W przeciwieństwie do Jagiellonii Białystok, Lech Poznań miał mecz z gatunku „do odbębnienia”. KuPS Kuopio nie powodowało, że w stolicy Wielkopolski trzęśli portkami, a dwubramkowa zaliczka dawała potrzebny spokój. Niels Frederiksen nauczony doświadczeniem z Gibraltaru nie zdecydował się przed ważnym, niedzielnym meczem z Rakowem Częstochowa na oszczędzenie ważnych piłkarzy.
W tym spotkaniu nie należało się spodziewać cudów przy Bułgarskiej. Lech przywiózł z Finlandii dość komfortową zaliczkę, którą pozostało jedynie dowieźć do końca. W pierwszych minutach meczu Kolejorz był ekipą, która dużo grała piłką i konsekwentnie się przy niej utrzymywała. Już w 2. minucie padł pierwszy celny strzał, lecz golkiper KuPS nie miał problemów z uderzeniem Mikaela Ishaka. Groźnie było kilka minut później, ale Luis Palma uderzył nieznacznie obok bramki. Choć mistrz Polski był oczywiście stroną dominującą w tym meczu, to trzeba przyznać, że Finowie nie byli wcale biernymi obserwatorami. Nie dawali się całkowicie zepchnąć do defensywy, a niekiedy nawet próbowali szarpnąć do przodu. Gra Poznaniaków wyglądała co najmniej nieciekawie. Pierwsze 30 minut w ich wykonaniu było bardzo słabe. Męczyli się z rywalem, który w tym czasie oddal tylko jeden, mocno niecelny strzał. Trzeba było się czym prędzej wziąć do roboty, nawet dla samych punktów do rankingu UEFA.
Chyba wszyscy kibice na stadionie i przed telewizorami na poczynania piłkarzy Lecha – a przede wszystkim tych ofensywnych – reagowali tak samo jak opiekun Kolejorza. Skwaszona mina Duńczyka mówiła wszystko o grze jego drużyny. Skuteczność pod bramką rywala była podobna, jak w wyjazdowym meczu z Piastem Gliwice (0:1). Wymownym niech będzie moment, gdy Ishak dostał piłkę w polu karnym, ale zbierał się do strzału jak Batory w porcie. Kto nie wie, o co chodzi, to niech wpisze sobie w wyszukiwarkę. Analogię będzie łatwo wyłapać.
Pablo Rodriguez ratuje od rozczarowania
Po godzinie gry Niels Frederiksen zluzował trzech ofensywnych graczy, wpuszczając świeżych zawodników. Lech dalej kopał się z koniem, ale w 65. minucie udało się zaskoczyć nisko broniącego rywala. Odbiór piłki na połowie przyjezdnych, Pablo Rodriguez wybrał opcję egoistyczną (miał do podania trzech kolegów), ale nie dostanie za to bury w szatni. Hiszpan zdobył gola ze skraju pola karnego i czuć było po prostu ulgę.
Po bramce już się trochę rozluźniło na boisku. Wynik się zgadzał, Finowie nie zagrażali, wystarczyło dociągnąć to do końca.
Trener mógł dać pograć piłkarzom, którzy dawno nie powąchali murawy. Po kontuzji wrócił Daniel Hakans, z dalekiej rezerwy wezwani zostali Alex Douglas oraz Gisli Thordarson. Przed końcem trochę jeszcze trzeba było popracować w defensywie, bo KuPS próbował swoich sił, ale Bartosz Mrozek gola nie stracił. Lista zadań wykonana została całkowicie. Awans? Zrealizowane. Dorzucenie punktów do rankingu? A jakże. Oszczędzenie sił? Trochę naciągane, ale coś tam odpoczęli. W niedzielę kolejny ważny mecz tym razem już tak niskim nakładem sił wygrać się nie uda.
