REKLAMA

Pracowity ogrodnik – Julio Cruz – Personaggi del calcio (1)

Julio Cruz dla Nerazzurri zdobył więcej goli niż Ronaldo, Adriano, Ibrahimović, Eto’o, Crespo czy Recoba. Dość szokujące biorąc pod uwagę fakt, że na przestrzeni całego jego pobytu mało kto traktował go jako aktora pierwszej roli.

Bolońska przystawka

Zanim trafił do ligi włoskiej miał już pewną markę wyrobioną w Europie. Spędził trzy sezony w Feyenoordzie Rotterdam, gdzie w dwóch z nich był najlepszym strzelcem zespołu. Dodatkowo pobyt w holenderskim klubie zwieńczył zdobyciem tytułu Eredivise oraz Superpucharu Holandii. Jego pierwszym włoskim przystankiem była Bologna. W niej już nie odznaczał się taką skutecznością strzelecką jak wcześniej, przez co na początku nie był zbytnio poważany przez kibiców oraz media.

Jednak po pewnym czasie zaczęli doceniać to w jaki sposób był wstanie utrzymywać się przy piłce do czasu uruchomienia pozostałych kolegów w ataku, a także jak umiejętnie potrafił z nimi współpracować. No i do tego całkowicie nie zapomniał jak się strzela. W sezonie 2001-2002 został piłkarzem z największą liczbą bramek w zespole, który zajął wysokie jak na swoje ówczesne możliwości 7 miejsce.

Następca Crespo

Trafił do Interu latem 2003 roku, kiedy to został wykupiony z bolońskiej drużyny za 9,5 mln euro. Przychodził w momencie, kiedy do Chelsea odszedł już Hernan Crespo. Niezależnie od tego czy mu się to podobało, czy też nie zaczął być porównywany z Valdanito. Głównie z uwagi na fakt, że są napastnikami z tego samego kraju. Generalnie było wiadomo, że w takiej rywalizacji przegra, bowiem nie był uznawany za piłkarza tego samego formatu co Crespo (chociaż ostatecznie z ekipą Nerazzurrich zdobył więcej trofeów). Do transferu Cruza podchodzono w taki sposób, że być może pozytywnie wszystkich zaskoczy. Większe nadzieje pokładano w umiejętnościach Adriano, który przyszedł w tym samym okienku transferowym.

W swoim inauguracyjnym sezonie grał bardzo często i co ciekawe w pierwszej jedenastce, przeważnie z Christianem Vierim. Z tym że jego pozycja nie była niepodważalna, ponieważ często był jednym z pierwszych do zmiany. Niestety im bliżej było końca sezonu, tym rzadziej dostawał szansę gry. Jednym z czynników takiej sytuacji był fakt zbyt niskiej skuteczności przy dużej liczbie rozegranych meczów. Drugim zaś był rozkręcający się Adriano, który ostatecznie potrzebował o połowę mniej spotkań, żeby strzelić o jedną ramkę więcej od Argentyńczyka.

Łapiąc rotacyjne szanse

W kolejnym sezonie było wiadomo, że będzie rezerwowym. Duet Vieri – Adriano teoretycznie był nie do ruszenia. Dodatkowo nawet nie mógł liczyć na rolę pierwszego napastnika do zmiany. Ta została obsadzona przez Obafemiego Martinsa. Dopiero problemy zdrowotne wcześniej wspomnianego duo pozwoliły Cruzowi częściej pojawiać się na murawie. Jednak nie udało mu się znacząco skierować blasku na siebie. Jego największym wyczynem była seria trzech kolejnych spotkań z golem na koncie w Serie A. No i zdobył z ekipą Il Biscione pierwsze trofeum w postaci Pucharu Włoch.

Kampania 2005/2006 była najdziwniejszą w karierze argentyńskiego strzelca, a zarazem najlepszą w czarno niebieskich pasach. Po odejściu Christiana Vieriego do Milanu i braku transferu kogokolwiek w jego zastępstwie miał większą szansę na grę. Ówczesny trener Roberto Mancini na przestrzeni całego sezonu rotował Cruzem, Martinsem i Adriano i tym, kto z tej trójki będzie tworzył parę atakującą w poszczególnych spotkaniach. I spośród tej właśnie trójcy to właśnie Argentyńczyk zdobył najwięcej goli dla Nerazurrich.

Pierwotnie schody ułożone również z jego trafień pozwoliły zająć trzecie miejsce w tabeli. Lecz pokłosie afery Calciopoli dało ostatecznie Interowi mistrzostwo Włoch. Ale, żeby nie było mediolański klub zdobył w tamtym sezonie trofeum nie tylko przy stoliku z rogalikami i filiżankami. Coppa Italia również powędrowała do gabloty, a nasz bohater był jednym z najbardziej znaczących osób w drodze do sukcesu. Wziął udział we wszystkich meczach.

Między schyłkiem Manciniego, a początkiem Mourinho

W kolejnych latach raczej bywał bliżej ławki rezerwowej niż świeżo ściętej trawy boiska. W sezonie 2006/2007 do klubu trafił kupiony z Juventusu Zlatan Ibrahimović, a także ściągnięty na wypożyczenie Hernan Crespo. To właśnie ta dwójka zaczęła tworzyć nową podstawową parę atakujących. Aczkolwiek Julio Cruz nie został całkowicie odstawiony na boczny tor. Dostawał swoje szanse i zdobywał gole. Nawet w sezonie 2007-2008 został królem strzelców rozgrywek Pucharu Włoch (Inter ostatecznie tego trofeum wtedy nie wygrał).

Wszystko zmieniło się kiedy nowym trenerem Interu został Jose Mourinho. Portugalczyk znacząco rzadziej korzystał z usług Argentyńczyka niż wcześniej Mancini. Wolał stawiać na młodziutkiego Mario Balotelliego. El Jardinero wpadł w niełaskę u The Special One po zremisowanym meczu ligowym z grającą w dziesiątkę Genoą, podczas którego miał być jednym z tych, którzy szczególnie nie stosowali się do zaleceń swojego szkoleniowca. Na pewien czas został odsunięty od składu, ale wrócił i był w stanie dać swojemu zespołowi parę istotnych goli. Z tym, że to była garstka w porównaniu do przeszłości. Poza tym prawdopodobnie po wcześniejszych wydarzeniach Mourinho zdołał wymazać go już w myślach ze składu na kolejny sezon.

Rzymski epizod

W sezonie 2009-2010 zasilił szeregi Lazio. Jak się później okazało był to jego ostatni rok gry w piłkę. W ekipie Biancocelesti nie dostał bardziej znaczącej roli niż wcześniej. Dalej był rezerwowym, niestety już z niską skutecznością. Na 30 występów we wszystkich rozgrywkach zdobył tylko 4 bramki. Miał wtedy 35 lat i zapewne czuł, że lepszy nie będzie. Ale i tak z rzymskim klubem udało mu się również zdobyć. Mianowice Superpuchar Włoch. Lazio pokonało wtedy Inter, a sam Julio wszedł z ławki.

Argentyńskie tło

Najlepiej jego karierę reprezentacyjną oddaje jeden bardzo dosadny fakt. Chociaż zaliczył 20 występy w koszulce Albicelestes, to tylko raz zagrał przez pełne 90 minut. Do tego ten występ był debiutem Argentyńczyka w kadrze. Gdzieś tam zawsze się kręcił w głowach kolejnych selekcjonerów, ale żaden uczynił z niego stałego członka pierwszej jedenastki. Udało mu się natomiast wystąpić na dwóch turniejach. Na Copa America 1997 wziął nawet udział we wszystkich spotkaniach, ale sama Argentyna odpadła w ćwierćfinale. Zaś podczas mistrzostw świata w 2006 roku wszedł z ławki na rywalizacje z Holandią i Niemcami. I tym razem 1/4 finału okazała się maksimum.

Epilog

Do Julio Cruza chyba najlepiej będzie pasowało określenie idealnego napastnika uzupełniającego. Kiedy wchodził na boisko to przeciwnik nie mógł go zlekceważyć, ponieważ choć nie był tak medialny jak pozostali napastnicy, to na pewno równie groźny i to niezależnie od minuty, w której rozpoczynał spotkanie.

Należy docenić, że zaakceptował swoją rolę i nie starał się na siłę zgarnąć dla siebie choćby odrobinę statusu gwiazdy. Zwłaszcza, że w Feyenoordzie i Bologni był na pierwszym planie. Jest przecież bardzo prawdopodobne, ze bez niego Inter nie zdobyłby tych wszystkich, bowiem mogłoby się okazać, że brak jednego Cruza byłby równoznaczny z brakiem kluczowych goli, których deficyt niekoniecznie uzupełniłby inny zawodnik.

REKLAMA
PODOBNE
REKLAMA

MOŻE ZACIEKAWI CIĘ

98,550FaniLubię
10,667ObserwującyObserwuj
556ObserwującyObserwuj
REKLAMA