REKLAMA

Problematyka angielskich bramkarzy. Czy rzeczywiście są blisko klasy światowej?

Anglia posiada wspaniałą tradycje bramkarską w swojej historii, którą tworzyli między innymi Peter Shilton, David Seaman i Gordon Banks. Na pytanie dlaczego obecnie nie ma golkipera światowej klasy pozostaje bez odpowiedzi. Dla przykładu polityka Bayernu Monachium zakłada, że najlepszy niemiecki bramkarz musi grać dla ich klubu. Sądzę, że w przypadku Anglii jesteśmy świadkami sytuacji, w której pozycję podstawowych bramkarzy zajmują obcokrajowcy. To sprawia, że trudno o rozwój angielskiego bramkarza. Jeśli spojrzymy na takie kluby jak Manchester United, Liverpool, Arsenal i Chelsea możemy zobaczyć, że w nich tą pozycję zajmuje zawodnik zza granicy. W takich warunkach nie jest łatwo stworzyć golkipera światowej klasy.

Powyższe słowa należą do Olivera Kahna, który w ten sposób wypowiedział się o sytuacji bramkarskiej reprezentacji Anglii. A zrobił to dokładnie dekadę temu podczas trwających mistrzostw świata w RPA przed meczem 1/8 finału rozgrywanym przez Niemców właśnie z Lwami Albionu. Wtedy skład zawodników zobligowanych do noszenia rękawic tworzyła trójka złożona z Davida Jamesa, Roberta Greena i wtedy jeszcze młodziutkiego Joe Harta. Od tego czasu minęła już dziesięć lat. Ale czy coś się w kwestii człowieka z jedynką zmieniło?

Wyjątkowy Hart

Wcześniej wspomniany Hart zaraz po afrykańskim turnieju podważył tezę dawnego tytana. Wrócił on bowiem z wypożyczenia w Birmingham City do Manchesteru City. W tamtym okresie „Obywatele” dopiero byli na początku realizacji planu budowlanego realizowanego przez właścicieli ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ale już weszli w etap, na którym byli uznawani za drużynę mogącą namieszać w żelaznym układzie Premier League. I faktycznie w końcu po trzydziestu czterech latach znaleźli się na ligowym podium oraz wygrali piąte w historii trofeum FA Cup. Od tego momentu aż do teraz są częścią elity angielskiej piłki.

Sam bramkarz dostał ponowny angaż w pierwszoplanowej roli. Wcześniej również ją zajmował za Svena Gorana Eriksena i Marka Hughesa, ale ten drugi w pewnym momencie uznał, że będzie stawiał na bardziej doświadczonego Shaya Givena, który do klubu trafił na początku 2009 roku. Zaś Anglika wysłano na wypożyczenie do Birmingham. W kampanii 2010-2011 będąc podstawowym wyborem zagrał we wszystkich spotkaniach w lidze oraz pucharze Anglii. W obydwu rozgrywkach zachował najwięcej czystych kont.

Nieszczęśliwy całokształt

Na przestrzeni całego swojego pobytu w Manchesterze City zdobył wszystkie trzy najważniejsze angielskie trofea. Indywidualnie zaś dzieli rekord z Petrem Cechem w liczbie zdobytych złotych rękawic Premier League (łącznie otrzymał ją czterokrotnie). W kadrze natomiast był numerem jeden przez około sześć lat, które bardzo mocno pokryły się z kadencją Roya Hodgsona.

Hart z kadrą nie miał jednak zbyt wielkiego powodzenia jeśli chodzi o kolekcjonowanie medali bądź pucharów. Wręcz Lwy Albionu przeważnie nie były bliskie osiągania wielkich wyników, kiedy występował między ich słupkami. Tak naprawdę najbardziej może żałować Euro 2012, w którym miał realną szansę wraz z kolegami dostać się do półfinału. Niestety w ćwierćfinałowej rywalizacji z Włochami zabrakło im szczęścia w konkursie jedenastek, w którym dodatkowo na początku prowadzili.

Jordy broni twierdzy

Jego następca Jordan Pickford wyjątkiem od reguły Kahna już nie jest, ponieważ występuje w Evertonie. Dobrym klubie, któremu jednak w XXI wieku zawsze czegoś brakowało, żeby przebić się do czołówki. Być może wraz z Carlo Ancelottim jako dowódcą staną się jej częścią, lecz na ten moment The Toffees do niej nie przynależą.

Pickford osiągnął więcej z reprezentacją niż Hart. Na mistrzostwach świata w Rosji dotarł do strefy medalowej, która była nieosiągalna dla Anglii przez dwadzieścia osiem lat. No i do tego doszedł brąz inauguracyjnego sezonu Ligi Narodów (chociaż tego medalu nie powinno się uwzględniać przy porównaniu, ponieważ Hart w przeszłości nie miał możliwości wzięcia udziału w tych zawodach). Do tego trzeba się zastanowić, czy faktycznie Pickforda można określać mianem bramkarza klasy światowej. Na ten moment chyba jeszcze za wcześnie, żeby zestawić go w tym samym rzędzie z wcześniej wymienionymi legendami. Aczkolwiek ma on potencjał, aby do nich kiedyś dołączyć.

Kto stawia na rodzimych bramkarzy?

Wśród najlepszych sześciu zespołów sezonu 2019/2020 ligi angielskiej nie było żadnego, który stawiałby na bramkarza z Anglii. Ale zaskakująco Bundesliga w porównaniu nie przytłacza, bowiem tylko dwa z sześciu klubów wystawiały bramkarzy z Niemiec w podstawowym składzie. Aczkolwiek zasada Kahna co do topowego niemieckiego bramkarza w topowym niemieckim klubie jest zachowana, bo przecież Manuel Neuer gra w Bayernie Monachium.

Analizując sobie pozostałe ligi z wielkiej europejskiej piątki to wychodzi na to, że liczba podstawowych rodzimych tzw. jedynek jest podobna. We Włoszech, Hiszpanii oraz Francji tak jak w Niemczech gra po dwóch bramkarzy pochodzących z tego samego kraju co liga. Do tego dochodzi fakt, że golkiperzy z tych właśnie państw znajdują zatrudnienie w wielkich klubach z innych krajów David De Gea gra w Manchesterze United, Marc Andre Ter Stegen w Barcelonie, a Hugo Lloris w Tottenhamie i w sumie tylko żaden Włoch na tą chwilę nie okupuje bramki jakiejkolwiek zacnej marki.

Teza, którą wystosował w przeszłości Der Titan jest nadal aktualna. Aczkolwiek Anglia przesadnie nie narzeka obecnie na swojego wyjściowego pana w gumowych rękawicach. Niemniej jednak w przyszłości może się okazać, że znowu nie ma mocarnego pewniaka na obsadzenie swoistej budy, a konsekwencją tego mogą być wpadki, które tak bardzo przylgnęły do tej pozycji w wydaniu angielskim.

Tekst pierwotnie opublikowany 30.10.2020 r.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

98,550FaniLubię
10,667ObserwującyObserwuj
556ObserwującyObserwuj
REKLAMA