Święta wojna na całego! Działo się w meczu Radomiaka i Korony

Ekstraklasowe derby są dmuchane jeszcze przed ich rozpoczęciem, a potem, gdy już jest nam dane je oglądać, zazwyczaj zawodzimy się nimi. Taką wielką otoczkę mają pojedynki Korony Kielce i Radomiaka Radom. W przypadku wiosennego epizodu ich świętej wojny, odbywającego się na stadionie Zielonych, kaszany jednak nie było. W ekscytującym do ostatnich minut spotkaniu 2:0 wygrali podopieczni trenera Jacka Zielińskiego.

Mecz w pierwszych minutach układał się tak, że gdyby nie skutkujący utratą gola na 1:0 błąd Radomiaka (nie popisał się w tej sytuacji Filip Majchrowicz), to raczej oglądalibyśmy bardziej zamknięte starcie. A tak gospodarze zaczęli intensywnie dążyć do wyrównania, co otworzyło mecz i sprawiło, że drużyny sprezentowały nam na początek weekendu emocjonującą potyczkę.

REKLAMA

Zieloni nie grali złego spotkania. Niektóre sytuacje, które sobie stworzyli, powinni wykorzystać. Poprzeczka Capity Capemby, strzał Mauridesa z główki, próba Jana Grzesika – to tylko niektóre okazje. Na ich nieszczęście w bramce przeciwnika stał niezawodny w tym sezonie Xavier Dziekoński. Drużynę z Radomia pogrążyły błędy, których nie potrafili się wystrzec. Gdyby Korona wykorzystała inne szanse, jakie miała dzięki kłopotom miejscowych, to wygrałaby jeszcze wyżej. Tu prawie urwał się Antonin, tam już do uderzenia składał się Wiktor Długosz, ale ostatecznie obaj przegrali swoje pojedynki.

Pokaz siły woli Korony

Jednocześnie Scyzoryki pokazały zabójczą skuteczność. Nie potrzebowały wielu okazji, by wyjść na dość bezpieczne prowadzenie 0:2 (choć Czesław Michniewicz by się z tym nie zgodził). Wiktor Długosz zachował zimną krew w sytuacji, w której mógłby się nadmiernie podpalić. Z kolei Marcel Pięczk zdobył jednego z najefektowniejszych goli w swojej karierze i zrewanżował się za bramkę samobójczą z poprzedniego meczu z Zagłębiem Lubin. Swoją drogą, gol byłego piłkarza Puszczy Niepołomice to pochodna dobrze rozegranego wrzutu z autu. Goście pokazali, że naprawdę potrafią w stałe fragmenty gry.

Kielczanie przetrwali najtrudniejsze momenty, kiedy Radomiak – nogami Capemby, Grzesika czy Rafała Wolskiego – robił wszystko, aby wrócić do gry. Można powiedzieć, że mieli szczyptę szczęścia, ale to też dla nich nagroda za nieustępliwą postawę. Bronili szesnastki, jakby zależało od tego ich życie. Każdy zasuwał i asekurował kolegów. Niejednokrotnie zagrożenie udawało się im oddalać w – wydawało się – ostatnich możliwych momentach.

Tego wysokiego ciśnienia, jakie utrzymywało się przy Struga 63, nie wytrzymał Goncalo Feio. Po drugim trafieniu dla Korony Portugalczyk nie wytrzymał, zaczął stawiać sędziom zarzuty o korupcję i w związku z tym otrzymał czerwoną kartkę. Chwilę trwało, nim trener Zielonych powędrował na trybuny stadionu. Coś czujemy, że w najbliższym czasie znów zrobi się o nim głośno. Natomiast niech ten obrazek nie zasłania nam całości rywalizacji między Radomiakiem i Koroną. Święta wojna zdecydowanie nie zawiodła – przede wszystkim dzięki aspektom sportowym. Nawet jeśli niektórzy piłkarze, jak Hubert Zwoźny, wprowadzali niej trochę zapasów.

Radomiak Radom – Korona Kielce 0:2 (Długosz 8′, Pięczek 33′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    144,373FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ