Reprezentacja Polski nie awansowała na Mistrzostwa Świata, które odbędą się w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Pierwszy mecz barażowy z Albanią (2:1) wygraliśmy, natomiast w Solnej po niezłym meczu przegraliśmy ze Szwecją (2:3). Na podstawie obu tych spotkań omawiamy szerzej 5 wybranych tematów. Są to: gra bez defensywnego pomocnika, wzrost znaczenia Sebastiana Szymańskiego, zmiana charakterystyki reprezentacji, obrońcy na cenzurowanym oraz przedłużenie umowy z Janem Urbanem.
Reprezentacja Polski ma prawo grać bez typowej „6-tki”
Jan Urban w meczach barażowych zaskoczył z selekcją drugiej linii. Zarówno w meczu z Albanią, jak i ze Szwecją nie postawił na żadnego typowego defensywnego pomocnika, a w środku pola wystawił Piotra Zielińskiego oraz Sebastiana Szymańskiego. Różne są oceny co do powodzenia tego pomysłu, ponieważ były momenty, w których klasycznej „6-tki” brakowało, ale indywidualne występy obu środkowych pomocników obroniły się w obu spotkaniach. Krytycy tego pomysłu mogą zwracać uwagę, że gdybyśmy mieli w drugiej linii gracza, którego podstawowym zadaniem jest zabezpieczać przestrzeń przed środkowymi obrońcami to akcja bramkowa Szwedów na 1:0 zostałaby skasowana. Podobnie przy szybkim ataku Albanii, który mógł zakończyć się golem na 2:0, gdy tylko trzech graczy zostało na zabezpieczenie kontry, a jednym z nich był Piotr Zieliński, który niechętnie wracał do obrony.
Jan Urban na konferencji prasowej po meczu ze Szwecją tłumaczył, że chciał, aby zespół miał kontrolę nad piłką, więc wystawił w środku pola Zielińskiego w ducie z Szymańskim. Ten cel został zrealizowany. O ile w meczu z Albanią w fazie posiadania piłki nie wyglądaliśmy dobrze, tak w starciu ze Szwecją płynność gry i tempo ataków było na poziomie niepodobnym do naszej kadry (w pozytywnym znaczeniu). Ustawienie tej dwójki w centrum gry ma swoje wady i zalety. Biorąc jednak pod uwagę, że tak czy inaczej nie mamy 6-tki na poziomie reprezentacyjnym (na obecne zgrupowanie wśród powołanych znajdowali się Bartosz Slisz i Jakub Moder, a ten drugi w klubie i tak gra na innej pozycji) to wariant z Piotrem Zielińskim i Sebastianem Szymańskim jest warty dalszego testowania.
Sebastian Szymański stał się zawodnikiem, który musi mieć pewne miejsce w składzie
Warto ten wariant dalej próbować, ponieważ Sebastiana Szymańskiego trzeba uznać za największego wygranego minionego zgrupowania. 26-latek jako pomocnik biegający od jednego pola karnego do drugiego spisywał się bardzo dobrze. W meczu z Albanią zanotował dwie asysty, a oba spotkania barażowe zakończył z największą liczbą wykreowanych szans oraz odbiorów spośród reprezentantów Polski, co bardzo dobrze oddaje wpływ Szymańskiego na działania ofensywne oraz defensywne zespołu. Oglądając jego poczynania trudno też było nie odnieść wrażenia, że jest jednym z zawodników najwięcej biegających oraz wyglądał bardzo dobrze motorycznie i kondycyjnie. Ustawienie go niżej niż zwykle pozwoliło wyciągnąć z Szymańskiego jeszcze więcej atutów.
Jan Urban na taki ruch zdecydował się już w meczu z Holandią w listopadzie, ale wówczas Sebastian Szymański już na początku meczu opuścił boisko z powodu urazu. Wcześniej grał ustawiony wyżej i pomału cierpliwość do niego się kończyła, ponieważ nie potrafił przełożyć umiejętności, które prezentował w klubie na reprezentację. Niemniej jednak, trzeba pamiętać, że w meczu z Litwą w październiku – jego ostatnim na „10-tce” w kadrze – strzelił bramkę, zanotował asystę i został uznany bohaterem spotkania. Być może więc Szymańskiemu „coś przeskoczyło w głowie” i w kadrze nie tylko zaczął spełniać oczekiwania, ale wręcz zrobił pierwszy krok, aby stać się liderem reprezentacji.
Reprezentacja Polski zaczyna zmieniać swoje DNA
Przez wiele lat hasłem, które często powracało było, że w DNA polskiej reprezentacji jest gra z kontry oraz bazowanie na szczelnej defensywie. Powtarzano, że nie potrafimy prowadzić gry; że nie czujemy się dobrze w ataku pozycyjnym; że nie będziemy grać pięknego futbolu. Z biegiem czasu charakterystyka kadry oczywiście się zmienia ze względu na roszady personalne w zespole. Od około dwóch lat nasza kadra próbuje zmierzać w kierunku, który nie współgra z ogólnie przyjętą tożsamością. Więcej odwagi chciał wprowadzić Michał Probierz i taką drogą próbuje podążać też Jan Urban.
Ustawienie w środku pola Piotra Zielińskiego oraz Sebastiana Szymańskiego już jasno sugeruje jakie ma być nastawienie reprezentacji Polski. Dodając do tego Nicolę Zalewskiego na wahadle, który potrafi wygrywać pojedynki, można postawić tezę, że reprezentacja Polski ma piłkarzy do prowadzenia gry, co widzieliśmy w meczu ze Szwecją (tracone gole akurat nie wynikału z braku zabezpieczenia przed kontratakami, a z krótkich fragmentów, w których to Szwecja przejęła inicjatywę oraz stałego fragmentu gry). Wreszcie zaczęliśmy być bardziej efektywni w fazie posiadania piłki, zwłaszcza przenoszeniu jej pod pole karne rywala, w czym ogromna zasługa Piotra Zielińskiego. W finale baraży mogło się również podobać z jaką intensywnością graliśmy (choć w końcówce zahrakło już sił), a to w poprzednich latach również był słaby punkt naszej reprezentacji.
Defensywa nie dojechała… ale rozliczajmy z bronienia cały zespół
Najwięcej negatywnych opinii za minione zgrupowanie zebrali obrońcy. W końcu w dwóch meczach straciliśmy cztery gole, co jest najgorszym dorobkiem spośród reprezentacji, które zagrały w barażach w strefie UEFA. Ocena gry obrońców przez media oraz kibiców z reguły bazuje jednak na obejrzeniu powtórek straconych bramek oraz kluczowych sytuacji dla rywali i przeanalizowaniu kto mógł zachować się lepiej. Brakuje spojrzenia przez pryzmat 90 minut oraz złapania kontekstu.
Liczba kreowanych sytuacji przez rywala, a co za tym idzie – strzelonych goli wynika z wielu czynników:
- Nastawienie zespołu w grze bez piłki (ze Szwecją często zakładaliśmy wysoki pressing i zostawialiśmy obrońcom bronienie jeden na jednego na dużej przestrzeni).
- Organizacja w defensywie całego zespołu (w obu meczach barażowych było z tym gorzej niż przeciętnie).
- Profil piłkarzy (w środku pomocy gra dwóch bardziej „ofensywnych” niż „defensywnych” i tak samo na lewym wahadłowym; stricte defensywnych graczy w wyjściowej jedenastce mieliśmy po czterech w obu meczach).
- Nastawienie zespolu w fazie posiadania piłki (graliśmy ofensywnie, często podejmując ryzyko, utrzymywanie się przy piłce bylo dla nas bronią ofensywną, a nie defensywną).
- Postawa indywidualna zawodników.
Zachowania obrońców (które w wielu sytuacjach były złe) to tylko jedna ze składowych gry defensywnej całego zespolu. Na początku kadencji Jana Urbana chwaliliśmy defensorów za mecze z Holandią czy Finlandią, natomiast gdy selekcjoner zdecydował się na bardziej odważny sposób gry, a linia obrony została bardziej odkryta, zaczęliśmy tracić więcej bramek. Jeśli Jan Urban chce kontynuować taki styl gry, w pierwszej kolejności powinien zastanowić się jak sprawić, abyśmy przestali tracić gole.
Jan Urban zasłużył na przedłużenie kontraktu
Kalendarz reprezentacyjny jest tak ułożony, że dla zespołu o potencjale Polski najlepszy moment na zmianę selekcjonera wypada po zakończeniu Mistrzostw Świata (a dla nas się już właśnie zakończyły). Wówczas mamy dwa lata, gdy w miarę spokojnie możemy przygotować się do EURO, ponieważ najpierw rozgrywana jest Liga Narodów, a następnie eliminacje do Mistrzostw Europy, na które jest się o wiele łatwiej dostać niż na mundial, ponieważ jest 8 miejsc więcej dla strefy UEFA. Najlepszy moment na zmianę selekcjonera wypada więc teraz, natomiast Cezary Kulesza szybko uciął temat i ogłosił, że kontrakt z Janem Urbanem zostanie przedłużony. A to trzeba uznać za słuszną decyzję.
Cztery zgrupowania, które przepracował obecny selekcjoner pokazały, że ma on pomysł na tą reprezentację, a progres względem tego, co zastał jest wyraźny. Wydaje się też odporny na „selekcjonerozę” – stan, w którym wszędzie widzi wrogów i zaczyna budować oblężoną twierdzę – a kadrowicze chyba kupili jego podejście, sposób bycia i metody pracy. Oczywiście, nie wszystko jest idealnie. Można mieć zastrzeżenia co do naszej gry defensywnej w ostatnich meczach, ponieważ bez piłki nie byliśmy wystarczająco dobrze zdyscyplinowani. Znak zapytania pojawia się także przy zarządzaniu meczem przez Jana Urbana, ponieważ zmiany Grahama Pottera w finale baraży odmieniły przebieg meczu, a nasz trener nie potrafił zareagować. Być może moglibyśmy zatrudnić lepszego selekcjonera. Ale lepsze często jest wrogiem dobrego.
