Raków Częstochowa uniknął porażki. Przed rewanżem więcej jednak obaw…

Raków Częstochowa rozczarowująco rozpoczął nowy sezon. W PKO BP Ekstraklasie zespół spod Jasnej Góry przegrał pierwsze oba mecze. W drugim z nich, ze Śląskiem Wrocław, mieli trzy punkty na wyciągnięcie ręki, lecz nie wytrzymali w końcówce. Wprawdzie w poprzedniej rundzie eliminacji do Ligi Konferencji sobie poradzili, tak trudno się zachwycać ich występami. W końcu pokonanie Valletty było wręcz obowiązkiem. Teraz przyszedł czas na poważniejszego rywala – Hammarby IF. Szwedzi pierwotnie grali w kwalifikacjach do Ligi Europy, lecz tam nie poradzili sobie z Anderlechtem. Jak na razie są w niezłej formie – na 5 ostatnich meczów w Allsvenskan przegrali raz, i są aktualnie jej wiceliderami.

Raków miał przebłyski, ale nic ponadto

Początek meczu mógł być lepszy w wykonaniu podopiecznych Dawida Kroczka, choć zły też nie był. Sporo było rwanej gry, bez konkretów. Utrzymywali się wprawdzie więcej przy piłce, ale nie naciskali intensywnie. Zaczęli dość spokojnie. Dopiero w 7. minucie przyszedł czas na dobrą okazję. Dośrodkowanie do Mahira Emreliego, lecz Azer wyraźnie przestrzelił głową. Po wybadaniu gruntu Raków wyglądał już coraz lepiej. W 13. minucie pojawiła się kolejna szansa. Dobrze rozegrany rzut wolny, Oskar Repka zgrał głową do środka, a wykończył Patryk Makuch. Trafił prosto w bramkarza, ale Szwedzi dostali klarowny sygnał – Raków nabiera rozpędu. Hammarby nie dawało się dominować. Przyjezdni ze Skandynawii grali kombinacyjnie, następowała płynność w wymienności pozycji, nie wyglądali na boisku źle.

Po 20 minutach gry inicjatywa znalazła się w nogach Hammarby. Gospodarze z Częstochowy przeszli do gry bardziej pasywnej, jakby czekali na to, co zrobi przeciwnik. A ten starał się grać w ataku pozycyjnym. Szwedzi wymieniali sporo podań między sobą, choć dobrej okazji z tego nie wykrzesali. Pogoda z pewnością nie sprzyjała piłkarzom. Trudno się gra w takim upale. Niestety traciło na tym samo widowisko, bo mecz trochę przynudzał. Na impuls w szeregach Medalików trzeba było czekać do 37. minuty. Władysław Koczerhin podjął się odważnej próby strzału z dystansu. Ukrainiec nieźle przymierzył, ale bramkarza nie dało się zaskoczyć. Potem próbował atakować cały zespół, ale nieskutecznie. Te lepsze chwile szybko minęły, i znowu Hammarby ruszyło do ataku. Nie na tyle, żeby do przerwy objąć prowadzenie. No Raków nie powala…

Częstochowianom strzelać nie kazano…

Wejście w drugą połowę w wykonaniu Rakowa jest kompletnie do zapomnienia. W ciągu raptem paru pierwszych minut Hammarby już miało dobre okazje. Szwedzi byli w stanie postraszyć, na szczęście to był szczyt ich możliwości. Ale Częstochowianie popełniali stanowczo za dużo błędów i zupełnie niepotrzebnie podłączali rywalom tlen. Sytuacja zrobiła się mocno nieciekawa, bramka dla przeciwników wisiała w powietrzu. Raków miał i tak mnóstwo szczęścia. Nic nie był w stanie sobie wykreować, jakkolwiek wyrządzić krzywdę rywalom (oczywiście w sensie czysto sportowym). Prosił się o stracenie gola. A i kibicom przy Limanowskiego kończyła się zapewne cierpliwość. Co chwilę rozlegały się huki, jakby chcieli rozbudzić swój zespół. Na darmo. Dalej Raków wyglądał kiepsko. Choć w 68. minucie wreszcie pojawił się impuls. Po rzucie rożnym Michaela Ameyawa główkował Bogdan Racovitan. Rumun skutecznie, głową trafił do bramki. Sędzia jednak ukrócił radość piłkarzy – dopatrzył się faulu w ataku.

Raków nie chciał tego meczu oddawać tak łatwo, to trzeba im oddać. Mieli jeszcze potem coś do powiedzenia. Chociażby w 75. minucie, kiedy to uderzał Makuch. Z ostrego kąta, więc ryzykownie, lecz korzyści to nie dało. 5 minut później kolejna dobra okazja ze stałego fragmentu gry. Główkował Oskar Repka i już się wydawało, że piłka wpadnie do siatki, ale świetnie spisał się między słupkami bramkarz Hammarby. Czas naglił Medaliki, ich gra nieco się poprawiła, ale to wciąż było za mało. Jeszcze pod sam koniec akcję domykał Ameyaw, również bez skutku.

Nie udało się zmienić wyniku przed końcowym gwizdkiem. Raków Częstochowa nie zdołał wygrać z rywalem, który jak najbardziej był do pokonania. Hammarby nie rozegrało wcale wybitnego meczu. Bardziej należy skłaniać się ku tezie, że to Raków wyglądał słabo. Nawet bardzo słabo. Trudno tutaj znaleźć jakieś pozytywy w grze Medalików. Może to, że bardzo aktywny był Stratos Svarnas, nie bał się grać wysoko, jak na stopera. Może i stałe fragmenty również wyglądały przyzwoicie. Ale to jest zdecydowanie za mało, żeby myśleć nawet o kolejnej rundzie. W drużynie spod Jasnej Góry powinna się zapalić czerwona lampka, bo to jest kolejny nieudany mecz. Z taką grą można mieć spore obawy przed rewanżem w Szwecji…

Raków Częstochowa – Hammarby IF 0:0

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img