Sommer antybohaterem, heroiczny Inter! Wnioski po meczu z Pisą

Inter Mediolan uznał, że w meczu z teoretycznie słabszym rywalem nie może po prostu wygrać, pokazując swoją wyższość od początku do końca. Zieliński i spółka najpierw utrudnili sobie zadanie, na własne życzenie tracąc dwa gole, by później i tak zrobić swoje! Niesamowity comeback ekipy z Lombardii sprawił, że ostatecznie wygrali oni aż 6:2 i koniec końców zanotowali naprawdę dobry mecz. Nie można też odmówić im dostarczenia swoim fanom ogromu emocji, które na dodatek na przestrzeni spotkania ulegały dynamicznym zmianom. Co jeszcze warto powiedzieć po tym meczu, by nie zatrzymać się tylko na jego atrakcyjności wizualnej? Odpowiedzi poszukujemy w naszych wnioskach, dotyczących kwestii personalnych i taktycznych związanych z tym spotkaniem.

1. Sommer antybohaterem

Już na samym początku starcia Inter utrudnił sobie zadanie i niemalże własnoręcznie wyprowadził Pisę na prowadzenie. Głównym winowajcą całej sytuacji był bramkarz gospodarzy, Yann Sommer. Generalnie jest on znany z dobrej gry nogami, dzięki czemu zazwyczaj może bez strachu uczestniczyć w rozegraniu piłki. Zdarza mu się więc grać dość daleko od własnej bramki, pomagając kolegom w wyjściu spod pressingu czy uniknięciu strat we własnej tercji defensywnej. Tym razem jednak absolutnie nie pomógł, gdyż będąc poza polem karnym kopnął piłkę wprost pod nogi rywala. Był nim Stefano Moreo, którego nie sparaliżował zaskakujący bieg wydarzeń. Skorzystał z prezentu i przelobował golkipera Interu, zaliczając piękne trafienie z bardzo daleka. Dalsze opisywanie walorów estetycznych tej bramki mijałoby się z celem, lepiej po prostu zobaczyć ją na własne oczy:

REKLAMA

Nie minął więc nawet kwadrans, a skazywana przed pierwszym gwizdkiem na pożarcie Pisa sensacyjnie prowadziła. To było jednak tylko preludium do jeszcze większych tarapatów Interu. Już w 23. minucie oba zespoły dzieliły już dwa gole, a zawodnicy z Mediolanu mogli mówić o fatalnym déjà vu. Po raz kolejny ich katem okazał się grający bajeczne zawody Moreo, a po stronie Nerazzurrich ponownie nie popisał się Sommer. Tym razem można było mieć mu za złe, że przy rzucie rożnym nie upilnował bliższego słupka i pozwolił piłce wpaść do siatki właśnie przy nim.

2. Odważna decyzja, wymarzone skutki

Początek meczu z perspektywy Interu można było nazwać trzęsieniem ziemi. Pomimo straty dwóch bramek lider Serie A nie stracił wiary w uratowanie spotkania. Nie bez znaczenia był też fakt, że udany impuls swoim podopiecznym wysłał trener, Cristian Chivu. Podjął on odważną decyzję, by już w pierwszej połowie dokonać roszady personalnej. Zdjął z boiska Luisa Henrique, z którego obecności na placu gry zespół nie miał żadnego pożytku, a w jego miejsce wprowadził Federico Dimarco. Ten ruch był nie tylko symbolem wiary w to, że jeszcze nie wszystko stracone. Była to też realna zmiana, która wprowadziła do poczynań Interu nową jakość. Sam Dimarco już parę chwil później zanotował świetną asystę przy golu główką Lautaro. W końcówce meczu sam trafił, wieńcząc w ten sposób swoje wspaniałe wejście na boisko z ławki.

Wróćmy jednak do tego, co stało się jeszcze tuż przed przerwą. Inter w tym okresie łącznie pokonał bramkarza rywali aż trzykrotnie. Poza Lautaro, raz z karnego pod poprzeczkę przymierzył Piotr Zieliński, a na 3:2 strzelił, ponownie głową, Pio Esposito.

Stało się więc coś niesłychanego: Inter wziął się w garść, włączył „tryb turbo” i zamiast schodzić na przerwę upokorzony, robił to w atmosferze podniosłego, niesamowitego wyczynu. W końcu odwrócenie losów meczu w tak szybkim tempie to spore osiągnięcie, co ewidentnie doceniali także fani z Mediolanu. Wrzawa na trybunach po kolejnych golach była niesamowita i nie ucichła nawet po ostatnim gwizdku arbitra w pierwszej części meczu. Także w wielu innych momentach fani zgromadzeni na San Siro głośno dawali swoim ulubieńcom do zrozumienia, że doceniają ich przebudzenie i odwrócenie losów rywalizacji.

3. Pisa pokazała, jak nie bronić prowadzenia

Droga Pisy z piłkarskiego nieba do piekła to przykład przykry, ale niemalże podręcznikowy. Przy rezultacie 2:0 drużyna z Toskanii popełniła niemal wszystkie możliwe błędy, które w komplecie szybko obróciły się na jej niekorzyść. Torri cofnęli się tuż pod własną bramkę, wielokrotnie dając się zamknąć na dwudziestu kilku metrach murawy. Ich główną strategią defensywną było wybijanie piłki na oślep, co w najbardziej rozpaczliwych sytuacjach miałoby jeszcze sens, ale powtarzane hurtowo tylko intensyfikuje ataki przeciwników. Problemem był też brak walki o drugie piłki, które niemal zawsze, nawet tuż pod polem karnym Pisy, należały do Interu. Tak grać po prostu nie można, o czym Pisa przekonała się niezwykle szybko i niezwykle boleśnie. Należą jej się brawa za fenomenalne wejście w mecz, ale później było już znacznie gorzej. Końcówka pierwszej połowy i cała druga część starcia to już obraz absolutnej dominacji faworyta, który ostatecznie zasłużenie wygrał.

4. Wspaniały występ Zielińskiego!

Warto na moment zatrzymać się także przy polskim wątku z tej rywalizacji, gdyż może być on bardzo przyjemny dla kibiców z naszego kraju. Zieliński, poza tym, że bez problemów wykorzystał „jedenastkę”, to rozegrał naprawdę świetnie 90 minut. Przez większość czasu był mózgiem drużyny odpowiedzialnym za kierowanie atakami pozycyjnymi. Decydował, gdzie posłać piłkę, a także zarządzał zmianami tempa, w zależności od okoliczności przyspieszając lub spowalniając akcje. Robił to naprawdę mądrze, ale na tym jego zasługi się nie kończyły. Były gracz Napoli potrafił też w kluczowej sytuacji odebrać piłkę i uruchomić kontratak, a także popisać się inteligentnym czytaniem gry. Przejawiało się to tym, że zagrywał piłkę kolegom na dobieg, antycypując ich ruch i intencje, albo że sam pojawiał się tam, gdzie kilka sekund później przenosiło się centrum boiskowych wydarzeń.

To dobre wieści, szczególnie gdy porównamy je z sytuacją Polaka z zeszłego sezonu. Jego rola w Mediolanie była marginalna, ale to na szczęście już tylko historia. Zamiast ją rozpamiętywać, możemy być dumni z tego, że aktualnie Piotr jest jedną z kluczowych postaci najlepszej aktualnie drużyny w całej lidze włoskiej.

5. Mogli być katem Interu, sami cierpieli katusze

Druga połowa była dla Pisy już czasem niezwykle przykrym, w którym nie było już nadziei na sprawienie kolejnej niespodzianki i ponowne powalczenie o choć 1 punkt. Pisa nie umiała dłużej utrzymać się przy piłce, nie była w stanie zabezpieczyć tyłów. Była już tylko wrakiem cudownego zespołu z pierwszych 30 minut meczu. W efekcie po raz czwarty, piąty i szósty wyciągali piłkę z własnej bramki.

REKLAMA

Ich gra wyglądała tak, jakby marzyli już tylko o zakończeniu tych tortur. Tak naprawdę, 5:2 to i tak niski wymiar kary. Inter oddał bowiem ponad 30 strzałów, z których wiele nie zakończyło się zmianą wyniku tylko przez własną nieskuteczność. A i dwóch goli gości by nie było, gdyby nie wspomniane w pierwszym wniosku gigantyczne błędy Yanna Sommera.

Inter Mediolan 6:2 Pisa SC (Piotr Zieliński 39′, Lautaro Martínez 41′, Pio Esposito 45+2′, Federico Dimarco 82′, Ange-Yoan Bonny 86′, Henrikh Mkhitaryan 90+3′ – Stefano Moreo 11′, 23′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    143,898FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ