Tottenham już nie tylko słabo broni, ale też słabo atakuje. 5 wniosków po 30. kolejce Premier League

Aż 2,5 tygodnia musieliśmy czekać na powrót Premier League, ponieważ tyle czasu minęło od ostatniej, 29. kolejki. Problemy personalne Arsenalu w defensywie, wartość Anthony’ego Elangi, spadające szanse Salaha na Złotą Piłkę, jednowymiarowość Bournemouth i regres ofensywy Tottenhamu. Oto tematy, które omawiamy po 30. kolejce Premier League.

Arsenal odzyskuje ofensywę, ale traci defensywę

Wydarzeniem kolejki z perspektywy fanów Kanonierów był powrót Bukayo Saki, który potrzebował zaledwie 7 minut na boisku, aby wpisać się na listę strzelców. Przeciwko Fulham (2:1) ofensywa wreszcie zagrała na przyzwoitym poziomie. Znakomity mecz rozegrał Gabriel Martinelli, Mikel Merino w roli napastnika znów wpisał się na listę strzelców, a Ethan Nwaneri po raz kolejny pokazał jak duży drzemie w nim potencjał. W połączeniu z wracającym do gry Bukayo Saką można odnieść wrażenie, że ofensywa Arsenalu, która od dłuższego czasu nie spełniała oczekiwań wraca do żywych. Niemniej jednak, pod dużym znakiem zapytania stoi obsada personalna linii defensywy.

REKLAMA

W trakcie meczu z Fulham jeszcze w pierwszej połowie boisko opuścił Gabriel Magalhaes, za którego na boisku pojawił się Jakub Kiwior. Drugim zawodnikiem, który przez problemy zdrowotne przedwcześnie zakończył spotkanie był Jurrien Timber. W kadrze meczowej zabrakło natomiast Bena White’a i Riccardo Calafioriego, a już za tydzień zespół Mikela Artety podejdzie do rywalizacji z Realem Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, kluczowej rywalizacji w kontekście oceny tego sezonu. Bez Gabriela, który nie zagra już do końca sezonu zatrzymanie ofensywy Królewskich z Mbappe, Viniciusem, Rodrygo i Bellinghamem będzie piekielnie trudne.

Arsenal 2:1 Fulham

Anthony Elanga byłby wartością dodaną w każdym klubie Premier League

Nottingham Forest dopisało kolejny komplet punktów i według algorytmów statystycznych ich prawdopodobieństwo awansu do Ligi Mistrzów wynosi już ponad 90%. W meczu z Manchesterem United (1:0) kluczową i jedyną akcję bramkową przeprowadził w pojedynkę Anthony Elanga, były zawodnik Czerwonych Diabłów. Po rzucie rożnym rywali Szwed dopadł do wybitej piłki i ruszył w kierunku bramki rywala. Według wyliczeń TNT Sports, stacji telewizyjnej, która transmitowała w Anglii to spotkanie – skrzydłowy Nottingham Forest przebiegł z piłką 85 metrów w 9 sekund. W tym czasie zanotował 7 kontaktów z piłką. 12 sekund po wykonaniu rzutu rożnego Manchester United mógł wyciągać piłkę z siatki.

Współczesny futbol coraz wyżej ceni zawodników o charakterystyce Elangi. Piłkarzy bardzo trudnych do zatrzymania w kontratakach, błyskawicznie zdobywających metry z piłką i dysponujących niesamowitą szybkością. Dla wielu zespołów fazy przejściowe są główną metodą kreowania sytuacji i tacy piłkarze – jednoosobowe armie do kontrataków – są na wagę złota. Anthony Elanga perfekcyjnie odnalazł się u Nuno Espirito Santo w Nottingham Forest, które przyjmuje strategię obrony na własnej połowie i szybkich wyjść z kontratakami, natomiast stawiamy tezę, że taki zawodnik byłby wartością dodaną w każdym klubie Premier League. Jeśli któryś z trenerów nie widziałby go nawet w podstawowym składzie to na pewno doceniłby atuty, które 22-latek mógłby dać po wejściu z ławki.

Złota Piłka oddala się od Mohameda Salaha

Gdy Liverpool odpadł z Ligi Mistrzów na etapie 1/8 finału z PSG, a Mohamed Salah na przestrzeni całego dwumeczu po prostu zawiódł wielu kibiców wydało już werdykt – to koniec marzeń o Złotej Piłce dla Egipcjanina. Oczywiście, Champions League w sezonach bez wielkiego turnieju reprezentacyjnego jest w głosowaniach tego plebiscytu najważniejsza, jednak 32-latek rozgrywał jeden z najlepszych indywidualnych sezonów w całej historii Premier League, więc przy braku oczywistego faworyta dla wielu decydentów mógł ciągle pozostawać w grze.

Ostatnimi występami Ballon d’Or oddala się jednak od Mo Salaha. W pięciu ostatnich meczach nie zaliczył on żadnej asysty, a gole (dwa) strzelał tylko po rzutach karnych. Jego wpływ na zespół znacząco spadł. Wyłączając mecz z Southampton, czyli drużyną, której sam trener mówi, że walczą o to, aby nie zostać najgorszą drużyną w historii Premier League Salah w czterech poprzednich spotkaniach (dwa razy PSG, Newcastle i Everton) oddał 5 strzałów, stworzył 2 okazje, z 17 prób dryblingów 4 były udane i wygrał 9 z 34 pojedynków. W tym czasie Liverpool odpadł z LM i przegrał finał Carabao Cup. Wprawdzie cały zespół został trochę rozczytany i Salah nie ma tylu szans, aby tworzyć zagrożenie pod bramką przeciwnika, natomiast jego występy i tak są kiepskie. Jeśli ma liczyć się w walce o Złotą Piłkę, musi wrócić do standardów, które utrzymywał przez ostatnie miesiące.

Bournemouth musi stać się bardziej wszechstronne

Bournemouth niespodziewanie przegrał z Ipswich (1:2) i w klubie muszą przeformatować cele, jakie mogli zakładać jeszcze w trakcie przerwy reprezentacyjnej. Liga Mistrzów wydaje się już odległą perspektywą i zamiast niej zespół Andoniego Iraoli powinien celować w awans do europejskich pucharów. Ten i tak może być bardzo trudny, jeśli Bournemouth nie stanie się zespołem bardziej wszechstronnym. Rywalizacja z Ipswich była czternastą w tym sezonie, w której gracze Iraoli mieli wyższe posiadanie piłki od rywala. Połowę z tych meczów Bournemouth przegrało, cztery wygrało i trzy razy podzieliło się punktami. Dość kiepsko Wisienki wyglądają także wówczas, gdy muszą odrabiać straty. Z pozycji przegrywającego w tym sezonie wywalczyli 11 punktów w 17 meczach.

Nie chcemy podważać filozofii gry Andoniego Iraoli. Ta sprawdza się bardzo dobrze, zwłaszcza w erze, gdzie nacisk na szybkie ataki, wysokie odbiory i wymuszanie błędów na przeciwniku jest wyższy niż kiedykolwiek. Niemniej jednak, rywale nie zawsze pozwalają na wykorzystanie swoich silnych stron. Coraz więcej zespołów ma świadomość, gdzie leżą najmocniejsze punkty Bournemouth i skutecznie je neutralizuje, o czym najlepiej świadczą wyniki Bournemouth w ostatnich tygodniach. W poprzednich 7 meczach drużyna Andoniego Iraoli wygrała tylko raz – po rzutach karnych z Wolves w Pucharze Anglii.

REKLAMA

Tottenham już nie tylko słabo broni, ale również słabo atakuje

Gdybyśmy zapytali kibiców Premier League o Tottenham Ange’a Postecoglou najprawdopodobniej wnioskiem przewodnim z ich wypowiedzi byłoby, że to zespół nastawiony na ofensywę, ale nie potrafiący bronić. Tak było od początku pracy Australijczyka w północnym Londynie. W ostatnich miesiącach Spurs już nie tylko słabo bronią, ale także mają coraz większy problem ze stwarzaniem sytuacji. W 2025 roku w Premier League mniej goli zdobyło tylko 5 zespołów. Na tym samym, 15. miejscu, Tottenham plasuje się w statystyce goli oczekiwanych (xG). W ostatnich czterech ligowych spotkaniach trzy razy nie trafiali do siatki.

Ange Postecoglou w okolicach połowy sezonu postanowił odejść od filozofii nastawionej niemal wyłącznie na ofensywę i spróbować znaleźć lepszy balans. Tottenham bez piłki częściej ustawia się na własnej połowie, oddając inicjatywę przeciwnikowi. W fazie posiadania piłki boczni obrońcy nie schodzą już do środka, a grają bliżej linii bocznej. Można odnieść wrażenie, że w swoich atakach nie forsują już tak bardzo tempa, aby nie narażać się w prosty sposób na kontrataki. Te korekty prawdopodobnie miały poprawić funkcjonowanie defensywy, ale w rzeczywistości Spurs z zespołu, który nie potrafił bronić, ale miał sporo atutów w ataku stał się drużyną, która nadal nie potrafi bronić, a na dodatek przestała być groźna w ofensywie.

Chelsea 1:0 Tottenham

Co jeszcze wydarzyło się w 30. kolejce Premier League?

  • Leicester przegrało siódmy ligowy mecz z rzędu, a ósmy we wszystkich rozgrywkach. Manchester City poradził sobie z ekipą Ruuda van Nistelrooya bez najmniejszych kłopotów, wygrywając 2:0.
  • Newcastle wygrało na własnym stadionie z Brentford (2:1), a dwudziestego gola w tym sezonie Premier League zdobył Alexander Isak.
  • Znów mamy okazję do chwalnie Monchiego, dyrektora sportowego Aston Villi. Zespół Emery’ego wygrał z Brighton (3:0), a bezpośredni udział przy golach znowu mieli Asensio (gol i asysta) oraz Rashford (gol).
  • Crystal Palace w weekend w Pucharze Anglii przedłużyło serię wyjazdowych zwycięstw bez straty gola do sześciu, a w środę potknęli się na obiekcie czerwonej latarni ligi, remisując z Southampton (1:1).
  • Wygrywając u siebie z West Hamem (1:0), Wolves tylko utwierdza wszystkich w przekonaniu, że żadnej walki o utrzymanie nie będzie. Vitor Pereira w 14 meczach Premier League zdobył 20 punktów. To była udana zmiana trenera.
SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    108,837FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ