick Diouf – najlepszy zawodnik West Hamu w tym meczu. Z pasją i zaangażowaniem neutralizował zagrożenie ze strony Kudusa.
  • Tomáš Souček – serce do walki miał, ale forma zawiodła. Czerwona kartka była efektem słabszej dyspozycji. Zmiana powinna nastąpić wcześniej.
  • James Ward-Prowse – ulubieniec Pottera, ale nie wniósł nic pozytywnego do gry. Jego forma zaczyna szkodzić drużynie i samemu trenerowi.
  • Mateus Fernandes – rozpoczął energicznie, lecz mentalnie wciąż wygląda na przygaszonego po spadku z Southampton.
  • Lucas Paquetá – jego wpływ na mecz był minimalny. Zmarnował dobrą okazję źle podając do Summerville’a. Zawiódł w kluczowych momentach.
  • Crysencio Summerville – obok Dioufa najlepszy na boisku. Dynamiczny i odważny, jego forma może być kluczowa dla walki o utrzymanie.
  • Jarrod Bowen – nie w najwyższej dyspozycji, ale walczył i był aktywny. Niestety, zbyt rzadko dostawał piłkę od kolegów.

Czas na decyzje

West Ham stoi w obliczu poważnego kryzysu. Jeśli Potter nie zatrudni specjalisty od stałych fragmentów gry, drużyna może wpaść w spiralę porażek, która zakończy się kolejną katastrofą. Kibice już protestują – domagają się działań wyprzedzających, a nie gaszenia pożarów.

Bez poprawy defensywy przy SFG „Młoty” mogą spodziewać się kolejnych bolesnych rozczarowań.