Bayern Monachium pewnie pokonał Union Berlin 4:0 w meczu 27. kolejki Bundesligi. Zespół Vincenta Kompany’ego kontrolował spotkanie od pierwszych minut, a kluczowe role odę odegrał strzelec dwóch goli Serge Gnabry.
Po doskonałym dwumeczu z Atalantą Bawarczycy musieli wrócić na własne podwórko i potwierdzić swoją klasę w rywalizacji z Unionem Berlin. Od początku było widać, że Bayern chce szybko ustawić sobie mecz. Gospodarze grali wysoko, agresywnie odbierali piłkę i praktycznie zamknęli Union na jego połowie. Zespół z Berlina skupił się na defensywie, ustawiając się bardzo nisko i licząc na pojedyncze kontry, ale długo nie był w stanie wyjść spod pressingu.
Bayern w trybie walce, Union w roli rozjeżdżanego
Pierwszy gol padł jeszcze przed przerwą. Bayern cierpliwie rozgrywał akcje, aż w końcu znalazł sposób na sforsowanie defensywy rywali. Wynik otworzył Michael Olise, który wykorzystał dogranie Leona Goretzki i pewnym strzałem pokonał Frederika Rönnowa. Chwilę później było już 2:0 – Serge Gnabry wykończył akcję po podaniu Joshuy Kimmicha, dając Bayernowi bardzo komfortowe prowadzenie do przerwy. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Bayern dalej dominował i szybko zadał kolejny cios. W 49. minucie Harry Kane podwyższył wynik na 3:0, wykorzystując swoją okazję w polu karnym. Paradoksalnie, Anglik i tak zmarnował w tym meczu dwie-trzy sytuacje, które powinien zamienić na gola.
Monachijczycy nie zamierzali jednak zwalniać tempa. W 67. minucie Serge Gnabry skompletował dublet, ustalając wynik spotkania na 4:0. W tym momencie było już jasne, że Union nie ma żadnych argumentów, by wrócić do gry. Statystyki tylko potwierdzają przebieg meczu. Bayern miał wyraźną przewagę w posiadaniu piłki i zdecydowanie częściej uderzał na bramkę. W pewnym momencie gospodarze prowadzili w strzałach aż 25:2, co najlepiej pokazuje skalę dominacji.
Dla Bayernu to kolejne pewne zwycięstwo i jasny sygnał, że zespół jest w bardzo dobrej formie przed decydującą fazą sezonu. Drużyna Kompany’ego grała dojrzale, cierpliwie i skutecznie rozbijała defensywę rywala. Union Berlin natomiast rozegrał bardzo słabe spotkanie. Goście praktycznie nie istnieli w ofensywie i przez większość meczu byli zmuszeni do głębokiej defensywy. Brak konkretów pod bramką Bayernu sprawił, że nie byli w stanie zagrozić rywalowi nawet w końcówce. Aż chce się napisać — mecz bez historii, ale historię napisał belgijski trener, który nie oszczędzał swoich gwiazd. Nie zlekceważył słabszego przeciwnika. Efektem – 5.53 xG, cztery gole strzelone i kolejny krok w kierunku tytułu.
