Show na Bernabeu, Bellingham znowu bohaterem El Clásico!

Do ostatniego El Clasico w sezonie 2023/2024 obie drużyny podchodziły w skrajnie różnych nastrojach. Real Madryt po wyeliminowaniu Manchesteru City i awansie do półfinału Ligi Mistrzów mógł czuć zmęczenie w nogach, ale też przypływ wiary we własne możliwości. W szeregach Barcelony nastroje były odwrotne, po tym jak na własnym stadionie wysoko przegrali z PSG. Królewscy mogli już zamknąć temat mistrzostwa, Barca natomiast walczyła o zachowanie matematycznych szans na jego obronę.

REKLAMA

Emocje były zagwarantowane od samego początku

Królewscy rozpoczęli mecz rozluźnieni, można nawet rzec, że aż za bardzo. Barca nie potrzebowała wstępu do gry na pełnym zaangażowaniu i szybko chciała wyprowadzić pierwszy cios. To udało się po rzucie rożnym. Andrij Łunin podjął złą decyzję przy wyjściu z bramki, a Toni Kroos nie był żadnym problemem w walce powietrznej dla Christensena. Goście wyszli na prowadzenie i Los Blancos musieli szybko otrzeźwieć. Długo jednak nie musieliśmy czekać na gola wyrównującego. Trochę ponad 10 minut później wynik wyrównał Vinicius Junior, wykorzystując rzut karny wywalczony przez Lucasa Vazqueza. Decyzja o jedenastce choć dyskusyjna, tak wydaje się być słuszna.

Do największej kontrowersji doszło jednak kilka minut później. Po dośrodkowaniu Raphinhi piłkę trącił Lamine Yamal, a Łunin interweniował… no właśnie. Nie da się z dostępnych powtórek wywnioskować, czy Ukrainiec wybijał piłkę z linii, czy też futbolówka zdążyła ją przekroczyć. A nie da się, bo w LaLiga nie ma technologii GoalLine, która rozwiązałaby wszelkie wątpliwości. Sędziowie uznali, że gola nie było i zostaje im zaufać.

Pierwsza połowa była bardzo żywa, z akcjami po obu stronach boiska. To jednak Barca sprawiała wrażenie drużyny mającej więcej pomysłu na wyprowadzanie swoich akcji ofensywnych. W szeregach Realu było przy tym znacznie więcej chaosu i złych decyzji, jak ta w końcówce kiedy Vini, zamiast próbować strzału, podawał do Rodrygo. W doliczonym czasie gry boisko z powodu kontuzji opuścił Frenkie de Jong, a jego reakcje nie wskazywały, aby była to tylko drobnostka.

Nikt nie chciał tylko zremisować

Druga połowa rozkręcała się znacznie dłużej niż sam początek meczu. Obie strony nie chciały podejmować dużego ryzyka i stawiać wszystkiego na atak, przynajmniej w pierwszych momentach po wznowieniu gry. Kiedy jednak jedna ze stron była w stanie stworzyć zagrożenie pod bramką rywala, tak chwilę później druga odpowiadała tym samym. Oglądaliśmy więc naprzemiennie spokojne rozgrywanie piłki z jazdą od jednego do drugiego pola karnego.

Strzelanie w drugiej połowie podobnie jak w pierwszej rozpoczęła Barcelona. Fermin Lopez najlepiej odnalazł się w polu karnym Realu i dobił piłkę do bramki Łunina dając drużynie Xaviego prowadzenie. Ich radość trwała jednak tylko kilka minut. Real wyraźnie ruszył do przodu czego efektem był gol wyrównujący Lucasa Vazqueza. Ostatni kwadrans to walka o każdy metr boiska. Tak Real jak i Barca nie były w pełni zadowolone z remisu i chciały przechylić szalę na swoją stronę. W doliczonym czasie gry udało się to Realowi Madryt, za sprawą nikogo innego, a Jude’a Bellinghama. Barcelona szukała jeszcze gola wyrównującego, ale Real dał radę się wybronić.

Obiektywnie patrząc Real i Barcelona zagwarantowały nam znakomite widowisko. Drużyna z Katalonii wydawała się mieć lepszy plan, który skrupulatnie realizowała w ofensywie, co tworzyło duże zagrożenie pod bramką Realu. Królewscy byli znacznie bardziej chaotyczni w swoich działaniach. Byli groźni pod bramką Ter Stegena, ale raczej ze względu na indywidualne umiejętności, aniżeli wypracowane schematy. Gdyby też Vinicius Junior miał lepszy dzień, tak skończyłby mecz z pokaźniejszym dorobkiem bramkowym.

Real Madryt 3:2 FC Barcelona (Vinicius 18′, Vazquez 73′, Bellingham 90+1′ – Christensen 6′, Fermin Lopez 69′)

SPRAWDŹ TAKŻE
Więcej
    REKLAMA
    107,651FaniLubię

    MOŻE ZACIEKAWI CIĘ