Thomas Müller kończy swoją ikoniczną karierę w barwach Bayernu Monachium. Niemiecki weteran nie dostał oferty przedłużenia współpracy z bawarskim gigantem, co zresztą sam ogłosił w mediach społecznościowych. Licznik 35-latka wskazuje obecnie na 743 spotkania rozegrane w barwach Die Roten. Müller wciąż ma jednak przed sobą walkę o 13. mistrzostwo Niemiec, 3. trofeum Ligi Mistrzów i 3. Klubowe Mistrzostwo Świata. Co nieco paradoksalne, mimo decyzji o nadchodzącym rozstaniu, w najbliższym czasie może odegrać znaczącą rolę w grze zespołu prowadzonego przez Vincenta Kompany’ego. A skoro tak, czy rzeczywiście działacze Bayernu postępują słusznie?
Prawda Bayernu Monachium
Według doniesień medialnych Thomas Müller mógł liczyć w Monachium na pensję rzędu 15 mln euro za sezon. Z biznesowego punktu widzenia, takie zarobki są nieadekwatne do roli, jaką 35-latek odgrywa obecnie w Bayernie. Jest klubową legendą i tego nie można mu odmówić. Od początku sezonu strzelił jednak ledwie 5 goli (w tym dwa w DFB Pokal). To marny wynik, szczególnie że w letnim okresie przygotowawczym Kompany przewidział dla Niemca rolę zmiennika Harry’ego Kane’a. 35-latek miał dostać więcej swobody i grać jako napastnik, a przynajmniej takie były wstępne plany. Niestety, nie wykorzystywał szans, które pojawiały się pod nieobecność byłego gracza Tottenhamu. W niewielkim stopniu przypominał przebojowego gracza, który w sezonie 2020/21 miał udział w 32 ligowych trafieniach, błyszcząc trafieniami i ostatnimi podaniami.
Niezdrową byłaby sytuacja, w której piłkarz pokroju Michaela Olise — aktualnie jeden z najlepszych zawodników Bayernu Monachium, zarabiałby mniej niż Thomas Müller, będący jedynie zmiennikiem. Zasadnicze pytanie, czy Bawarczycy nie mogli przedłużyć współpracy ze swoją legendą na bardziej opłacalnych zasadach? Kłania się tutaj przykład Luki Modricia. 39-latek w Realu Madryt od kilku lat dostaje nowe umowy, mimo że stopniowo notuje coraz mniej minut na murawie. Przekłada się to jednak na gorsze warunki finansowe. Chorwat zarabia dziś około 35% tego, na co mógł liczyć w najlepszych latach swojej kariery.
Bayern mógł zaoferować Müllerowi pensję rzędu 6-7 mln euro (oczywiście nie wiadomo, czy zawodnik byłby zainteresowany), a jednak nie podjął negocjacji. I to w tej sytuacji jest chyba najbardziej zadziwiające. Thomas Müller z pewnością zdawał sobie sprawę, że nie będzie mógł liczyć na gwiazdorskie warunki mimo spadku formy. Mógł jednak wierzyć, że uda się dogadać korzystne dla obu stron rozwiązanie.
Thomas Müller zatańczy ostatni taniec?
Max Eberl komentując decyzję o rozstaniu z Müllerem, zasugerował, że to belgijski szkoleniowiec nie ma planów względem weterana. Być może Bayern ma już wybranego gracza, po którego ruszy w letnim okienku transferowym (Florian Wirtz, Xavi Simons?). Takiego, który wypełniłby lukę po odejściu 35-latka? To chyba najbardziej logiczny scenariusz. Faktem jest bowiem, że weteran nie jest jedynie ogrzewaczem ławki. Z 28 bundesligowych spotkań, wystąpił w 24. Kontuzja Jamala Musiali i problemy kadrowe Bayernu mogą sprawić, że to Thomas Müller wybiegnie w pierwszym składzie na nadchodzący mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów przeciwko Interowi.
Napiszę coś bardzo dziwnego. Nie będę w wielkim szoku, jeśli decyzja o rozstaniu zostałaby zmieniona, gdyby 35-latek w końcówce sezonu udowodnił, że nadal ma sporo do zaoferowania. Przypominają mi się bowiem rozgrywki 2019/20, gdy Niko Kovac niechętnie korzystał z usług Niemca, a media przekonywały, że jego czas w Monachium jest policzony. Thomas Müller nie zachwycał, ale gdy dostał impuls w postaci zmiany trenera, nagle wrócił na najwyższy poziom. Teraz takim momentem zwrotnym mógłby być powrót do podstawowej jedenastki pod nieobecność Musiali. Bayern Monachium nie potrzebuje już Müllera w kolejnym sezonie, a jednocześnie będzie potrzebować w najbliższym czasie. Legenda Bawarczyków dostaje szansę, by odejść tańcząc ostatni, efektowny taniec.