Raków Częstochowa rozbił Legię przy Łazienkowskiej! Dublet rezerwowego i bolesna porażka Papszuna

Raków Częstochowa pokonał Legię Warszawa 4:2 w 14. kolejce Ekstraklasy, sprawiając jedną z największych niespodzianek weekendu. Jeszcze przed przerwą goście prowadzili po trafieniu Patryka Makucha, ale prawdziwa wymiana ciosów rozpoczęła się w drugiej połowie. Między 56. a 72. minutą padło aż pięć bramek, a sędziowie nie uznali dodatkowo trafienia Roberta Deziela Juniora, które dałoby Legii wyrównanie na 3:3. Bohaterem Rakowa został 21-letni Oliwier Kwiatkowski, autor dwóch goli, który rozpoczął spotkanie na ławce rezerwowych. Dawid Szwarga odniósł pierwsze zwycięstwo nad swoim dawnym przełożonym Markiem Papszunem, a Raków, niedawno zajmujący przedostatnie miejsce w tabeli, po raz drugi z rzędu wygrał w lidze.

Przed niedzielnym meczem trudno było uniknąć porównań obu szkoleniowców. Marek Papszun przez lata budował potęgę Rakowa, zdobywając z Częstochowianami mistrzostwo Polski, dwa krajowe puchary i dwa superpuchary. Dawid Szwarga był jednym z jego najbliższych współpracowników, a później samodzielnie prowadził drużynę spod Jasnej Góry. Kilka tygodni temu wrócił do klubu, który po nieudanym początku sezonu znalazł się w strefie spadkowej. Jeszcze przed meczem Papszun przyznawał, że Raków pozostanie w jego sercu, ale jednocześnie zaznaczał, że Szwarga nie jest już uczniem, tylko trenerem mającym własne doświadczenia i pomysły. Niedzielne spotkanie pokazało, jak trudnym przeciwnikiem potrafi być zespół prowadzony przez jego dawnego asystenta. Legia zajmowała przed pierwszym gwizdkiem trzecie miejsce z dorobkiem 24 punktów, natomiast Raków był siedemnasty i miał ich zaledwie dziewięć. Różnica w tabeli nie oddawała jednak w pełni ostatniej dyspozycji obu drużyn. Warszawiacy nie wygrali żadnego z trzech poprzednich meczów ligowych, przegrywając z Lechem Poznań oraz remisując z Cracovią i Górnikiem Zabrze. W tym ostatnim spotkaniu nie oddali nawet jednego celnego strzału. Raków przeciwnie, mimo fatalnej pozycji w tabeli potrafił regularnie stwarzać sytuacje, a w poprzedniej kolejce pokonał Pogoń Szczecin 3:1. Powrót Szwargi przyniósł wyraźną poprawę ofensywy, choć na razie nie wystarczało to, żeby całkowicie wyprowadzić częstochowian z kryzysu.

Szesnastolatek w składzie Legii. Raków znacznie groźniejszy przed przerwą

Marek Papszun zdecydował się na zaskakujący ruch personalny, wystawiając od pierwszej minuty Franciszka Stępniewskiego. Zaledwie 16-letni zawodnik, urodzony 5 stycznia 2010 roku, został pierwszym piłkarzem ze swojego rocznika, który wystąpił na boiskach Ekstraklasy. Wcześniej zbierał doświadczenie w drugoligowych rezerwach Legii, a teraz otrzymał szansę debiutu w spotkaniu przeciwko byłemu klubowi swojego trenera. W podstawowym składzie zabrakło zawieszonego za kartki Bartosza Kapustki, a Papszun postawił na młodzieżowca zamiast bardziej doświadczonych zawodników. Po drugiej stronie Dawid Szwarga wystawił między innymi Mahira Emrelego, który w przeszłości reprezentował barwy Legii, oraz dobrze spisującego się w ostatnich tygodniach Patryka Makucha.

Pierwsza połowa należała do Rakowa, który znacznie lepiej wykorzystywał przestrzeń pozostawianą przez przeciwnika. Już w trzeciej minucie Emreli znalazł się w dogodnej pozycji po podaniu Makucha, ale jego uderzenie zostało zablokowane. Goście regularnie próbowali przedostawać się za linię obrony stołecznego zespołu, podczas gdy Legia miała problemy z przyspieszaniem własnych akcji. Szczególnie słabo wyglądało rozegranie w środkowej strefie boiska. Damian Szymański i Wojciech Urbański nie potrafili zapewnić gospodarzom odpowiedniej kontroli, a kolejne próby ataków pozycyjnych często kończyły się stratami. Raków nie potrzebował dominacji w posiadaniu piłki, żeby stwarzać znacznie większe zagrożenie.

W 21. minucie goście objęli prowadzenie. Fran Tudor zagrał do Patryka Makucha, który wykorzystał przestrzeń za plecami obrońców i pokonał Otto Hindricha. Napastnik Rakowa potwierdził dobrą dyspozycję z ostatnich tygodni, w których regularnie uczestniczył przy zdobywanych przez drużynę bramkach. Częstochowianie mogli podwyższyć prowadzenie jeszcze przed przerwą. W 33. minucie Emreli oddał groźny strzał z dystansu, a chwilę później Makuch trafił w słupek. Legia odpowiedziała między innymi próbą Łukasza Zjawińskiego, ale napastnik skierował piłkę w boczną siatkę. Gospodarze nie oddali w pierwszej połowie żadnego celnego strzału, co przy występie przed własną publicznością przeciwko przedostatniemu zespołowi ligi było szczególnie rozczarowujące.

Do przerwy Raków prowadził 1:0, a Papszun musiał szukać rozwiązania problemów swojego zespołu. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania oficjalne statystyki Ekstraklasy pokazywały, że Legia od pewnego czasu ma trudności z tworzeniem dogodnych okazji. W końcowych dziewięćdziesięciu minutach poprzedniego meczu i pierwszych 45 minutach rywalizacji z Rakowem Warszawiacy oddali łącznie osiem strzałów, z których żaden nie był celny. Sama obecność większej liczby zawodników w ofensywie nie przekładała się więc na jakość sytuacji podbramkowych. W przerwie Stępniewskiego zastąpił Wahan Biczachczjan, który później odegrał istotną rolę w próbie odwrócenia wyniku.

Pięć goli w szesnaście minut. Legia dwukrotnie wracała do gry

Po przerwie wydarzenia zaczęły zmieniać się w błyskawicznym tempie. W 56. minucie Rafał Augustyniak wykonał daleki wrzut z autu w pole karne Rakowa, a Kacper Chodyna dopadł do piłki i uderzeniem bez przyjęcia doprowadził do wyrównania. Była to szósta bramka Legii w obecnym sezonie zdobyta po akcji rozpoczętej wrzutem z autu, co stanowi najlepszy wynik w lidze. Warszawiacy wreszcie znaleźli sposób na pokonanie Tarika Karicia, ale radość kibiców gospodarzy trwała zaledwie dwie minuty.

Otto Hindrich popełnił poważny błąd przy próbie wyprowadzenia piłki. Bramkarz Legii niedokładnie zagrał do jednego z kolegów, a Raków natychmiast wykorzystał stratę. Hindrich zdołał jeszcze zatrzymać uderzenie Makucha, ale piłka pozostała w posiadaniu gości. Mahir Emreli podał do Ericka Otieno, który strzałem od słupka przywrócił Rakowowi prowadzenie. Warszawiacy nie zdążyli otrząsnąć się po stracie drugiej bramki, gdy w 61. minucie przegrywali już 1:3. Otieno dośrodkował z lewego skrzydła, a Oliwier Kwiatkowski wykorzystał zagranie, kierując piłkę do siatki klatką piersiową.

Bohater Rakowa rozpoczął spotkanie wśród rezerwowych. W 32. minucie zastąpił kontuzjowanego Lamine’a Diaby-Fadigę i już po niespełna pół godzinie gry zdobył pierwszą bramkę. Kwiatkowski trafił do Rakowa latem z Polonii Bytom, w której wcześniej wyróżniał się na poziomie pierwszej ligi. W Częstochowie nie miał jeszcze ugruntowanej pozycji w podstawowym składzie, a przed spotkaniem z Legią jego udział w rozgrywkach Ekstraklasy był ograniczony. W Warszawie otrzymał szansę z powodu urazu kolegi i wykorzystał ją w sposób, którego trudno było oczekiwać nawet po obiecującym zawodniku. Legia odpowiedziała niemal natychmiast. W 63. minucie Bohdan Wjunnyk wycofał piłkę do Wahana Biczachczjana, a Ormianin precyzyjnym strzałem z okolic linii pola karnego zmniejszył straty do jednej bramki. Gospodarze ponownie znaleźli się w grze, a kilka minut później mogli doprowadzić do wyrównania. Damian Szymański dośrodkował z rzutu rożnego, Robert Deziel Junior wygrał pojedynek powietrzny i skierował piłkę do bramki. Na Łazienkowskiej rozpoczęła się radość z wyniku 3:3, ale sędziowie przeanalizowali sytuację i ostatecznie anulowali trafienie. Uznano, że Wjunnyk utrudniał interwencję bramkarzowi Rakowa.

Był to jeden z najważniejszych momentów spotkania. Jeszcze chwilę wcześniej Legia przegrywała 1:3, a po dwóch akcjach mogła wrócić do remisu. Zamiast tego nadal musiała odrabiać straty, a Raków nie zamierzał czekać na kolejne okazje gospodarzy. W 72. minucie Emreli próbował zakończyć kontratak strzałem, lecz został zablokowany. Piłka spadła jednak pod nogi Kwiatkowskiego, który z niewielkiej odległości uderzył pod poprzeczkę i zdobył swoją drugą bramkę. Częstochowianie prowadzili 4:2, a Legia nie znalazła już sposobu na ponowne zmniejszenie strat. W ciągu szesnastu minut padło pięć uznanych goli, a kibice zobaczyli również nieuznane trafienie Deziela. Tak duża liczba sytuacji nie była jednak wyłącznie efektem dobrej dyspozycji ofensywnych zawodników. Szczególnie wiele do zarzucenia można mieć defensywie Legii, która po zdobyciu pierwszej bramki natychmiast oddała inicjatywę rywalom, a następnie pozwoliła Rakowowi dojść do kolejnych dogodnych okazji. Gospodarze dwukrotnie zmniejszali straty, ale nie potrafili przez dłuższy czas utrzymać kontroli nad wydarzeniami. Raków był znacznie bardziej konkretny, a jego kolejne ataki regularnie kończyły się zagrożeniem pod bramką Hindricha.

Szwarga wygrał z Papszunem. Raków zaczyna odrabiać straty

Niedzielne zwycięstwo ma dla Dawida Szwargi szczególne znaczenie. W dwóch wcześniejszych bezpośrednich spotkaniach z zespołami prowadzonymi przez Marka Papszuna nie potrafił wygrać, a teraz pokonał swojego dawnego przełożonego na jego stadionie. Co więcej, zrobił to, prowadząc drużynę, która jeszcze niedawno znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji. Raków rozpoczął sezon fatalnie, przez wiele tygodni regularnie tracił punkty i osunął się na przedostatnie miejsce w tabeli. Powrót Szwargi przyniósł poprawę wyników, a zwycięstwa z Pogonią Szczecin i Legią Warszawa pozwoliły Częstochowianom znacznie zmniejszyć dystans do bezpiecznych pozycji.

W trzech pierwszych ligowych spotkaniach po powrocie Szwargi Raków zdobył osiem bramek. To pokazuje, że ofensywa Medalików zaczęła funkcjonować zdecydowanie lepiej, choć defensywa nadal nie jest wolna od problemów. Zresztą w ostatnich siedmiu meczach ligowych Rakowa padło łącznie aż 31 goli, co daje średnią 4,43 trafienia na spotkanie. Kibice częstochowskiego zespołu nie mogą więc narzekać na brak emocji, ale trener ma jeszcze sporo pracy nad ograniczeniem liczby sytuacji stwarzanych przez rywali. Wygrana przy Łazienkowskiej pozwoliła Rakowowi powiększyć dorobek do dwunastu punktów i awansować na szesnaste miejsce. Częstochowianie zrównali się punktami z Cracovią, która znajduje się tuż nad strefą spadkową.

Legia zakończyła natomiast spotkanie z drugą ligową porażką w obecnym sezonie. Warszawiacy mają 24 punkty po czternastu kolejkach, ale od kilku tygodni nie potrafią regularnie wygrywać. Szczególnie niepokojąco wygląda to, że mimo obecności wielu doświadczonych zawodników drużyna miewa problemy zarówno z rozgrywaniem akcji pozycyjnych, jak i zabezpieczeniem własnego pola karnego. Przeciwko Rakowowi w pierwszej połowie nie oddała ani jednego celnego strzału, a po przerwie straciła trzy bramki w ciągu czternastu minut. Sam fakt zdobycia dwóch goli nie może więc przesłonić skali problemów, jakie goście ujawnili w grze defensywnej zespołu Papszuna.

Legia Warszawa – Raków Częstochowa 2:4 Kacper Chodyna (56.), Wahan Biczachczjan (63.) – Patryk Makuch (21.), Erick Otieno (58.), Oliwier Kwiatkowski (61., 72.).

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →